W ich działaniu widać już desperację. Podobnie rzecz się ma w sprawie trasy ekspresowej numer 17, którą rząd chce skasować w ramach cięć budżetowych. „Nie odcinaj Lubelszczyzny od Warszawy” – widnieje na żółtych billboardach na ulicach stolicy. Dziś będzie pikieta przed siedzibą premiera.

Trudno nie uznać racji protestujących. Rząd poszedł na łatwiznę, przenosząc środki z OFE na konto w ZUS, co pozwoli na korzystniejsze liczenie długu publicznego i uniknięcie cięć w rozdmuchanych wydatkach. Rząd myślał, że będzie bezboleśnie, a tu taka niespodzianka. Co prawda, nie idzie tak daleko jak węgierski premier Victor Orban, który de facto znacjonalizował OFE, ale i tak łamie umowę, jaką państwo zawarło z obywatelami 11 lat temu, gdy wprowadzało reformę emerytalną.

Pójściem na łatwiznę jest też cięcie wydatków na drogi, choć w tym samym czasie rząd utrzymuje liczne absurdalne ulgi i bizantyjską administrację.

Dobrze, że przynajmniej nie dochodzi u nas do takich protestów jak w Kijowie, gdzie 10 tys. przedsiębiorców, sprzeciwiając się wprowadzeniu nowego kodeksu podatkowego, koczowało na placu w miasteczku namiotowym.