■ Jak długo w pana ocenie może jeszcze potrwać wieloletni spór o to, kto jest właścicielem 48 proc. udziałów Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora Ery i Heyah?
– Z naszego punktu widzenia od 18 stycznia stan prawny jest jasny. Polski sąd najwyższy wydał postanowienie o uchyleniu decyzji Sądu Apelacyjnego z 29 marca ubiegłego roku. Drugi wyrok wiedeński nie ma mocy prawnej na terenie Polski. Co więcej, sądy powszechne w Austrii – zarówno pierwszej i drugiej instancji, jak i Sąd Najwyższy potwierdziły nasze stanowisko względem interpretacji wyroku wiedeńskiego. Może on być rozumiany tylko w jeden sposób: jest on prawnie nieskuteczny wobec ET, który jest 48-proc. udziałowcem PTC.
■ Na jakich warunkach Vivendi i ET gotowe są zakończyć spory i wycofać wszystkie pozwy?
– Trudno mi odpowiadać w imieniu Vivendi. Natomiast jeśli chodzi o ET, to nie zamierzamy wycofywać jakichkolwiek skarg, gdyż żądamy odszkodowań oraz oczekujemy, że Deutsche Telekom i jego partner Elektrim niezwłocznie zapewnią nominowanym przez nas członkom zarządu i rady nadzorczej pełny, bezwarunkowy dostęp do siedziby PTC.
■ Jak wysokie koszty ponieśliście w związku ze sporem o udziały PTC?
– Bronimy się przed próbami pozbawienia nas udziałów przed sądami kilku krajów. Naturalnie nasze koszty prawne sięgają poziomu wielu milionów euro.
■ Deklarowaliście, że chcecie być długoterminowym inwestorem w PTC. Czy nadal podtrzymujecie to stanowisko?
– Tak. Pozostaniemy długoterminowym inwestorem w Polsce w branży telekomunikacyjnej, w tym komórkowej. Vivendi, będący naszym większościowym udziałowcem, zawsze okazywał duże zainteresowanie Polską poprzez ET i PTC a także Cyfrę +.
■ Jak zareagowalibyście na zmianę marki sieci Era na T-Mobile Polska, gdyby nastąpiło to przed zakończeniem sporów o to, kto jest właścicielem 48 proc. udziałów PTC?
– Z prawnego punktu widzenia DT nie może wprowadzać żadnych zmian bez naszej zgody. W przypadku gdyby DT postanowiło przeforsować zmianę na T-Mobile, zwiększymy zakres naszych żądań odszkodowawczych o wartość marek Era i Heyah, które warte są kilkaset milionów euro, oraz o koszty, które musiałoby ponieść PTC w związku ze zmianą marki. Z czysto biznesowego punktu widzenia nie ma też żadnych korzyści dla PTC z wymiany wiodących polskich marek na markę, która w Europie zajmuje dopiero czwarte miejsce.
■ Czy Vivendi prowadzi jakiekolwiek rozmowy z DT w sprawie rozwiązania sporu o 48 proc. udziałów PTC?
– Nie toczą się żadne negocjacje. W przeszłości ET i Vivendi negocjowały z DT i jego partnerem Elektrimem w sprawie możliwego zakończenia konfliktu. 29 marca zeszłego roku strony osiągnęły porozumienie, lecz DT odmówiło zastosowania się do niego.
■ Jaka w waszej ocenie jest wartość spornego pakietu udziałów PTC?
– W naszej ocenie 50 proc. PTC warte jest w przybliżeniu 2,5 mld euro. To cena, jaką Vivendi zaoferowało DT za jego pakiet we wrześniu zeszłego roku. Oczywiście pakiet należący do ET jest warty więcej w obliczu odszkodowań, których oczekujemy za wszystkie bezprawne działania podejmowane przez DT i Elektrim na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Co więcej, zarządzanie spółką przez DT i Elektrim doprowadziło do tego, że PTC straciło pierwszą pozycję na rynku i w 2006 roku znacznie obniżyło swoją zyskowność. Z tego tytułu zażądamy dodatkowych odszkodowań za szkody wywołane przez ludzi DT i Elektrimu. Nie dysponujemy ostatecznymi wyliczeniami ich wartości, ale będą to setki milionów euro.
■ Czy po ewentualnym odzyskaniu kontroli nad 48-proc. pakietem udziałów PTC chcecie siłą przejąć kontrolą nad siedzibą PTC?
– Zamierzamy odzyskać faktyczną kontrolę nad naszym pakietem i nad spółką zgodnie z prawem. Słyszałem, że ochrona w budynkach PTC znów została wzmocniona bezpośrednio po postanowienie Sądu Najwyższego. Kolejna armia ochroniarzy została zatrudniona przez DT.
■ W jaki sposób zamierzacie zapobiec paraliżowi PTC, gdyby doszło do eskalacji konfliktu o sporny pakiet udziałów?
– Chcemy tego uniknąć. Jeśli prawo będzie przestrzegane i nikt nie spróbuje bezprawnie pozbawić nas możliwości wykonywania naszych obowiązków, nie powinno do tego dojść. Prawdą jest, że po wyroku Sądu Najwyższego z 18 stycznia osoby obecnie okupujące PTC nie mają upoważnień do wykonywania jakichkolwiek działań.