Krzysztof Celiński, szef spółki zarządzającej kolejową infrastrukturą PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) zapowiada, że jeszcze w tym roku ruszą prace przygotowawcze do budowy kolei dużych prędkości.
Kiedy pociągi przyspieszą
Na razie nie ma mowy o kilkakrotnie zapowiadanej budowie nowej nitki do Wrocławia, ale z prędkością 300 km/h będziemy mogli jeździć do Krakowa. – Chcielibyśmy przedłużyć Centralną Magistralę Kolejową (CMK) od Zawiercia do Katowic i doprowadzić nową nitkę do Krakowa. Mam nadzieję, że przed końcem 2013 roku ruszy budowa. W tym roku zaczynamy pracować nad projektem. Również wszystkie prace modernizacyjne na CMK, które już mamy w harmonogramie, będą prowadzone pod kątem przygotowania do prędkości 300 km/h – mówi Krzysztof Celiński. Tylko w tym roku PLK zamierzają rozpocząć realizację projektów wartych ponad 2,5 mld zł. Inwestor zapowiada kilkadziesiąt nowych przetargów na modernizację istniejącej sieci. Środki na odnowienie infrastruktury przestały być problemem. Do 2013 roku Unia Europejska dofinansuje ten sektor kwotą 17,3 mld zł (prawie 4,4 mld euro). Razem z własnym wkładem PLK chce wydać w ciągu najbliższych siedmiu lat 24,5 mld zł. Zarządca infrastruktury obiecuje, że w tym czasie uda się zlikwidować wąskie gardła, które najbardziej spowalniają podróż, zwiększyć prędkość wszystkich połączeń pasażerskich do co najmniej 160 km/h, a tym samym skrócić czas podróży.
Kolej da pracę
Może się jednak okazać, że kolej nie zdąży wydać wszystkich pieniędzy darowanych przez UE, bo już istnieje cała lista aktualnych i nadchodzących kłopotów. – Brakuje specjalistów – projektantów, którzy opracowują projekt na pierwszym etapie. Staramy się zachęcać zagraniczne firmy, ale to nie jest łatwe, bo jednak wiele z nich obawia się, że nie poradzą sobie w polskiej rzeczywistości – przekonuje Krzysztof Celiński. – Z 10 biur projektowych i 4 tysięcy osób, które pracowały dla tej branży kilkanaście lat temu, zostały trzy biura i 400 osób. Ten sektor nie odnawiał się, bo przez lata nie było żadnych projektów. To nie jedyny problem PLK. Spółka nie ma środków na spłatę wielomilionowego podatku VAT od już zrealizowanych i świeżo rozpoczynanych inwestycji – mówi Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych Tor. W niedalekiej przyszłości może też zacząć brakować firm wykonawczych. W ciągu pięciu lat wartość inwestycji na torach wzrosła czterokrotnie. W 2006 roku inwestor zawarł 28 kontraktów o łącznej wartości 2 mld zł. A wykwalifikowanej kadry nie przybywa. W dodatku o niektóre materiały, np. kruszywa, kolej konkuruje z budowniczymi dróg.
Brakuje pracowników
– Jeśli wydatki wzrosną do 4,5 mld zł rocznie – a takie są zapowiedzi PLK – to obecne moce przerobowe sektora nie wystarczą. Może zabraknąć ludzi o odpowiednich kwalifikacjach – szkoły nie kształcą w tym kierunku, wielu pracowników wyjechało z Polski. Trzeba też odpowiednio wcześniej myśleć o zakupach sprzętu, który będzie potrzebny za 2–3 lata. My już dziś rozważamy inwestycje, które rozszerzą moce przerobowe – zapowiada Tadeusz Kozaczyński, wiceprezes PKRE Trakcja Polska, jednego z największych wykonawców dla PLK.
Unieważniane przetargi
Wykonawcy i eksperci zgadzają się, że rynek kontrahentów zbuduje odpowiednie zaplecze, ale bez zmiany nastawienia PLK inwestycje i tak będą spóźnione. – PLK nie dostrzega zmieniających się warunków na rynku i szacując koszty inwestycji do przetargów, nie uwzględniła możliwego wzrostu wynagrodzeń w sektorze budowlanym. A płace wzrosły. Ponieważ każdy projekt i każda zmiana musi być zatwierdzona przez Unię, przetargi, których po myśli PLK nikt nie wygra, są unieważniane, dokumenty lądują w Brukseli, a cała procedura się wydłuża, bo musi zostać powtórzona – mówi Adrian Furgalski.
ZE STRONY PODATKÓW

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama


Źródło:GP
Więcej na ten temat

Reklama