Jak dowiedziała się Gazeta Prawna, białoruski koncern naftowy Belneftechim uruchomił sprzedaż oleju napędowego w Polsce.

- Sprzedajemy około 2 tys. ton oleju napędowego miesięcznie. Prowadzimy sprzedaż produktów na granicy poprzez terminal w Małaszewiczach oraz z terminalu przy przejściu granicznym Siemianówka-Świsłocz - mówi Aleksander Suchanow, prezes Belneftechim Polska.

Według niego najprawdopodobniej w przyszłym roku Belneftechim wybuduje w Polsce bazę paliw. - Szukamy lokalizacji na Śląsku - informuje Aleksander Suchanow.

Odbiorcą oleju napędowego z Belneftechim jest między innymi spółka J&S, a także firma Pronar, handlująca hurtowo paliwami i posiadająca sieć 16 stacji w woj. podlaskim.

Transgraniczny rurociąg

- W przyszłym roku liczymy na zwiększenie sprzedaży oleju napędowego na polskim rynku. Mamy nadzieję, że ruszy projekt transgranicznego rurociągu produktowego do Małaszewicz - mówi Aleksander Suchanow.

Przypomnijmy, że według ostatnich dostępnych informacji Operator Logistyczny Paliw Płynnych (OLPP) planuje zakończyć budowę rurociągu produktowego z Białorusi pod koniec IV kwartału 2010 r. Rurociągiem tym sprowadzanych byłoby do Polski około 2 mln ton oleju napędowego rocznie. Nowa rura ma połączyć bazę w Małaszewiczach między innymi z rafinerią w Mozyrze, która należy do koncernu Belneftechim. Według Wojciecha Włodarczyka, prezesa OLPP, transport rurociągiem będzie o wiele tańszy od transportu kolejowego, a tak właśnie sprowadzany jest obecnie olej napędowy z Białorusi. Szacunkowy koszt inwestycji w transgraniczną rurę to 25 mln zł. Według Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) w ubiegłym roku do Polski sprowadzono prawie 3,76 mln ton oleju napędowego. Główne kierunki importu to Niemcy (31 proc.) oraz Białoruś (16 proc.). W tym samym czasie w naszym kraju wyprodukowano 7,4 mln ton ON.

Obawy rodzimych koncernów

Zdaniem Pawła Olechnowicza, prezesa Grupy Lotos, inwestycja w rurociąg z Białorusi może niepotrzebnie sprawić kłopot polskim koncernom na rodzimym rynku, tymczasem olej napędowy ze wschodu będzie gorszej jakości niż ten produkowany w kraju.

- To nie znaczy, że nasz produkt nie wejdzie na rynek, ponieważ i tak będzie trzeba sprowadzić dodatkowe wolumeny, żeby zaspokoić chłonność rynku - wyjaśnia Paweł Olechnowicz.

Obawy prezesa Lotosu podziela Maciej Janiec, niezależny analityk rynku paliwowego. Jego zdaniem otwarcie nowego kierunku dostaw paliw, w dodatku tańszych niż krajowe, może w krótkim okresie wpłynąć niekorzystnie na sytuację polskich rafinerii. W tej chwili hurtowe dostawy paliw na polski rynek realizowane są w przytłaczającej większości przez PKN Orlen i Grupę Lotos. Paliwa od tych dwóch spółek kupują niemal wszyscy operatorzy detaliczni, w tym wszystkie duże koncerny zachodnie i Łukoil. Według Macieja Jańca zakupem takiego paliwa ze wschodu mogą być zainteresowane nawet duże koncerny zachodnie.

- Podstawową wątpliwością jest tutaj jakość białoruskiego paliwa, ale jeśli tamtejsze rafinerie podejmą się już produkcji na polski rynek, to należy ufać, że paliwo to będzie spełniać nasze normy. W tej sytuacji nie widzę przeszkód, żeby mogło ono trafić na stacje Shella czy BP - prognozuje Maciej Janiec.

Zdaniem Wiesława Skwarko, wiceprezesa Nafty Polskiej, nowy kierunek dostaw rzeczywiście stanowi pewne zagrożenie dla polskich koncernów, jednak z drugiej strony lepiej, żeby rurociąg z Białorusi kontrolował OLPP, niż miałby to robić ktoś inny. Z kolei Paweł Olechnowicz stwierdził, że skoro są pieniądze na rurę na Białoruś, dlaczego zamiast niej nie zrealizować w pierwszej kolejności projektu rurociągu z Gdańska na południe Polski, który ułatwiłby działania operacyjne Lotosu.

Białoruskie inwestycje

Jakość paliw z białoruskich rafinerii rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia, jednak Belneftechim zapowiada przeprowadzenie poważnych inwestycji w swoich zakładach. Obecnie głębokość przerobu ropy naftowej w Mozyrskiej Rafinerii Belneftechimu wynosi 68,3 proc. W latach 2007-2011 nakłady na modernizację białoruskiego zakładu mają wynieść 1,2 mld dol., a głębokość przerobu surowca ma osiągnąć 92-94 proc., czyli wartość porównywalną z osiągami chociażby rafinerii Lotosu. Jednocześnie zdolności przerobowe Mozyru to około 10,6 mln ton ropy rocznie, czyli tyle, ile gdańska rafineria osiągnie po zakończeniu największego w swojej historii programu inwestycyjnego 10+. Z kolei druga z rafinerii należących do Belneftechim-Naftan posiada możliwości przerobowe także na poziomie 10,5 mln ton surowca rocznie.

BIAŁORUSKIE CZY ROSYJSKIE

Białoruskie zakłady są niemal w 100 proc. zależne od dostaw rosyjskiej ropy poprzez rurociąg Przyjaźń. Białoruś nie czyni wyraźnych kroków zmierzających do dywersyfikacji dostaw surowca. Jednocześnie duże zainteresowanie białoruskimi firmami naftowymi wykazują rosyjscy potentaci tacy jak Rosneft, Gazprom czy Lukoil.