Badania Polskiego Sojuszu Motoryzacyjnego pokazują, że sprzedaż około 80 proc. części na giełdach samochodowych może być nieopodatkowana. To tylko szacunki oparte na badaniu ankietowym przeprowadzonym na giełdzie w Słomczynie, bo nikt tego rynku nie kontroluje. Tymczasem jego wartość, czyli obrót realizowany przez wszystkie giełdy w Polsce, można oszacować na około 1,5 mld zł rocznie. Tylko w Słomczynie na każdym z 400 stoisk zostawiamy przeciętnie 462 zł, co przy założeniu, że zakupu dokonuje 14 osób, a handluje się przez około 50 dni, daje 130 mln zł rocznie.

- Przeciętny dzienny obrót giełdy w Słomczynie to około 2,6 mln zł. Tylko jedna firma zajmująca się dystrybucją części ma większe przychody - mówi Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów Części Motoryzacyjnych.

Przychody największej tego typu firmy, Intercars, wyniosły w I półroczu 2007 r. 609 mln zł, czyli niecałe 4 mln zł dziennie. Mniejsi gracze mają przeciętnie 1-1,5 mln zł dziennie.

Okazuje się, że jest to rynek dla profesjonalistów (47 proc. kupujących to pracownicy warsztatów, a 8 proc. sklepy). Do tego prawie połowa respondentów jedzie na giełdę dłużej niż godzinę i jest na giełdzie co tydzień lub dwa. Wszystko po to, żeby nowe części kupić o ponad 20 proc. taniej (tak twierdzi 41 proc. respondentów), a przynajmniej o 10 proc. (35 proc.). Giełda to jednak podstawowe źródło zakupów używanych części (65,5 proc. sprzedanych ogółem), które można kupić za kilkanaście procent ceny nowej części. Pochodzą z rozbitych i zdemontowanych aut, ale trafiają tam też części z kradzionych samochodów.

35 proc. ankietowanych uważa, że nowe części są tańsze, bo są niewiadomego pochodzenia. 32 proc. kupujących twierdzi, że po prostu sprzedawcy mają niższą cenę zakupu.

- Stwierdzenie niższa cena zakupu może oznaczać tylko niższe koszty pozyskania towaru - mówi Alfred Franke.

Dodaje, że sprzedający części na giełdzie nie ponoszą kosztów związanych z opłacaniem ZUS od pracowników. Dodatkowo unikają podatków VAT i dochodowego.

- Nic chcemy likwidacji sprzedaży części na giełdach, bo są one potrzebne, ale uregulowania tego rynku, żebyśmy konkurowali na równych zasadach - mówi Alfred Franke.

Jego Stowarzyszeniu zależy przede wszystkim na wprowadzeniu obowiązku posiadania kas fiskalnych na stoiskach, obligatoryjnym umieszczaniu tabliczek z nazwą i NIP-em firmy sprzedającej części na stoisku czy wprowadzeniu zakazu handlu używanymi częściami mającymi wpływ na bezpieczeństwo. To ostatnie jest szczególnie istotne, bo z badania wynika, że 36 proc. obrotu stanowią używane części do napraw powypadkowych. Można tam też znaleźć części wymienione w rozporządzeniu ministra infrastruktury z 2005 roku, których nie można montować ponownie po ich wyjęciu z innego auta, np. przeguby układu kierowniczego i zawieszenia.

KTO, CO I JAK KUPUJE NA GIEŁDZIE?*

  • 47 proc. klientów to warsztaty samochodowe (45 proc. kierowcy)
  • 65 proc. liczby sprzedanych części jest używanych
  • 36 proc. zakupów to części używane służące do napraw powypadkowych, tylko 9 proc. to części nowe do napraw powypadkowych
  • 28 proc. to części zaawansowane technicznie, np. sprzęgła, amortyzatory, a 27 proc. to zakupy części typowo eksploatacyjnych, np. filtry, klocki
  • 76 proc. klientów uważa, że części nowe są na giełdzie tańsze o 10-20 proc.
  • 35 proc. uważa, że części są niewiadomego pochodzenia

* Badanie przeprowadzone na giełdzie w Słomczynie k. Warszawy, wśród kupujących (200 osób) i sprzedających (na 150 stanowiskach).

MARCIN JAWORSKI

marcin.jaworski@infor.pl