Teraz Krytyka Polityczna wprowadza na rynek jedną z pierwszych książek Ha-Joon Changa (i znów z ładną okładką). Wydaną w oryginale w 2007 r., a więc jeszcze przed trzęsieniem, które podało w wątpliwość supremację jedynie słusznego, bo liberalnego, sposobu patrzenia na ekonomię. Chang, którego tu dostajemy, jest jeszcze trochę innym Changiem. Polemiczny pazur i skłonność do obrazowych metafor już są. Pewność siebie, wyrazistość i suwerenność myślenia również. Ostrze krytyki uderza jednak gdzie indziej. Jeśli potraktujemy neoliberalny kapitalizm jako chuligana terroryzującego od lat całą okolicę, to Ha-Joon Chang w „Złych Samarytanach” nie ma jeszcze odwagi wydać mu otwartej walki na jego poletku (Koreańczyk zrobi to dopiero w „23 rzeczach...” i „Instrukcji...”). Zamiast tego próbuje go potarmosić „na wyjeździe”.

„Źli Samarytanie” opowiadają więc głównie o ekscesach wolnorynkowego kapitalizmu na obrzeżach zachodniego świata. Czytamy tu więc o trikach, za pomocą których bogaty Zachód odmawia krajom na dorobku dostępu do tych samych narzędzi ekonomicznych (głównie państwowej interwencji), za pomocą których ten sam Zachód budował swoje bogactwo 200–300 lat wcześniej. Oraz o tym, że niektórym dorobkiewiczom udało się z tego ciasnego gorsetu uciec. Zazwyczaj z bardzo imponującymi skutkami. Są więc „Źli Samarytanie” gorącym oskarżeniem konsensu waszyngtońskiego. I to pochodzącym z czasów, gdy konsens uchodził za jedyne i niepodważalne źródło ekonomicznej mądrości.

Dziś w Polsce książkę Ha-Joon Changa należy czytać również w kontekście toczącego się u nas sporu o peryferyjnym (półperyferyjnym?) usytuowaniu naszej gospodarki w światowym porządku ekonomicznym. Sporu, w którym kręcimy się wokół teoretycznych założeń Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Mateusza Morawieckiego oraz często z nią niespójnego doświadczenia codziennej politycznej praktyki rządu Prawa i Sprawiedliwości. Na szczęście książka Changa ma już swoje lata. Co oznacza, że powstała z dala od naszych polskich sporów pro-PiS-u z anty-PiS-em oraz anty-PiS-u z tzw. symetrystami (to ci, co twierdzą, że różnice pomiędzy PO a PiS są raczej iluzoryczne). Nie da się więc tak łatwo zarzucić jej stronniczości. Tym bardziej warto więc sięgnąć po nią właśnie tu i teraz.