Musimy rozszerzyć grupy, które mogą zrzeszać się w związkach zawodowych. Rząd w tej sprawie przygotował nawet projekt zmian. To dobra propozycja?

Zmianę ustawy wymusiło orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego wydane na podstawie wniosku OPZZ, czyli centrali, w której zrzeszona jest Konfederacja Pracy. To bardzo dobrze, że nowe zapisy w ustawie pozwolą na zrzeszanie się wszystkich pracujących, a nie tylko zatrudnionych na umowach o pracę. Nareszcie i te osoby będą miały możliwość walczyć o swoje prawa. To historyczna zmiana, która poprawi sytuację wielu ludzi. Mam nadzieję, że przy tej okazji zostaną uporządkowane też inne sprawy.

Na przykład jakie?

Na przykład kwestie ustalenia reprezentatywności zakładowej. Teraz jest to skomplikowane i czasochłonne, ponadto rodzi spory między organizacjami i oznacza brak klarownej sytuacji dla pracodawcy, kto jest partnerem do rozmowy. Podoba mi się pomysł, żeby pracodawca miał prawo wystąpić do Inspekcji Pracy o ustalenie liczby członków związku.

Takimi deklaracjami wychodzisz trochę przed szereg. Lepszym rozwiązaniem byłoby, żeby związki zawodowe łączyły się i miały większą siłę?

Moim zdaniem tak. Rozproszenie powoduje trudność w wypracowaniu wspólnego stanowiska. Pracodawcy potrafią taką sytuację skutecznie wykorzystać. Niestety zdarza się też, że osobiste urazy członków zarządów poszczególnych organizacji biorą górę nad dobrem wspólnym, choć takie sytuacje mają miejsce nie tylko w związkach zawodowych. Uważam, że przepisy powinny promować łączenie się mniejszych związków u jednego pracodawcy w większe organizacje. Teraz niektóre zapisy promują rozdrobnienie. Z drugiej strony konkurencja często jest czynnikiem motywującym, również w walce o prawa pracownicze. Powinna mobilizować zarządy związków do lepszego działania na rzecz pracowników.

Co jest dziś najbardziej drażliwym tematem na linii związki – pracodawcy?

Z punku widzenia pracownika korporacji lista jest całkiem długa: przekraczanie norm czasu pracy, brak wynagrodzenia za nadgodziny dla pracowników zatrudnionych w zadaniowym systemie czasu pracy, przerzucanie na podwładnych ryzyka ekonomicznego, zwolnienia za brak realizacji narzucanych wygórowanych celów sprzedażowych, z powodu stosowania zasady „ostatni odpada”. Mówiąc o drażliwych tematach, zwróciłbym również uwagę na: wywieranie niezdrowej presji na pracowników czy wręcz potęgowanie stresu w celu osiągnięcia założonych, często nierealnych celów, przedkładanie krótkoterminowego zysku ponad higienę pracy, a nawet zdrowie pracowników, umowy śmieciowe, brak wykorzystywania urlopów wypoczynkowych. Wymieniać dalej?

Lista faktycznie długa. Ale po stronie związków grzechów też nie brakuje, np. palenie opon pod Sejmem, kurczowe trzymanie się przywilejów.

To są od lat powielane medialne symbole i stereotypy. Takie przedstawianie związków zawodowych jest niesprawiedliwe. Trudno się dziwić desperacji ludzi, która często wynika z braku dialogu. Sam też, patrząc z perspektywy organizacji zakładowej, często odczuwam negatywne emocje i bezsilność związaną z krzywdą i niesprawiedliwością. Jako nadmierne przywileje wymienia się: etaty związkowe na koszt pracodawcy, pomieszczenia związkowe na terenie zakładu, przerzucenie zbierania składek związkowych ze związków zawodowych na pracodawców. Do naszej organizacji wstąpiło ponad 500 osób, sami zbieramy składki i nie korzystamy ze specjalnego pomieszczenia. Jestem na etacie związkowym, bo nierealne jest pogodzenie absorbującej pracy nastawionej na wynik z zajmowaniem się taką organizacją. Mogę mówić za siebie, to fakt – etat związkowy pozwala na funkcjonowanie takiej struktury, ale nie widzę nadmiernych przywilejów.

Ale są branże, gdzie ich pozycja jest wciąż kluczowa. Więcej: potrafią umiejętnie rozgrywać kolejne rządy.

Związki kojarzą się z takimi branżami, jak górnictwo, szkolnictwo, energetyka, generalnie z sektorem publicznym. Trudno mi się wypowiadać na tematy innych branż czy działań ogólnokrajowych. Cieszę się, że są skuteczne. Działam na swoim poziomie. Uważam, że organizacje związkowe powinny się rozwijać również w nowoczesnych korporacjach nastawionych na maksymalizowanie zysku, gdzie jednostka w sporze z profesjonalnymi, dobrze opłacanymi działami prawnymi, PR czy HR stoi na przegranej pozycji.

To jaki jest współczesny związkowiec?

Nie chcę uogólniać. Dla mnie to często osoba w garniturze i krawacie. Niekoniecznie na najniższym szczeblu zatrudnienia. Człowiek mający świadomość, że nie zawsze interes korporacji jest spójny z interesem pracownika. Osoba, która pragnie zachować równowagę pomiędzy pracą a życiem prywatnym i stara się nie dać wpędzić w wyścig szczurów powodujący wypalenie zawodowe. Wbrew pozorom nie jest to łatwe. I aby zadbać o swoje prawa i interesy czy zwiększyć poczucie bezpieczeństwa, potrzebne jest wsparcie organizacji mającej konkretne uprawnienia.

Skoro bycie związkowcem wcale nie jest takie łatwe i przyjemne, to dlaczego nim zostałeś?

W korporacji nie jest łatwo zachować równowagę pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Przetrwać i nie dać wpędzić się w wyścig szczurów powodujący wypalenie zawodowe.

Wstąpiłem do Konfederacji Pracy, bo uważam, że należy angażować się w kwestie dotyczące nas samych. Nikt tego za nas nie zrobi. Jeżeli uważamy, że coś trzeba zmienić, to należy to zaproponować w sposób formalny. Sama decyzja o tym, by stanąć na czele związków, nie była łatwa. Zgodziłem się dopiero po namowach. Miałem świadomość, że z przeszłością związkową nie będzie mi łatwo znaleźć inną pracę. Liczyłem się z tym, że mogę zostać zwolniony pomimo ochrony prawnej. W momencie zawiązywania się organizacji miałem nadzieję, że ktoś inny podejmie się pełnienia tej funkcji, ale nie było chętnych.

Czyli trochę coś na kształt „nie chcę, ale muszę...”. A największy zawodowy sukces?

Rozumiem, że pytasz o funkcję związkową – traktuję to jako pracę społeczną. Większość spraw, którymi się zajmujemy, to wspólne działanie grupy osób zaangażowanych w nasz związek. Jestem dumny z naszej postawy przy zwolnieniach grupowych w firmie. Od początku przejęliśmy ciężar rozmów na siebie. Nie było łatwo, ale pomimo twardej postawy pracodawcy udało nam się osiągnąć kompromis i godne odprawy dla pracowników. Ale to również sukces pracodawcy, który nie zamknął się na oczekiwania pracowników. To ciężko wypracowane porozumienie stało się punktem odniesienia do rozmów przy kolejnych negocjacjach. Nie mniej ważne są sprawy organizacyjne. Możemy pochwalić się liczebnością związku. Wstąpiło do niego już ponad 500 osób. Stworzyliśmy kanały komunikacji dla członków związku, którzy często mieszkają w różnych częściach Polski. Doprowadziliśmy do zmian w procedurach firmowych, anulowania kar porządkowych, wypromowania świadomego podpisywania dokumentów, wymiany zestawów głośnomówiących w samochodach służbowych czy możliwości korzystania z ZFŚS.

Za te wszystkie sukcesy chciałbym podziękować moim najbliższym współpracownikom, to wspólna praca. Oczywiście kluczową rolę odgrywają tu pracownicy, którym chciałbym też podziękować za zaufanie. Już samo zapisanie się do związku wzmacnia naszą pozycję w oczach pracodawcy i zwiększa szansę na pozytywne zmiany.

Jako osobisty sukces postrzegam to, że mam możliwość i czas na indywidualną pomoc pracownikom. Wspieram ich w najtrudniejszych momentach: utraty pracy, konfliktów pracowniczych czy wypalenia zawodowego. Często są to długie i przejmujące rozmowy. Staram się nie radzić, a wysłuchać i przedstawić możliwe scenariusze działań. Jako sukces postrzegam to, że mam możliwość pomagania, i jest to doceniane.

Załóżmy, że zostajesz ministrem pracy. Jaką jedną zmianę wprowadziłbyś do prawa pracy?

Załóżmy, że gdyby minister pracy zapytał mnie o potencjalną zmianę w kodeksie pracy, zwróciłbym uwagę na zapisy dotyczące zadaniowego czasu pracy. Uważam, że powinny być doprecyzowane i uregulowane tak, aby zostawić jak najmniejsze pole do interpretacji i możliwości wykorzystywania go przez pracodawców jako furtki do niepłacenia pracownikom za nadgodziny. W praktyce obecny zapis powoduje, że często są oni do dyspozycji pracodawcy po 14 godzin na dobę. 

Do naszej organizacji wstąpiło ponad 500 osób, sami zbieramy składki i nie korzystamy ze specjalnego pomieszczenia

Rozmawiała: Patrycja Rogowska-Tomaszycka, dyrektor ds. korporacyjnych, członek zarządu Provident Polska