Przez następne 75 lat ekonomiści wielokrotnie powtarzali to zdanie. Zarówno obrońcy zwiększania udziału państwa w gospodarce, jak i ci, którzy podkreślali nieodpowiedzialność polityków ochoczo przejmujących kolejne gałęzie gospodarki. Od tej pory świat przeszedł długą drogę. I to prawda, że relacje między prywatnym sektorem a państwem są dziś bardziej złożone. Trudno nazwać zwykłą nacjonalizacją przejęcie przez spółki Skarbu Państwa BZ WBK z rąk innego państwa. Od rządu w Dublinie, bez którego wsparcia bank dawno już by nie istniał. Trudno oskarżyć rząd i Komisję Nadzoru Finansowego o brutalną interwencję uniemożliwiającą sprzedaż banku na wolnym rynku, bo i rynek nie jest całkiem wolny. Banki, które miałyby go przejąć, same wiszą na pasku francuskiego rządu i zamiast uzdrawiać, mogłyby infekować polski system bankowy. Prywatnych polskich instytucji tej miary nie ma. Stąd składanka spółek Skarbu Państwa. Ale zanim zaczniemy świętować powstanie bankowego giganta, warto fuzję nazwać po imieniu. To nie sukces, to ostateczność.