W przyszłym roku wygasa kontrakt na dostawy 2,2 mld m sześc. gazu ziemnego do Polski. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo szykuje się do rozmów z Gazpromem w sprawie kolejnej krótkoterminowej umowy. Zarząd spółki chciałby od 2010 roku kupować 2,5-3,5 mld metrów sześciennych.

Negocjacje zapowiadają się bardzo trudne. Czy znowu Polska zgodzi się na kolejny, nieuzasadniony wzrost kosztów zakupu gazu, jak miało to miejsce dwa lata temu?

Nowe warunki

Ponieważ z samego kontraktu jamalskiego nie wystarczy gazu do zaspokojenia krajowej konsumpcji, średnio co trzy lata musimy zawierać umowy spotowe (krótkookresowe, najwyżej na kilka lat) na zakup dodatkowych ilości surowca.

- W ten sposób od Rosji kupujemy dodatkowe 2-3 mld metry sześcienne. To rozwiązanie dla Polski bardzo niekorzystne, bo - wobec braku alternatywy dla sprowadzenia gazu z innego źródła - stawia nas w niekorzystnej sytuacji do negocjacji - mówi Przemysław Wipler, dyrektor generalny Instytutu Jagiellońskiego, ekspert w tej dziedzinie.

Przy okazji zawierania umowy spotowej z RosUkrEnergo w 2006 roku Gazprom wymógł na PGNiG konieczność renegocjowania także formuły cenowej dla kluczowego dla Polski długoterminowego kontraktu jamalskiego. Wówczas zgodziliśmy się płacić o 10 proc. więcej za gaz, który będziemy odbierać do 2022 roku.

- Najpóźniej w przyszłym roku PGNiG ponownie będzie odnawiać kontrakt spotowy. Brak gazoportu może sprawić, że znów ulegniemy szantażowi - twierdzi Przemysław Wipler.

Gazoport przyspieszy

Zdaniem ekspertów, kluczem do bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju jest gazoport, czyli morski terminal do odbioru gazu w postaci skroplonej (LNG). W tej postaci łatwiej go transportować, ale też jest przez to droższy.

Teraz 67 proc. surowca sprowadzamy z Rosji (gazociąg jamajski). Budowa terminalu w Świnoujściu to pierwszy krok do uniezależnienia Polski od dostaw z tego kierunku. Problem w tym, że inwestycja nie ma szans na realizację przed przyszłorocznymi rozmowami w sprawie nowego kontraktu. Co więcej, nie uda się jej też zakończyć - tak jak planowano - nawet do 2012 roku. Według rządowych deklaracji terminal mógłby ruszyć przed kolejną turą renegocjacji w 2013 roku, bardziej prawdopodobny jednak jest 2014 rok.

W ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk szukał w Katarze możliwości zapewnienia dostaw LNG.

- Przyspieszyliśmy rozmowy w kwestii gazu. Mamy zapowiedź, że w styczniu 2009 roku negocjacje powinny wejść w fazę dającą szansę na ostateczne rozstrzygnięcie. Niezwykle istotne jest, że poruszono już sprawę ceny - mówił premier po rozmowach z szejkiem Sabahem al-Ahmadem al-Dżabirem as-Sabahem.

Dodał, że ustalone zostały już spotkania na bilateralne rozmowy na poziomie eksperckim. Również w kraju trwają przygotowania do rozpoczęcia inwestycji. Jutro nadzwyczajne walne w PGNiG ma podjąć uchwałę w sprawie zatwierdzenia ceny sprzedaży udziałów firmy Polskie LNG (powołanej przez PGNiG w celu przygotowania inwestycji) spółce Gaz-System, która należy do Skarbu Państwa (PGNiG będzie odpowiadać za zapewnienie dostaw gazu, a Gaz-System za infrastrukturę). Cena udziałów została ustalona na 52 mln zł.

Będzie drożej

Szacuje się, że budowa gazoportu kosztować ma ponad 400 mln euro. Według Andrzeja Szczęśniaka, niezależnego eksperta rynku paliw, ta kosztowna inwestycja nie przyniesie jednak pożądanych skutków - jest atrakcyjna wyłącznie ze względów politycznych.

- Terminal LNG pozwoliłby na częściowe uniezależnienie od rosyjskiego gazu, nie ma dla niego jednak uzasadnienia ekonomicznego - przekonuje.

Uważa, że LNG to obecnie najdroższy gaz, znacznie bardziej kosztowny niż ten, który dostarczany jest w ramach kontraktu jamalskiego.

- Najlepiej byłoby polepszyć stosunki z Rosją, bo ich surowiec jest najbliżej, dzięki czemu jest bezkonkurencyjny cenowo. Sprowadzając LNG przez terminal w Świnoujściu, władze zafundują nam droższy gaz - twierdzi Andrzej Szczęśniak.

Trudno szacować, o ile wzrośnie cena, ponieważ wartość ewentualnego kontraktu, np. z Katarem, zależeć będzie od kilku czynników, przede wszystkim od długości kontraktu i wielkości dostaw.

Cena, jaką płaci PGNiG za gaz z Rosji, jest tajemnicą handlową. Eksperci są zdania, że mieści się ona w przedziale 300-400 dol. za 1 tys. m sześc. W najlepszym razie cena surowca z Kataru byłaby zbliżona do ceny gazu rosyjskiego.

- Skroplenie gazu, przesłanie go do portu w Polsce i regazyfikacja kosztuje, ale widzę szansę, by był on nawet tańszy - uważa Przemysław Wipler.

Koszty dostaw LNG niemal z roku na rok maleją i według Energy International Agency do roku 2020 powinny zmniejszyć się o ponad połowę. Koszty transportu gazociągami są dzisiaj niższe od LNG, ale w prognozie przyszłych dostaw będą rosły, ponieważ - ze względu na wyczerpywanie się blisko położonych źródeł gazu - wydłużają się odległości przesyłu, starzeje się też infrastruktura przesyłowa.

Eksperci łamią sobie głowy, jak to możliwe, że będąc w sytuacji Polski, można sobie pozwolić na zaniechanie wydobycia z własnych źródeł.

- To jest paradoks. Mamy własne złoża, jest to tani gaz, tymczasem firma, która za to odpowiada, celowo ogranicza wydobycie - podkreśla Andrzej Szczęśniak.

PGNiG zmniejsza wydobycie krajowe, podczas gdy jest to najtańszy gaz - od 85-120 dol. za 1 tys. m sześc.