Czyżby więc ten rejon miał jakiś szczególny potencjał, o którym nie wiemy? Czyżby niewielkie przecież państwa nadbałtyckie czy również niezbyt duża Finlandia stwarzały olbrzymią szansę dla rafineryjnego biznesu?

Niestety, nie ma tutaj żadnej tajemnicy. Ani potencjału dla kurczącego się rafineryjnego biznesu, ani eldorado. Jest natomiast jeszcze nieoficjalna zapowiedź pewnej transakcji, czyli sprzedaży przez Orlen rafinerii w Możejkach. Potencjalni kupcy, na przykład Rosjanie, zrobią wszystko, żeby próbować wziąć Możejki po jak najniższej cenie. A temu służą zapowiedzi budowy nowych zakładów tuż za miedzą, co oznacza widmo jeszcze mocniejszego skurczenia się rynku dla litewskiej rafinerii. I te zapowiedzi mogą wystarczyć, prawdziwych instalacji budować nie trzeba.

Dla Orlenu oznacza to dwie wiadomości, jak zwykle dobrą i złą. Ta zła jest taka, że taktyka Rosjan może odnieść jakiś skutek i rzeczywiście wpłynąć na wycenę niegdysiejszej polskiej inwestycji stulecia. Natomiast dobra to ta, że tego rodzaju podchody świadczą o tym, że Możejki mogą być jeszcze względnie atrakcyjnym kąskiem i nie warto pozbywać się ich za wszelką cenę. Byłoby to równie niefortunne jak decyzja o wejściu w litewski interes, który zamiast fruktów przynosi coraz to nowe kłopoty.