Szukając oszczędności, rząd zapowiada ograniczenie zatrudnienia w administracji państwowej. Nowi urzędnicy nie będą zatrudniani, wakaty po tych, którzy odeszli, nie będą obsadzane.

Tego typu rozwiązanie to tylko namiastka tego, co można zrobić, aby znaleźć oszczędności w administracji. Prawdziwe pieniądze leżą w agencjach państwowych i rządowych. Generujących ogromne koszty, w większości niepotrzebnych molochach.

Rząd powinien je zlikwidować. Jedyne agencje, jakie jest sens utrzymywać, to te, do których zobowiązują nas umowy międzynarodowe. Chodzi na przykład o Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która zarządza dopłatami rolnymi.

Poza tego typu wyjątkami pozostałe agencje powinny być zlikwidowane. Ich kompetencje także należy zlikwidować, bo w większości są niekonieczne, a te, które trzeba zachować – przekazać do istniejących urzędów czy ministerstw. Zyski, jakie miałby z tego budżet państwa, byłyby znaczące. Same oszczędności wynikające z wyeliminowania kosztów funkcjonowania agencji, w tym kosztów osobowych, mogą sięgać nawet setek milionów złotych. Po agencjach pozostałby do zagospodarowania ich majątek własny oraz ten, którym administrują, a więc różnego rodzaju nieruchomości: grunty i budynki w całym kraju. Gdyby ten majątek sprzedać albo wykorzystać komercyjnie, przyniósłby dodatkowe dochody.

Jakiego rzędu byłyby to zyski? Agencja Rynku Rolnego ma na przykład 2,5 mln ha ziemi. Jest to warte około 70 mld zł. A sama agencja jest anachroniczna. Jej zadanie to m.in. edukacja rolników. Dziś rolnicy to są przedsiębiorcy, którzy wiedzą, co mają robić. A tym, którzy potrzebują szkoleń czy doradztwa, nie jest potrzebna cała agencja. Szkolenia i doradztwo można zlecić specjalizującym się w tym firmom. Będzie taniej i skuteczniej. I nie będzie trzeba utrzymywać rozsianych po całej Polsce budynków oraz urzędujących w nich biurokratów. Etaty powinno się zlikwidować, a budynki przeznaczyć do tego, by zarabiały.