statystyki

Dobrotliwa twarz kapitalistów: To nie tylko chciwi bankierzy, ale ludzie zmieniający świat na lepsze

autor: Sebastian Stodolak22.05.2016, 10:00
Jeśli przedsiębiorcy z misją chcą służyć społeczeństwu, powinni robić to nie kosztem zysku, ale z jego pomocą. Bo uczciwy zysk, a nie chciwość, jest dobry.

Jeśli przedsiębiorcy z misją chcą służyć społeczeństwu, powinni robić to nie kosztem zysku, ale z jego pomocą. Bo uczciwy zysk, a nie chciwość, jest dobry.źródło: ShutterStock

„Chciwość jest dobra”. To filmowy Gordon Gekko. „Społeczna odpowiedzialność biznesu polega na generowaniu zysku”. To Milton Friedman. Bon moty sprowadzające kapitalistów do nastawionych na zysk chciwców zdefiniowały ich obraz we współczesnej kulturze popularnej. Niesłusznie

Reklama


Przemysłowcy. Właściciele kapitału. Bankierzy. Inwestorzy. Oni mają realną władzę.

Nie zgodziliby się z tym wolnorynkowi ortodoksi twierdzący, że władzę zawsze i wszędzie mają konsumenci, którzy – gdy są niezadowoleni – potrafią doprowadzić do bankructwa nawet najbogatszego i najpotężniejszego biznesowego magnata.

A to przecież tylko część prawdy, że rynkiem rządzi konsument. Tak byłoby prawdopodobnie w anarchokapitaliźmie, i też nie do końca. W świecie, w którym żyjemy teraz, zdobytą raz przychylność konsumentów można przekuwać na trwałą nad nimi władzę. Jak? Istnieją tysiące sposobów, które najczęściej realizuje się poprzez lobbing. Nibylandia chce rozbudować infrastrukturę i musi wybrać przedmiot inwestycji: autostrady czy koleje? Przemysł motoryzacyjny zadba o to pierwsze, gwarantując sobie na długie lata chłonny rynek zbytu. Wielki bank jest już tak duży, że gdyby upadł, zbyt wielu ważnych ludzi straciłoby zbyt duże pieniądze? Jego szefowie przekonają rząd, by go przed tym zabezpieczył. Przywilejami i pieniędzmi podatników.

Oto rzeczywistość: kapitaliści wykorzystają każdy możliwy sposób, by wzmocnić swoją pozycję, pozbyć się konkurencji i zagwarantować sobie trwałe zyski.

Powyższą konstatację można udokumentować niezliczonymi przykładami. Stąd większość z nas przyjmuje ją z łatwością. Jako coś oczywistego. Czy jednak bylibyśmy w stanie uwierzyć, że motywacje przedsiębiorców kryją w sobie często znacznie więcej niż tylko chęć robienia pieniędzy? Że wielu z nich ma wizje dotyczące nie tylko poprawy bytu swojego, lecz także bytu całej ludzkości?

Biblioteka w fabryce

Włoch Adriano Olivetti przejął w międzywojniu od swojego ojca firmę produkującą maszyny do pisania, Ing. C. Olivetti & C., i uczynił z niej globalną potęgę. Była ona odpowiednikiem współczesnego Apple’a, gdyż ówcześnie maszyny do pisania były równie popularne, jak obecnie smartfony.

Sukces Olivettiego to wynik jego spostrzegawczości. W trakcie wizyty do USA przeanalizował metody produkcji w fabrykach Forda, wprowadził je w swoich i w ciągu przedwojennej dekady zwiększył produkcję firmy o 400 proc., a zatrudnienie do 2 tys. osób.

Jednak tym, czym naprawdę Włoch zapisał się w historii, jest jego podejście do prowadzenia biznesu. Olivetti wyznawał zasadę, że zyski firmy powinny być reinwestowane tak, by przynosiły jak największą korzyść najpierw całemu społeczeństwu, a dopiero potem samej firmie – oraz dzielone tak, by udział w nich mieli pracownicy. Takie poglądy wynikały wprost z jego socjalistycznych przekonań, które odziedziczył po rodzicach.

Realizacja tej zasady przejawiała się nie tylko w tym, że dawał robotnikom głos w zarządzaniu firmą lub wypłacał im pensje wyższe niż inne przedsiębiorstwa z jego branży, lecz także m.in. w tym, jak szczodry pakiet socjalny im zapewniał. Matkom na przykład oferował niestandardowo długi urlop macierzyński (9,5 miesiąca versus ustawowe pięć miesięcy), a dzieciom pracowników tanie żłobki i przedszkola oraz darmową opiekę zdrowotną do ukończenia 14. r.ż. W tym celu wybudował w pobliżu swoich fabryk sieć klinik medycznych. Budował pracownikom także osiedla z pełną infrastrukturą: od szkół przez kina po kościoły. Co więcej, pracownicy Olivettiego zamiast 48 godzin tygodniowo pracowali 45, a część czasu pracy mogli – i to nawet ci pracownicy z „dołów”, stojący przy taśmie produkcyjnej – swobodnie przeznaczać na samokształcenie i podnoszenie kwalifikacji.

– Musimy przezwyciężyć podział na pracę i kapitał, przemysł i rolnictwo, produkcję i kulturę – powtarzał Włoch swoje credo za każdym razem, gdy koledzy biznesmeni uśmiechali się ironicznie, słysząc o jego eksperymentach.

Najbardziej imponującą próbą realizacji postulatów Olivettiego była budowa eksperymentalnej fabryki w jego rodzinnej Ivrei. Otwarta w 1955 r. fabryka była architektonicznie wpisana w otoczenie i w naturę, pełna światła i przestrzeni, przypominała raczej nowoczesny campus firm takich jak Google niż nieludzko zoptymalizowane, zamknięte, oświetlone męczącym sztucznym światłem zimne obiekty powszechnie kojarzone z fabrykami. Na terenie obiektu znajdowały się nowoczesna stołówka, ośrodek szkoleniowy czy centrum usług medycznych (czyli coś, co obecnie uchodzi niekiedy za standard, a wówczas za fanaberię), a także obiekt, którego próżno szukać w fabrykach po dziś dzień: biblioteka. Nie bez powodu: Olivetti uważał, że odseparowanie życia naukowego, sztuki i literatury od przemysłu to cywilizacyjny błąd. Wpływ na zarządzanie jego firmą mieli artyści i naukowcy. Zależało mu na tym, by jego pracownicy – od samego dołu aż po kadrę zarządzającą – myśleli. Krytycznie, twórczo.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (4)

  • ~j.(2016-05-25 18:05) Zgłoś naruszenie 20

    Żeby coś się w świecie zmieniło na lepsze trzeba znaleźć rozsądny kompromis pomiędzy twierdzeniem liberałów, że bogactwo nie bierze się z redystrybucji dochodów, tylko z pracy i dobrze zainwestowanego kapitału, a twierdzeniem nieco bardziej prosocjalnie nastwionych ekonomistów, że dla powszechnego dobrobytu nie tylko jest ważny np. wzrost PKB, ale także, a może ważniejsze jest bardziej egalitarne dzielenie się owocami tego wzrostu i to zrobić to tak, żeby obyło się bez wprowadzania ustroju totalitarnego. Dotychczas nikomu się to nie udało, może zresztą nie tylko dlatego, że realną władzę dziś na świecie mają właściciele największych fortun, którzy oczywiście takim przewartościowaniem celów nie są zainteresowani, natomiast dziś dominujący model gospodarki rynkowej nawet w najbogatszych krajach generuje niemałą armię biedaków, przy równoczesnym astronomicznym bogaceniu się krezusów. Nie dalej, jak wczoraj czytałem, że dzieje się to także w tak bajecznie bogatym kraju, jak Szwajcaria i skrajną nieodpowiedzialnością i głupotą trzeba się wykazać, żeby wszystkich, którym także w bogatych krajach wiedzie się kiepsko, nazywać "nieudacznikami", choć oczywiście wszędzie jest sporo ludzi biednych "na własne życzenie". Dobrze jednak, że do ludzi dziś dociera, że wolnorynkowy kapitalizm, jakim go znamy, w pewnym sensie spełnił swoją dziejową rolę i jego możliwości coraz bardziej się wyczerpują. Nie jest to z pewnością najlepszy przepis na dobrobyt do końca świata..

    Odpowiedz
  • 007(2016-05-22 11:20) Zgłoś naruszenie 20

    Piękne ale nie realne dziś to tylko bajka na dobranoc. Dzisiejsze fabryki to świątynie cierpienia dla robotnika,wyzysku, poniżenia, pozbawienie godnego życia. To współczesny rodzaj niewolnictwa

    Odpowiedz
  • gosc(2016-05-23 07:37) Zgłoś naruszenie 00

    ile wakm za to dobrotliwie zaplacili?

    Odpowiedz
  • lajKonik(2016-05-22 20:00) Zgłoś naruszenie 00

    Ha,ha ktoś to kupuje ?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama