Ubiegłoroczny wynik sprzedaży nowych samochodów na poziomie 239 tys. sztuk daleki był od oczekiwań branży. Jednak 1,5-proc. wzrost w stosunku do 2005 roku stał się iskierką nadziei na 2007 rok. W tym roku importerzy nowych samochodów myślą już więc nie o spadkach, ale wzroście sprzedaży, i to na poziomie 3–10 proc. – Polski rynek jest jednak nieprzewidywalny. Jak bardzo, najlepiej pokazują ubiegłoroczne wyniki. Najpierw prognozowaliśmy spadek, aż pod koniec roku sprzedaż nagle wzrosła – mówił Arnaud Barral, prezes Renault Polska, podczas wczorajszego spotkania Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Renault w rankingu marek najchętniej kupowanych przez Polaków zajmuje obecnie 6 lokatę, a Barral należy do tych, którzy prognozują najniższy, bo 3–5-proc. wzrost. Liderzy, a więc Skoda, Toyota, Opel i Fiat, liczą na więcej. David Flanagan, prezes General Motors Poland, i Hiroshi Kono, prezes Toyota Motor Poland, uważają, że w tym roku sprzedanych na rynku może zostać od 250 do 260 tys. sztuk pojazdów. Ma to związek z notowanym w Polsce wzrostem gospodarczym i poprawiającą się zasobnością portfeli Polaków. Sprzedaż nowych aut mogłaby być jednak znacznie wyższa, gdyby nie zniesienie ograniczeń w imporcie samochodów używanych po wejściu Polski do UE – stwierdza CASE-Doradcy, autor zaprezentowanego wczoraj pierwszego raportu poświęconego analizie i ocenie ekonomicznej krajowego rynku samochodów osobowych (obszerne jego fragmenty Gazeta Prawna publikowała już w listopadzie 2006 r.) W ciągu dwóch lat import używanych samochodów do Polski przekroczył 2 mln sztuk, co o 20 proc. zwiększyło wielkość krajowego parku maszynowego. W efekcie nastąpił szok podażowy i korekta popytu na nowe samochody.