Publicznie – co też mu się chwali. Osią sporu są przede wszystkim procedury, jakie rząd wprowadzi w przypadku przekroczenia progu ostrożnościowego. Mimo uspokajających oświadczeń urzędników i polityków, że to mało prawdopodobne, o ten kawałek projektu trwa zażarta dyskusja. Bo tak naprawdę wystarczy silniejsze wahnięcie złotówki w grudniu, by znaleźć się po drugiej stronie lustra. Spór mnie niepokoi, niepokoi mnie pomysł minister Fedak. Zawieszenia na dwa lata składki do OFE. Stanowcze „nie” wyraził tylko Michał Boni. Kluczyli na ten temat i Jacek Rostowski, i Jan Krzysztof Bielecki w TOK FM u red. Mosza.

Kilka lat temu rząd zawarł umowy dotyczące składek emerytalnych. Jedni zdecydowali się na OFE, inni na ZUS. W tej chwili rząd może jednostronnie te umowy zerwać. I nie ma żadnej pewności, że te pieniądze zostaną zwrócone, że po 2 latach nie wycofa się z OFE w ogóle, że tych pieniędzy nie przeje, burząc cały system emerytalny. Można się oczywiście zastanawiać nad kosztami OFE, nad poszukiwaniem bardziej racjonalnych rozwiązań. Ale nie w atmosferze ściubienia miliardów na tamowanie katastrofy budżetowej. Odstąpienia od umowy wymagałyby umowy społecznej. Wizji, nowego systemu, nowego kontraktu między rządem a obywatelami.

Druga część sporu dotyczy wycofania się z ulg prorodzinnych i 50-procentowych kosztów uzyskania. Jedni chcą, inni ich bronią. Rząd i tu lawiruje. Jak ognia unika fundamentalnej decyzji. Może najwyższy czas zlikwidować wszystkie ulgi i przywileje, obniżając podatki. Każdy ruch lepszy od nocnych rewolucji i projektowania nam życia w przerwach między jedną a drugą awanturą w mediach.