Najwyraźniej ani pakiet ratunkowy, ani zapewnienia rządzących nie są już w stanie uspokoić nastrojów.

Politycy chcą bronić euro. Kanclerz Merkel zapewnia, że nie ma mowy o wykluczenia z klubu któregoś z jego członków. Forsuje nawet konsolidujące eurozonę zmiany w traktacie lizbońskim – wprowadzenie możliwości bankructwa państw strefy euro oraz mechanizmów kontroli ich budżetów i karania za przekroczenie limitów deficytu.

Los euro zaczął też niepokoić Chiny, które skupują obligacje państw zagrożonych bankructwem i chcą tym samym uratować europejską walutę przed upadkiem, co ugodziłoby w chiński eksport na Stary Kontynent i utrudniło Pekinowi zdetronizowanie dolara w roli waluty rezerwowej świata.

Wysiłki te jednak nie pomogą, jeśli rynkowi gracze i ekonomiści bezpowrotnie utracą wiarę w euro. Nastroje bowiem także są siłą sprawczą na scenie politycznej i ekonomicznej. Gdyby wyrokować o losie euro tylko na ich podstawie – jest z nim bardzo źle.