3 X nie. Ten postulat odnosi się do trzech dokumentów: projektów ustawy antykorupcyjnej i lobbingowej autorstwa Julii Pitery oraz ustawy o CBA. Są one zaprzeczeniem deklarowanej przez PO budowy przyjaznego i taniego państwa. Cel jest szlachetny i pożądany: zlikwidować korupcję! Ale nie można tego dokonać, łamiąc prawo.

Wszyscy są podejrzani?

Ustawa antykorupcyjna znaczne rozszerza obowiązek składania oświadczeń majątkowych przez osoby piastujące stanowiska w różnych instytucjach publicznych. Oświadczenia miałyby być publikowane w Biuletynach Informacji Publicznej, mimo że już samo ich przekazywanie stanowi ograniczenie prawa do prywatności, zagwarantowane art. 51 Konstytucji RP. Projekt, wyłączając możliwość prowadzenia działalności gospodarczej i zawodowej przez funkcjonariuszy publicznych z jednoczesnym dopuszczeniem możliwości prowadzenia gospodarstwa rolnego, narusza art. 22 Konstytucji RP, pozostaje w sprzeczności z art. 31 oraz podważa zasadę równości zagwarantowaną art. 32 konstytucji.

Nie można budować państwa obywatelskiego i przyjaznego ludziom, zabraniając bezpośredniego kontaktowania się indywidualnych obywateli i różnego rodzaju stowarzyszeń, organizacji pracodawców czy związków zawodowych z komisjami i podkomisjami sejmowymi i senackimi. A takie właśnie bariery, zupełnie bez wyobraźni, wprowadza projekt ustawy lobbingowej.

Jak mamy mówić o rekonstrukcji państwa obywatelskiego, silnego zaangażowaniem i zaufaniem obywateli, kiedy to państwo mówi każdemu z nas: „Nie mam do ciebie zaufania, jesteś potencjalnym łapownikiem, nie wierzę w twoje czyste intencje, trzymaj się z daleka ode mnie”? Teraz zebrania poświęcone sprawom społecznym staną się niebezpieczne, bo ich organizowanie z udziałem osób sprawujących funkcje publiczne będzie traktowane przez ustawę jako działalność lobbingowa. A tym samym z mocy ustawy kontrolowane i inwigilowane przez CBA.

Lobbysta to nie przestępca

O tym, jak bardzo potrzebny jest bezpośredni kontakt z lobbystami, świadczy dziurawe, pełne bubli i nielogiczności praktycznych polskie prawo. Tymczasem w projekcie ustawy lobbingowej prawnicy Julii Pitery dzielą osoby, które mogą dostarczyć informacji i wiedzy na temat rozwiązań problemów, na lobbystów dzikich i zawodowych. Dzicy to konsultanci społeczni, eksperci niezależni, którzy „mogą napisać, co im się zleci” – tych funkcjonariusze publiczni powinni unikać. Mogą spotykać się jedynie z zawodowcami zarejestrowanymi w CBA. I tylko w wyznaczonych miejscach! I tylko na początkowym etapie omawiania założeń jakichś regulacji, by odciąć możliwość formułowania konkretnych artykułów pod partykularny interes! I obowiązkowo muszą pisać na temat każdego spotkania z lobbystą notatki służbowe. Absurd! Ktokolwiek miał do czynienia z procesem legislacyjnym, doskonale wie, że na etapie redagowania prawa etatowi eksperci, często niedouczeni, przemycają najwięcej idiotycznych rozwiązań, powodując legislacyjny bałagan. A wybitnych prawników czy przedsiębiorców, którzy lepiej wiedzą, jak dany przepis sprawdzi się w praktyce, projekt wpuszcza w machinę biurokratyczną „rejestrowania i sprawozdawczości” podlegają lustracji przez CBA, ograniczając konstytucyjne prawo obywateli do udziału w procesie stanowienia prawa. I do tego pod groźbą kary do 50 tys. zł. na konto CBA, gdyby w owej sprawozdawczości były, zdaniem biura, luki. Projektodawcy zupełnie nie zdają albo nie chcą sobie zdawać sprawy z faktu, że służby specjalne nie są powołane po to, by dbać o prawidłową legislację w kraju.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zostało utworzone po to, by walczyć z korupcją. Miało kosztować rocznie 50 mln zł, szybko przekroczono jednak 300 mln. Należało się spodziewać, że po dojściu do władzy PO CBA zostanie zlikwidowane. Tak się jednak nie stało. Wręcz przeciwnie, nowelizacja przyznała CBA jeszcze szersze kompetencje.

Reformy zamiast restrykcji

Al Gore w swojej książce „Zamach na rozum” przestrzega przed pozostawieniem służb specjalnych zasłaniających się walką z terroryzmem czy korupcją bez należytej kontroli. A u nas mnożą się następne pomysły: inwigilacja użytkowników telefonów komórkowych, podsłuchiwanie uczestników zamówień publicznych i prywatyzacji, cenzura internetu, przyznanie straży kolejowej prawa zbierania wrażliwych danych osobowych (!).

Karmimy się mrzonkami, że takimi restrykcyjnymi ustawami możemy kształtować moralność. Tymczasem tu potrzebne są lepsze zarobki, poprawa systemu służby zdrowia, naprawa systemu emerytalnego, ograniczenie biurokracji. Żadne ustawy nie obronią ustawodawców przed pokusą korupcji i grupami nacisku, jeżeli sami nie będą umieli oddzielić ziarna od plew. Dlatego rezolucja Parlamentu Europejskiego z 8 maja 2008 r. mówi, że posłowie sami są odpowiedzialni za zapewnienie sobie dopływu wyważonych informacji.

Uczmy się od mądrzejszych.