Propozycja PO to przede wszystkim ujednolicenie danin, czyli PIT, składek na NFZ i ZUS?

Tak, to jest ujednolicenie, ale także obniżenie podatków, zwłaszcza dla nisko zarabiających w przeliczeniu na osobę w rodzinie. Pod tym względem ta zmiana jest bardzo duża. Według naszych szacunków mówimy o korzyści w wysokości pięciu tysięcy złotych rocznie dla osoby zarabiającej minimalną pensję i utrzymującej z niej współmałżonka i dwójkę dzieci. Różnica zmniejsza się w miarę wzrostu dochodów w rodzinie, ale dla niemal wszystkich zatrudnionych będzie korzystna. Ta korzyść znika dopiero przy zarobkach na osobę w rodzinie uznawanych za bardzo wysokie, np. dla singla następuje to przy zarobkach rzędu 40 tys. zł miesięcznie.

Mówimy o zatrudnionych na umowie o pracę?

Oczywiście tak, jednak w ramach jednolitego kontraktu kwestie umów-zleceń wpadają w ten sam reżim, co umowa o pracę. Dla osób mniej zarabiających na takich umowach oznacza to spory spadek obciążenia podatkowo-składkowego, natomiast dla osób bardzo dobrze zarabiających – wzrost. Jest tak dlatego, że nie chcemy walczyć ze śmieciówkami przez zmniejszenie pensji netto osób, które zostały związane nimi nie zawsze zgodnie ze swoją wolą. Natomiast w przypadku osób z wyższymi dochodami, które unikają umowy o pracę w celu zaniżenia należnego podatku, takie rozwiązanie wyeliminuje tę możliwość.

Czyli ci, którzy traktowali umowy-zlecenia jako ucieczkę od podatku, zapłacą więcej?

To nie nowość, gdyż od 1 stycznia wchodzi w życie ozusowanie umów-zleceń do poziomu pensji minimalnej. Więc wzrost obciążeń przy tego typu umowach i tak był przesądzony.

A co z umowami o dzieło?

Umowy o dzieło pozostają bez zmian i kwestia działalności gospodarczej także.

Minimalna stawka podatku to 10 proc., a maksymalna?

Musimy pamiętać, żeby te stawki odnosić nie do dzisiejszego PIT, czyli 18 i 32 proc., ale PIT łącznie ze składkami na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Stawka minimalna wyniosłaby 10 proc., a maksymalna 39,5 proc. Dziś początek skali, łącznie podatku i składek, to stawka ok. 30 proc. W szczytowym momencie ponad 40 proc., a w niektórych przypadkach ponad 43 proc. Czyli w żadnym momencie nie przekraczamy dzisiejszego klina podatkowego.

Koszty rozwiązania to 10 mld zł. Dlaczego tak mało, skoro korzyści wśród osób najniżej zarabiających mają być takie duże?

Korzyści są inteligentnie rozłożone. Zamiast wprowadzania kwoty wolnej od podatku o wartości 20 mld zł, kierowanej do wszystkich podatników PIT, z czego najbiedniejsi nie mogliby skorzystać, bo nie płacą podatku, korzyści skoncentrowane są tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne – wśród osób o najniższych dochodach. Istnieją też dodatkowe efekty, które mogą zmniejszać koszty nowej propozycji, a których nie uwzględniliśmy. Z 10 mld zł, które zasilą portfele podatników, większość zostanie wydana w ten czy inny sposób, a to spowoduje zapłatę podatku i wpływ do budżetu.

Ale jeśli te koszty, które są faktycznie obniżką podatku, odniesiemy do sumy obecnie pobieranych danin: PIT, składek na NFZ i ZUS, czyli ponad 200 mld zł, to okazuje się, że ta efektywnie obciążenia zmniejszają się o kilka procent.

Śladem tego rozwiązania jest właściwe rozłożenie korzyści z obniżki danin, a nie średnie obniżanie obciążeń podatkowo-składkowych, które i tak należą do jednych z najniższych w UE. Istotą jest zatem to, jak precyzyjnie zmiana została wycelowana. Ponadto dochodzi także zmniejszenie obciążeń administracyjnych, co stanowi konkretny zysk dla pracodawców i pracowników.

Kto będzie pobierał jednolity podatek: ZUS czy administracja skarbowa?

Będzie to jedna agencja płatnicza. Na szczegółowe rozwiązania organizacyjne mamy jeszcze czas. W 2014 r. zreorganizowaliśmy już urzędy i izby skarbowe, tak aby były gotowe do tworzenia nowej instytucji, czyli połączenia z częścią poborczą ZUS-u. Oczywiście wymagać to będzie ludzi i doświadczenia z obydwóch organizacji. Jest to najlepsza droga do uzyskania zamierzonego celu, jakim jest wysoki standard obsługi obywateli. Do tego nie potrzeba dwóch organizacji zbierających podatki.

Czy możemy poznać magiczny wzór, jak będą obliczane nowe obciążenia?

Na tym etapie nadmierny poziom szczegółów nie jest wskazany. Ale nad tego typu ujednoliceniem bazy podatkowej i składkowej pracujemy już od 2014 r. Jest to więc rozwiązanie głęboko przemyślane i przeliczone. Zresztą pamiętajmy, że to właśnie Ministerstwo Finansów jest najostrzejszym recenzentem podobnych koncepcji, i nigdy nie zaakceptowałoby rozwiązania zagrażającego finansom publicznym. Jesteśmy w fazie prezentowania koncepcji i planów, więc nie jest to jeszcze etap ustawy i szczegółów.

Jak będzie wyglądało płacenie podatku w praktyce? Przypuśćmy, że zarabiam średnią 4 tys. zł, mam dwoje dzieci i żonę. Jak mój pracodawca zapłaci podatek? Podzieli wynagrodzenie na cztery i od tego zapłaci zaliczkę?

Nie do końca. To będzie raczej tak, że po podzieleniu wynagrodzenia na cztery pracodawca będzie wiedział, jaki procent, np. 10 proc., całkowitego wynagrodzenia przekazać budżetowi państwa jako zaliczkę. Ale jeszcze nie przesądzałbym finalności tego rozwiązania.

A co z emeryturami? W waszym pomyśle do obliczenia podatku pensja będzie dzielona na liczbę osób w rodzinie. Czy składka dziś 19,52 proc. będzie naliczana od początkowej wysokości pensji?

Jeśli chodzi o jej wysokość, nic się nie zmienia. Taka sama będzie po zmianach. Zmienia się płatnik, teraz będzie ją wpłacał budżet, a nie pracodawca.

Po ogłoszeniu tego pomysłu pojawiło się wiele wątpliwości, było słychać o likwidacji składek na ZUS czy NFZ czy samych instytucji. Rozumiem, że to tylko scalenie trzech strumieni pieniędzy.

Tak. Nie jest likwidowany ani NFZ, ani ZUS, nie zmienia się także system ani wysokość składek. Po prostu zmienia się płatnik.

Dlaczego ten pomysł poznajemy na finiszu ośmiu lat rządów PO, i do tego system ma zacząć działać od 2018 r.?

To nie mini ulga, którą można wprowadzić z marszu. To zmiana fundamentalna, która wywraca do góry nogami cały system podatkowo-składkowy. Wymaga rozstrzygnięcia i wdrożenia szeregu kwestii, nie tylko legislacyjnych, lecz i praktycznych, łącznie z funkcjonowaniem administracji skarbowej, ZUS i przebudową systemów informatycznych. To nie jest rzecz, którą można wprowadzić w czasie, jaki pozostał do wyborów, bo wymaga zbyt głęboko idącej zmiany na wielu płaszczyznach.