Paweł Szałamacha, wiceminister skarbu, wymusił na włoskiej grupie finansowej Unicredit sprzedaż części oddziałów – przejętego w wyniku międzynarodowej fuzji – Banku BPH. Rząd, chcąc umożliwić tę operację, doprowadził nawet do zmiany prawa bankowego. Okazuje się jednak, że ta największa na polskim rynku transakcja jest bardziej skomplikowana, niż się wydawało. Inwestor, który planuje kupno od Unicredit akcji mini-BPH, będzie musiał ogłosić wezwanie także na pozostałe papiery banku. Aby nie przepłacić, musi odczekać sześć miesięcy od dnia podziału banku, ale i tak ryzykuje, że kurs giełdowy mini-BPH będzie szedł w górę. Spółka może stać się bowiem obiektem zainteresowania spekulantów grających pod wezwanie. W takiej sytuacji transakcja jest obarczona dużym ryzykiem. 19 marca akcjonariusze Banku BPH podejmą decyzję o sprzedaży Pekao wydzielonej części spółki. W zamian mają dostać jego akcje. Za jeden walor Banku BPH dostaną 3,3 akcji Pekao. Gdy dojdzie do tej transakcji – na razie nie wiemy kiedy to nastąpi – kurs akcji Banku BPH powinien ulec znacznej korekcie wynikającej z tego, że mini-BPH jest zdecydowanie mniej warte niż bank w swym obecnym kształcie. Pozostanie w nim około 15 proc. aktywów. W piątek walory Banku BPH kosztowały 970 zł, co oznacza, że wartość rynkowa spółki sięgała 28 mld zł. Rynek wyceniał jedną akcję mini-BPH na około 175 zł, co pozwala wycenić ten bank na ok. 5 mld zł. Według pierwszych wycen analityków mini-BPH wart jest od 2,5 do 6 mld zł.
Nabywca może nie zyskać
Chętni na 71 proc. akcji mini-BPH (amerykański GE, hiszpański Santander, austriacki Raiffeisen, oraz francuskie BNP Paribas oraz Credit Mutuel) prowadzą szczegółowe badanie tej części banku (due dilligence), które ma pozwolić na określenie ceny. Według nieoficjalnych informacji GP, 8 marca powinni być gotowi. Renomowane kancelarie prawne odradzają jednemu z zainteresowanych uczestnictwo w transakcji ze względu na ryzyko finansowe. Zwracają uwagę, że kupno akcji mini- -BPH od UCI możliwe jest jedynie poprzez wezwanie na zakup 100 proc. akcji banku, ponieważ wezwanie jest wymagane przez prawo, gdy inwestor chce kupić pakiet dający ponad 66 proc. głosów na zgromadzeniu akcjonariuszy. Cena zaoferowana w wezwaniu nie może być niższa niż średnia z sześciu ostatnich miesięcy. – Jeśli inwestor będzie chciał przejąć mini-BPH tuż po podziale, musi liczyć się z tym, że w wezwaniu zapłaci cenę przekraczającą wartość mini-BPH, bo ta cena będzie uwzględniała kurs giełdowy sprzed podziału – tłumaczy doradca inwestycyjny. – Wyjściem jest ogłoszenie wezwania w sześć miesięcy po podziale, tyle że wtedy inwestor ryzykuje, iż mini-BPH będzie mniej warte, bo bank może tracić aktywa i klientów.
Można było tego uniknąć
Takie ryzyko można zredukować. UCI, które ma kontrolę nad radą nadzorczą Banku BPH, powinno uzgodnić z nabywcą, że rada wybierze do zarządu mini-BPH osoby wskazane przez inwestora. Dbałyby one, by bank nie tracił na wartości. Niesie to jednak dla nabywcy mini-BPH kolejne ryzyko – wzrost ceny akcji powyżej ceny, którą jest gotów zapłacić. – Wszystkich tych ryzyk można byłoby uniknąć, gdyby umowa UCI z rządem była inaczej skonstruowana. Przewiduje ona, że UCI ma dwa lata na sprzedaż akcji mini-BPH, nazwa BPH ma zostać zachowana, oraz że akcje tego banku mają być notowane na giełdzie. Gdyby nie wymóg notowań giełdowych, który w obliczu powodzenia wezwania na 100 proc. akcji może okazać się fikcją, Bank BPH przed wchłonięciem przez Pekao mógłby sprzedać za gotówkę wydzieloną część przedsiębiorstwa w postaci 200 oddziałów i aktywów – mówiono nam.
Co było w umowie
Tajne porozumienie, które opublikowała Gazeta Prawna, przewiduje, że Unicredit sprzeda 200 placówek Banku BPH. Oprócz nich w banku zostanie portfel kredytowy o wartości 5,3 mld zł, kapitały własne w wysokości 1,4 mld zł. Po podziale Banku BPH do Pekao przejdzie 6650 pracowników, a w mini-BPH pozostanie ich 3200. Kliknij, aby powiększyć