Wzrost sprzedaży leków wyniesie w tym roku ok. 8-10 proc. - prognozuje Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF).

- Sytuacja producentów leków jest dobra. Wartość przychodów całego sektora może sięgnąć nawet 13 mld zł - szacuje w rozmowie z forsal.pl Cezary Śledziewski, prezes zarządu PZPPF.

Producenci leków ostrożnie patrzą na te prognozy, ale przyznają, że sprzedaż leków będzie rosła.

- Rynek farmaceutyczny w Polsce zakończy 2008 rok wzorstem wartościowym o ok. 8,5 proc. - przewiduje Rajmund Martyniuk, dyrektor sprzedaży Polpharmy, drugiego w Polsce producenta leków.

Bioton - lider pod względem produkcji homeopatów - przewiduje, że wzrost rynku napędzi rosnąca sprzedaż preparatów bez recepty, tzw. segmentu OTC.

- My natomiast działamy głównie w sektorze insulin i antybiotyków - mówi Marcin Lewandowski z Biotonu, ale przyznaje, że wzrost o 8-10 proc. całego rynku to możliwy scenariusz, ponieważ tylko segment insulin przez pierwsze sześć miesięcy 2008 roku urósł o 7,2 proc.

Według Anny Czajkowskiej, członka zarządu Adamedu, ten rok ma być nie gorszy od ubiegłego, w którym firma zanotowała obroty na poziomie 380 mln zł.

W przyszłym roku firma zamierza poszerzyć asortyment sprzedawanych leków i w ten sposób zwiększyć przychody.

- To będzie pięć nowych produktów - mówi Anna Czajkowska, która zdradza, że spółka prowadzi jeszcze 20 innych projektów w celu poszerzenia portfolio.

Jeśli sprawdzą się prognozy PZPPF, będzie to oznaczać kontynuację dobrego I półrocza tego roku, w którym według firmy IMS Healt, monitorującej rynek, cały rynek sprzedaży leków wzrósł o 9 proc.

Coraz więcej leków na eksport

Producenci przyznają jednak, że na tak dobry wynik wpływ ma głównie skokowo rosnący eksport polskich leków. Rynek krajowy rośnie bowiem o wiele mniej dynamicznie.

- Tak dobra prognoza dla przemysłu to rzeczywiście efekt zwiększającego się eksportu - przyznaje Cezary Śledziewski.

Według szacunków PZPPF przyszłoroczna sprzedaż za granicę polskich medykamentów będzie warta już ponad 1 mld dol.

- To oznacza roczny przyrost o co najmniej 30 proc. - mówi Cezary Śledziewski.

Zwraca uwagę, że zmienił się kierunek sprzedaży produkowanych u nas leków. Trzy lata temu numerem jeden była Rosja. Obecnie najwięcej sprzedajemy do Anglii i Niemiec. Liderami eksportu są Polpharma, GSK Pharma, Adamed.

Do zwiększenia eksportu od początku roku przygotowuje się krakowska Pliva, która w ciągu dwóch najbliższych lat planuje podwoić produkcję.

- Wprowadzamy kilka nowych preparatów, głównie w neurologii, psychiatrii i onkologii. Planowane są również inwestycje związane z rozszerzaniem produkcji preparatów, które mają być sprzedawane między innymi na rynku amerykańskim - przyznawał na naszych łamach Michał Nitka, dyrektor generalny Pliva Kraków.

Polska plasuje się na piątym miejscu w Europie pod względem ilości sprzedawanych leków, ale dopiero pod koniec drugiej dziesiątki, jeśli chodzi o wartość rynku. Dzieje się tak dlatego, że wbrew obiegowym przekonaniom Polska wcale nie sprzedaje najdroższych leków w Europie. Po prostu Polacy najwięcej dopłacają do nich z własnej kieszeni - średnio aż 70 proc. ceny leku, podczas gdy w Niemczech jest to tylko 30 proc., a w Irlandii zaledwie 10 proc.

Producenci przyznają, że ceny leków generycznych, tańszych zamienników leku oryginalnego, będą nadal spadały.

- To efekt szalonej konkurencji na rynku - przyznaje Cezary Śledziewski.

Wchodzi potentat z USA

Kolejną odsłonę walki cenowej może wywołać wejście na Polski rynek amerykańskiego koncernu Mylan, który specjalizuje się właśnie w produkcji leków generycznych. Na razie jednak firma nie zdradza swojej strategii, którą ogłosi w przyszłym tygodniu w Paryżu.

Nieoficjalnie producenci przyznają, że Mylan będzie próbował wydrzeć część rynku głównie za pomocą niskiej ceny. To możliwe, bo część produkcji tego potentata ulokowana jest w krajach Dalekiego Wschodu, gdzie siła robocza jest tania, a prawo środowiskowe nie tak restrykcyjne jak w UE.

- Mylan nie będzie pierwszą międzynarodową firmą, która wejdzie do Polski. Do rewolucji nie dojdzie - uspokaja jednak Cezary Śledziewski.

- Pojawianie się nowych graczy na polskim rynku farmaceutycznym to efekt globalizacji tego przemysłu - zauważa Anna Czajkowska.

- Przyzwyczailiśmy się do tego, że coraz to nowe firmy generyczne pojawiają się w Polsce i chcą z nami konkurować. Nie analizowaliśmy jednak ich portfolio, ale zdaje się, że nie będzie to nasz bezpośredni konkurent - mówi i dodaje, że Adamed plasuje się bardziej w tej grupie firm, które konkurują z innymi wysoką jakością swoich produktów.

Firmy działające w Polsce przyznają, że konkurowanie z zachodnimi koncernami utrudnia im opieszałość polskiego urzędu rejestracji leków. Jak mówi Śledziewski, średni okres oczekiwania na zarejestrowanie leku trwa w Polsce nawet dwa lata, podczas gdy ustawowy termin nie powinien przekraczać 210 dni.

SZERSZA PERSPEKTYWA - RYNEK

Krajową konkurencją dla zachodnich producentów miały być trzy Polfy: Tarchomin, Warszawa i Pabianice. Konsolidacja rozpoczęta utworzeniem w 2002 roku Polskiego Holdingu Farmaceutycznego skończyła się jednak fiaskiem. Dlaczego? Według ekspertów pomysł stworzenia silnego polskiego producenta pojawił się za późno, gdy udział w rynku Polf był już zbyt mały, aby mogły konkurować z zagranicznymi koncernami. Ich łączne przychody sięgają obecnie niewiele ponad 300 mln zł, a zysk nie przekracza 40 mln zł. Rząd zrezygnował z kontynuowania projektu i postanowił, że Polfy zostaną sprywatyzowane w 2010 roku.