Minister Michał Boni przedstawia w wywiadzie dla „DGP” pierwszy sensowny pomysł, jak obniżyć jej koszty. Kilkumiliardowe oszczędności można uzyskać dzięki wspólnym wydatkom urzędów. Obecnie każdy kupuje oddzielnie papier czy auta. I płaci więcej.

Do tej pory jedynym pomysłem była ślepa redukcja kadry urzędniczej. Kazimierz Marcinkiewicz zapowiadał nawet zwolnienie co piątego urzędnika. I co? I zwiększano zatrudnienie.

Ta zapowiedź to krok we właściwym kierunku, ale zbyt mały. Urzędy mają tysiące sprzątaczek, księgowych i pracowników IT. Co szkodzi pójść dalej i takie usługi zebrać w jednym miejscu albo przekazać je wyspecjalizowanym firmom w ramach outsourcingu?

Oczywiście urzędnicy będą mówić, że się nie da, ucierpi jakość usług itd. Teraz rząd ma jednak argument: wszyscy wokół reformują administrację. Zróbmy to i my, gruntownie.