We wtorek Rada Ministrów przyjęła mapę drogową wejścia Polski do strefy euro. Jak podało we wtorkowym komunikacie Centrum Informacyjne Rządu, intencją rządu jest, aby w 2011 r. Polska spełniała nominalne kryteria konwergencji. Pozwoli to, po wydaniu pozytywnej opinii przez Komisję Europejską oraz uchyleniu derogacji przez Radę ECOFIN, na przyjęcie przez nasz kraj wspólnej waluty europejskiej 1 stycznia 2012 r.

Po wtorkowym posiedzeniu Rady Gabinetowej premier Donald Tusk mówił, że udało się przekonać prezydenta Lecha Kaczyńskiego do cieplejszej oceny wejścia Polski do strefy euro.

Zdaniem Sadowskiego wejście do strefy euro powinno być efektem realnych procesów gospodarczych, a nie decyzji rządu. "Ten plan jest zawieszony pod sufitem, bez oglądania się na rzeczywistość" - powiedział.

Ponadto Sadowski uważa, że rządowy plan jest ryzykowny, bo "spowolnienie gospodarcze może zapukać do naszych drzwi". Projekt budżetu na 2009 r. zakłada wzrost PKB na poziomie 4,8 proc.

Sadowski przytoczył przykład Słowacji, która może sobie pozwolić na wprowadzenie euro

Wyjaśnił, że celem unii walutowej jest zbliżenie gospodarek krajów unijnych, a przy takim dystansie, jaki teraz dzieli nas od pozostałych krajów UE: "mówienie o przyjęciu euro nie ma sensu".

Jego zdaniem ten dystans można skrócić tylko poprzez "zwolnienie hamulca ręcznego gospodarki", czyli przywrócenie wolności gospodarczej, zmianę przepisów, obniżkę podatków i zmianę całego systemu podatkowego.

"Przez zły system podatkowy, złe prawodawstwo i ingerencję rządu, potencjał gospodarki i przedsiębiorców jest w Polsce niewykorzystany, a od tego zależy przyszłość budżetu i realne możliwości wprowadzenia euro" - podsumował.

Sadowski przytoczył przykład Słowacji, która może sobie pozwolić na wprowadzenie euro, "ponieważ już kilka lat temu zredukowała opodatkowanie pracy i wprowadziła podatek liniowy" - podkreślił.