Polacy obawiają się, że to dopiero początek zaostrzania polityki kredytowej przez banki. W związku z tym wiele osób zamierzających kupić mieszkanie decyduje się na kredyt już teraz.

- Ludzie walą drzwiami i oknami i jest bardzo dużo nowych klientów - twierdzi Paweł Majtkowski z Expandera.

Rekordowy październik

Wśród ewentualnych klientów jest obawa, że za kilka miesięcy prowizje i marże bankowe będą jeszcze wyższe, a kredyty trudniej dostępne. Te obawy napędzają dzisiaj rynek kredytowy.

- Możemy się spodziewać, że w tym miesiącu banki udzielą kredytów hipotecznych na 5 mld złotych - mówi Paweł Majtkowski.

- Wcale mnie to nie dziwi, bo dokładnie z taką sama sytuacją mieliśmy do czynienia tuż przed wprowadzeniem rekomendacji S, która ograniczyła udzielanie kredytów we frankach. Też był boom na kredyty walutowe, bo klienci doszli do wniosku, że nie spełnią nowych wymogów i rzucili się na kredyty - przypomina Agnieszka Nierodka z Fundacji na Rzecz Kredytu Hipotecznego.

Nawet bankowcy z dość dużym zdziwieniem przyznają, że po ostatnim zaostrzeniu polityki kredytowej więcej klientów stara się o pożyczkę.

- Rzeczywiście jest przyspieszenie, ale pamiętajmy, że banki muszą zastanowić się nad swoją polityką kredytową w obliczu spodziewanego spowolnienia gospodarczego - uważa Kazimierz Stańczak, dyrektor generalny Polbanku.

Zachowanie ludzi jest więc racjonalne - w okresie dużej niepewności spodziewają się dalszego pogorszenia warunków, na jakich będą udzielane kredyty hipoteczne. To oznacza jednak także, że po okresie dużego popytu na kredyty przyjdzie wyraźny odczuwalny spadek popytu na kredyty.

Złotówkowe bardziej dostępne

Marże i prowizje bankowe szybciej rosną w wypadku kredytów walutowych, choć także osoby zadłużone w złotych odczuwają wzrost prowizji bankowych. Kredytobiorcy odczuwają też wzrost cen pieniądza na rynku międzybankowym. W niektórych bankach do tej pory udzielających kredytów walutowych zastosowano niemal zaporowe wskaźniki LTV, czyli bardzo duży udział własny kredytobiorcy w finansowaniu zakupu nieruchomości.

W skrajnych wypadkach dochodzi on do 65 proc., co oznacza, że przy zakupie mieszkania za 300 tys. zł, aby dostać kredyt we frankach, należy mieć 105 tys. zł wkładu własnego. Nie jest tajemnicą, że większość osób nie dysponuje taką gotówką. W tej sytuacji jedynym ratunkiem może być droższy kredyt złotówkowy. Nadal większość banków pożyczy nam nawet na 100 proc. wartości nieruchomości. Ta sytuacja może się jednak zmienić.

- Nie ma żadnej dyrektywy, ale jest europejskim standardem, że kredyt hipoteczny daje się ludziom, którzy mają 20-30 proc. wkładu własnego - uważa Agnieszka Nierodka.

- Klienci składają w tej chwili po kilka wniosków do różnych banków - mówi Paweł Majtkowski.

Nikt nie jest pewny, że jego wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony. Czasem banki zmieniają decyzje o warunkach udzielenia pożyczki już w trakcie całej procedury kredytowej.

- Kto dostał już finalną decyzję kredytową, dostanie kredyt na niezmienionych warunkach. Ten, kto jest po decyzji wstępnej, jest w rękach rzeczoznawcy, który oceni, jaka jest obecna wartość nieruchomości, a ci, którzy ubiegają się o kredyt w tym momencie, podlegają już ostrzejszym rygorom oceny kredytowej - przyznaje Kazimierz Stańczak.

Koszty przerzucone na klienta

W Millennium maksymalny okres kredytowania nieruchomości to 35 lat, w Pekao Bank Hipoteczny 32,5 roku. Już w zasadzi nikt nie udzieli nam kredytu na 40 lub 50 lat.

- Nasz bank prowadzi ostrożną politykę kredytową i będzie dostosowywał ją do panujących na rynku warunków - przyznaje Agnieszka Nachyła z banku Millennium.

Niewykluczone jest dalsze zaostrzenie polityki kredytowej, zwłaszcza że takich restrykcji domaga się Komisja Nadzoru Finansowego.

Mateusz Ostrowski z Open Finanse zwraca uwagę, że rosnące koszty pieniądza są przerzucane na klientów.

- Średnio podwyżka marży bankowej sięgnęła 0,8 pkt proc., a to oznacza, że nowy kredyt na 300 tys. zł na 30 lat będzie droższy w miesięcznej obsłudze o ok. 100 zł - mówi Ostrowski.

Z jego wyliczeń wynika, że jeśli ktoś ma porównywalny kredyt we frankach, to po wzroście stopy procentowej i kursu franka zapłaci teraz nawet o 180 zł więcej.