Wiodące koncerny światowe średnio co kilkanaście lat odświeżają swoje wizerunki. Także LOT, jak się niedawno okazało, przymierza się do zmian w wyglądzie zewnętrznym samolotów. Maszyny zyskałyby więcej koloru niebieskiego, a z ogonów zniknąłby żuraw, zaprojektowany w 1929 r. przez warszawskiego artystę plastyka Tadeusza Gronowskiego. Nowe barwy pojawiłyby się w końcu przyszłego roku, kiedy ma dojść do wymiany części floty LOT-u, w której ma się pojawić Boeing 787 Dreamliner.

Okazało się jednak, że lotowski żuraw jest jak warszawska syrenka, a zdaniem związkowców z przedsiębiorstwa jak gwiazda Mercedesa. Dyskusja na jego temat nabrała temperatury. Na Facebooku powstały profile broniące żurawia, na których aktywne są już tysiące osób.

Podobny nacisk ze strony klientów przeżyła niedawno znana firma odzieżowa GAP, która zaplanowała rebranding. Firma chciała uprościć logo, zmniejszając granatowy kwadrat. Jednak na Facebooku czy Twitterze wielbiciele marki nie zostawili na szefach GAP-a suchej nitki. W efekcie firma wycofała się.

Jeszcze większa porażka spotkała linie British Airways, które chcąc podkreślić swój globalny charakter, przemalowały w 1997 roku Union Jack na wzory charakterystyczne dla krajów destynacji przewoźnika. Na ogonach maszyn pojawiła się m.in. łowicka wycinanka. BA wycofały się jednak ze zmian po protestach Brytyjczyków, którzy uznali, że ich przewoźnik powinien mieć narodowe barwy.

Z kolei zmiana logo Fiata w latach 60. na charakterystyczne pochylone kreski zdenerwowała Włochów. Firma początkowo zignorowała protesty, ale kiedy już wszyscy jakoś się przyzwyczaili, po jakieś 30 latach zrobiła zwrot o 180 stopni, nawiązując do starych logotypów.

W Polsce burzę wywołała zamiana należącej do Centertelu i skutecznie wypromowanej reklamówkami z Wojciechem Mannem marki Idea na paneuropejską Orange. Ale nawet Pekao dostało się za Żubra. Pamiętam, jak dworowano, że bardziej przypomina byka.

W połowie tego roku głośno było o przymiarkach do zmiany logo Poczty Polskiej. Zgodnie z nimi trąbka zamiast na niebieskim tle byłaby na czerwonym. Problem w tym, że nowe barwy trzeba by nanieść na 4,5 tys. samochodów, 50 tys. skrzynek pocztowych, o mundurach tysięcy listonoszy nie wspominając.

Choć Poczta natychmiast zbagatelizowała koszt proponowanych zmian, zarówno w jej przypadku, jak i LOT-u, nasunęła mi się smutna refleksja. Do gruntownych zmian logo nie powinny się brać państwowe przedsiębiorstwa, których działalność wciąż pozostawia wiele do życzenia, zarówno pod względem osiąganych wyników finansowych, jak i jakości usług. Taki ruch powinien się wiązać bowiem z przełomowymi zmianami w działaniu firmy, w jej usługach. Jak mawiają marketingowcy – z obietnicą dla klientów. Bo ostatnią rzeczą, na jaką mogą sobie pozwolić zmieniające logo firmy, byłoby rozczarowanie odbiorców usług.