Zarówno PiS, jak i PO od dawna mówią o tym, że sieci apteczne w zastraszającym tempie rozwijają się kosztem indywidualnych aptekarzy. Powodów jest wiele: zbyt liberalne przepisy prawa farmaceutycznego, ale i brak ich egzekwowania. Stąd farmaceuci wielokrotnie postulowali, aby wprowadzić moratorium na tworzenie nowych placówek. W tym czasie zahamowany zostałby rozwój sieci, a urzędnicy mieliby czas na stworzenie regulacji zabezpieczających polski biznes.

Zmiana kursu

Postulat jednak, mimo przychylnych komentarzy, nigdy nie został zrealizowany. W Ministerstwie Zdrowia obawiano się zarzutów, że moratorium ograniczyłoby swobodę działalności gospodarczej. Wraz z nową ekipą strach jednak zniknął.

– Moratorium, czyli zero nowych aptek przez pewien czas, to dobry pomysł – komentuje wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda.

Zaznacza przy tym, że to na tyle istotna decyzja, iż przed jej ostatecznym podjęciem niezbędne będą konsultacje. Mówiąc wprost: najpierw resort zrealizuje działania wynikające z exposé premier Szydło (np. darmowe leki dla seniorów), a później weźmie się za poprawę sytuacji polskich farmaceutów.

– Polska nie może być krajem kartelów aptekarskich – podkreśla minister Łanda. Przyznaje, że na polskim rynku jest miejsce zarówno dla sieci, jak i dla aptek rodzinnych. Ale na pewno nie będzie zgody na dominację tych pierwszych.

To stanowisko jest zbieżne z poglądami liderów PiS. Jeszcze przed wyborami Jarosław Kaczyński podczas spotkania z polskimi farmaceutami zapewniał, że zadba o wzmocnienie ich pozycji w starciach z zagranicznymi sieciami. W ostatnich tygodniach zaś z interpelacją poselską w obronie rodzimych aptekarzy wystąpiła prof. Krystyna Pawłowicz. Oporów nie widać też wśród polityków PO. Rajmund Miller, parlamentarzysta Platformy i lekarz, wskazywał wielokrotnie, również na naszych łamach, że nie można dopuścić do sytuacji, w której kilka sieci zdominuje polski rynek. A niestety jego zdaniem w tym kierunku zmierzamy.

Czas na zmiany

Farmaceuci przyjmują deklaracje ministerstwa z umiarkowanym entuzjazmem. Twierdzą bowiem, że obietnic wsparcia ze strony rządzących w ostatnich latach słyszeli już wiele.

– Moratorium jak najbardziej należy wprowadzić. Ważne jednak, aby to zrobić jak najszybciej, a nie tylko o tym mówić. Do tej pory bowiem głównie się mówiło, a po każdej dyskusji otwierane były setki nowych aptek przez sieci – twierdzi prezes Opolskiej Izby Aptekarskiej Marek Tomków.

Sęk w tym – jak mówi – aby czas, w którym zabronione byłoby otwieranie nowych placówek, został właściwie wykorzystany. Najlepiej w połączeniu z intensywną egzekucją obowiązujących, a systematycznie łamanych przepisów antykoncentracyjnych.

Chodzi o problem związany z art. 99 ust. 3 prawa farmaceutycznego (t.j. Dz.U. z 2008 r. nr 45, poz. 271 ze zm.). Stanowi on, że nie wydaje się zezwolenia na prowadzenie apteki, jeżeli podmiot ubiegający się o nie prowadzi już na terenie województwa więcej niż 1 proc. aptek ogólnodostępnych bądź jeśli czynią to podmioty przez niego kontrolowane. Przez ponad 10 lat urzędnicy nie zwracali specjalnej uwagi na tę regulację.

Sieci apteczne są zdecydowanie przeciwne moratorium. Ich zdaniem zabije to wolną konkurencję na rynku i nie przysłuży się pacjentom. Zasadą powinno być, że jeśli ktoś ma kapitał i chce otworzyć nową placówkę, nie należy mu tego uniemożliwiać.

Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, twierdzi, że niemożność otwarcia apteki na obszarach wiejskich, nowo wybudowanym osiedlu, w niedawno otwartej galerii handlowej czy szpitalu raczej chorym się nie przysłuży.

– W ostateczności moglibyśmy przystać na wprowadzenie zakazu na krótki czas, np. 3 miesiące – wskazuje z kolei dyrektor jednej z największych firm na rynku.

To jednak zdaniem lokalnych farmaceutów nie wchodzi w grę, gdyż byłoby jedynie działaniem pozornym.

– Wprowadzenie moratorium na 3 miesiące to absurd. Ciąża trwa 9 miesięcy. A obawiam się, że uzdrowienie rynku aptecznego może być bardziej skomplikowane niż narodziny dziecka – ripostuje prezes Tomków.