Gospodarka kręci się według stałego, dość szybkiego rytmu. Polacy kupują coraz więcej, jednak inflacja nie powinna rosnąć już tak szybko jak w poprzednich miesiącach. Co w tej sytuacji zrobi Rada Polityki Pieniężnej, która we wtorek rozpoczyna swoje majowe posiedzenie?

Prawdopodobnie nie zrobi nic. Po co zresztą miałaby podnosić stopy procentowe właśnie teraz, skoro nic nadzwyczajnego się nie dzieje.

Windowanie stóp to dla gospodarki poważny wstrząs – oznacza podwyżkę kredytów, co zawsze wiąże się z podniesieniem kosztów dla biznesu. Po co to robić, skoro koniunktura jest wprawdzie niezła, jednak mimo wszystko nie do końca pewna. Według Indeksu Koniunktury Ekspertów Finansowych IKEF, coraz mniej finansistów pracujących w działających w Polsce instytucjach oczekuje poprawy w gospodarce. Nie jest to dramatycznie niski odsetek, jednak właśnie teraz optymiści zrównali z się z pesymistami.

Wskaźnikiem IKEF pewno nie warto byłoby sobie zawracać głowy, gdyby nie kilka innych danych, które idą w podobnym kierunku. O spodziewanym spowolnieniu, a nie przyspieszeniu, świadczy opublikowany przez Komisję Europejską pod koniec kwietnia wskaźnik nastrojów w gospodarce. Spada indeks wyprzedzający OECD. Również PMI dla przemysłu nie był tak imponujący, jak prognozowała większość rynku.

To wystarczający powód, by patrzeć na gospodarkę nie jak na pędzącą przed siebie lokomotywę, ale jak na spokojnie sunący wehikuł. Biznes rośnie, jego tryby kręcą się w przyzwoitym tempie, ale uwaga – nie jest to rozgrzana do czerwoności maszyna, która wybuchnie, jeśli nie zacznie się przy niej majstrować. Na polski ewenement gospodarczy lepiej chuchać i dmuchać, by nie zgasić drzemiącego w nim potencjału. Szybkie podwyżki stóp to dobry środek do walki z inflacją, ale także skuteczny sposób, by wpędzić firmy korzystające z kredytów w kłopoty.

Jak RPP ułoży swoje relacje z rynkiem, by zwalczyć inflację, a jednocześnie nie zadusić gospodarki? To jeden z najważniejszych globalnych problemów postkryzysowych czasów, kiedy koniunktura nie jest jeszcze gorąca, a widmo recesji wcale nie odeszło do przeszłości.

Relacje banków centralnych z gospodarką stają się bardziej złożone niż jeszcze kilka lat temu. Widać to na przykładzie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, która zmienia koncepcję komunikacji z rynkiem: po swoich posiedzeniach nie publikuje już tylko suchych komunikatów, które zostawiają pole do dowolnych interpretacji, ale organizuje wyczerpujące mitingi, które mają rozwiać wszelkie wątpliwości. Rezerwa Federalna i jej szef Ben Bernanke chcą być dobrze zrozumiani, by ewentualne niejasności w przekazie Fed nie naruszyły kruchej stabilności gospodarki.

Inflacja jest poważnym problemem, z którym musi się uporać każdy bank centralny, od unijnego EBC po polską RPP. Całkiem jednak możliwe, że kłopot ze wzrostem cen okaże się nie aż tak straszny, jak sądzono jeszcze kilka miesięcy temu. Wygląda na to, że Rada Polityki Pieniężnej miała rację, radząc z rezerwą podchodzić do skoku inflacji w Polsce, traktując go jak epizod, do tego wynikający z czynników zewnętrznych, a nie wewnętrznych. To prawda, inflacja jest zawsze groźna, niezależnie od tego, kto ją wywołał, ale tę dolegliwość łatwiej leczyć, gdy nie jest efektem choroby całej gospodarki.