Wkrótce zmierzymy się z rzeczywistością odmienną od tej, którą znamy z upudrowanych przekazów.
Publikacja: 5 stycznia 2011, 03:00 Aktualizacja: 5 stycznia 2011, 10:25
Niepoprawni optymiści będą mieli kłopot: jak pokazać dobre strony rosnącego VAT, drożejącej benzyny, rosnącej inflacji, idących w górę stóp procentowych i niepewnych perspektyw dla złotego? Chyba się nie da.
W 2011 r. nie unikniemy zderzenia z rzeczywistością, która sporo będzie się różniła od upudrowanych przekazów. Podwyżka VAT przełoży się na wzrost cen, tak samo jak idące gwałtownie w górę ceny benzyny. Nie ma siły – będzie drożej. Wyższy VAT uderzy przede wszystkim w firmy, ale to nie znaczy, że jego skutki nie będą miały wpływu na portfele Polaków. Wręcz przeciwnie, ponieważ VAT obejmie całą gospodarkę, podwyżka rozpełznie się po wszystkich zakamarkach domowych budżetów, od czynszu za mieszkanie po opłaty za garaż. Swoje trzy grosze dołożą gminy, bo one też potrzebują pieniędzy. Rachunek swoim podopiecznym będą w końcu musieli wystawić wszyscy, od ministra po burmistrza i wójta. Nie ma co się dziwić, żyć ponad stan nie można przecież wiecznie.
O swoim istnieniu przypomni inflacja. To podstępny zabójca gospodarki, groźny tak samo dla firm, jak i dla domowych oszczędności. W górę pójdą stopy procentowe, bo Rada Polityki Pieniężnej nie będzie czekała, aż skok cen rozłoży nasz system finansowy. Wygląda na to, że pierwsza podwyżka stóp będzie już w styczniu. W rezultacie powoli pójdzie w górę oprocentowanie kredytów. Na wysokie raty będzie mogło sobie pozwolić coraz mniej Polaków.
Tak, z grubsza biorąc, będzie wyglądała nasza walka z kryzysem, z dziurą budżetową, z konsekwencjami nadmiernego zadłużenia państwa. W łagodnej wersji będą to pełzające, ale ogarniające coraz szersze sfery prywatnych budżetów wzrosty cen. Do pewnego momentu mogą być nawet mało odczuwalne, ale nie łudźmy się – w końcu dadzą o sobie znać. Ile w tym ruchu cen w górę będzie wzrostów wynikających z VAT, a ile podwyżek doczepionych przy okazji? Trudno powiedzieć, ale na pewno sporo.
Do tej pory optymistyczna interpretacja rzeczywistości była stosunkowo prosta, bo w gospodarce nie brakowało plusów. To stwarzało dobry klimat do zakupów, nakręcało koniunkturę, nie pozwalało gospodarce stać w miejscu. W gospodarce liczą się nie tylko fakty, lecz także nastroje.
Teraz będzie trudniej o miłą atmosferę.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: I bardzo dobrze z IP: 79.187.133.* (2011-01-05 08:51)
"Młodzi wykształceni znający języki wyborcy PO" będą mnie błagać o pracę magazyniera i fakturzysty za 900 zł.
2: Teraz sie dowiemy, że: z IP: 91.199.250.* (2011-01-05 09:43)
Jedyną sprawiedliwa formacją polityczną w Polsce, jest pro- sowiecka SLD.
3: buparty z IP: 83.12.111.* (2011-01-05 20:44)
Niemcy, Francja i Anglia oraz Rosja spoza uni się będą rozwijać bo mają silne gospodarki i rodzimy przemysł a reszta unijnego barachła będzie się staczać w lata pięćdziesiąte. Alleluja. Zeżre je własna biurokracja i MFW choćby odsetkami od kredytów.
4: w1951 z IP: 79.173.17.* (2011-01-06 11:55)
Prawdziwe życie bez pudru toczy się przy okienkach w ZUSie i Powiatowych Urzędach Pracy. Żadnego z redaktorów GP, GW tam nie zobaczycie.Otzrymujemy papkę od elity salonowej do dalszego przerobu.Opowiadane i pisane prawdy nijak się mają do życi właśnie TAM
5: Alek z IP: 79.163.224.* (2011-01-06 12:17)
Jest wolnosc ja jade za granice ,to nie mozna nazekac ze nie ma wyboru jestem odwazna osoba tutaj nikt mi nie gwarantuje do emerytury prace jak wszedzie.Nie widze problemu z praca i nazekania ze trzeba pracowac za 1000zl.A p. Balcerowicz ostrzegal ze dlug polski bedzie sie powiekszal,ale nikt to nie bierze pod uwage gdzie reformy lepiej odwlekac az nastepna partia naobiecuje a ludzie dalej beda popierac i nic z tego.

Od początku maja baryłka ropy potaniała o 15 proc. Nie oznacza to jednak, że możemy się spodziewać spadku cen na stacjach w Polsce, bo przeszkadza w tym umacniający się dolar.




