Można powiedzieć, że to tylko szczegół techniczny. Że państwa wcale nie potrzebują niezależnej polityki pieniężnej, aby odnosić sukcesy. Przykładowo: czy Grecja i Niemcy naprawdę nie mogą współistnieć w unii monetarnej, ponieważ są różnymi gospodarkami? Jeśli odpowiesz, że nie, to zadaj sobie pytanie o absolutną niemożność współistnienia w ramach jednego systemu monetarnego Teksasu i stanu Nowy Jork.

Jan Wróbel

Jan Wróbel

źródło: DGP

A jednak, raz na jakiś czas, przydarza się w strefie euro coś, co nie pozwala przejść obojętnie wobec problemu narodowego interesu banku centralnego. Powiedzmy przymuszenie Greków do ogłoszenia wakacji bankowych... Greckie banki miały problem z płynnością i ucieczką depozytów nie od zeszłego tygodnia. Do tej pory jednak duszę banków zasilała kroplówka z Europejskiego Banku Centralnego. I to właśnie słowa o przyhamowaniu pożyczek EBC dla greckich banków mogły spowodować potencjalny armagedon (który premier Tsipras zatrzymał poprzez czasowe zamknięcie oddziałów bankowych).

Niezależny od eurounii Bank Grecji nie miałby żadnego powodu podejmować tak drastycznej decyzji jak EBC. Miałby cel tożsamy z europejskim odpowiednikiem: w razie kryzysu utrzymaj spokój na rynkach. Różniłby się jednak tym, że Bank Grecji nie musiałby brać pod uwagę interesu 18 innych państw, które mogą ucierpieć, gdyby pożyczki dla greckich banków okazały się niespłacalne.

Co nie znaczy, że EBC nie był znacznie bardziej uległy i mniej marudny wobec Greków niż europejscy politycy. Nie z dobrego serca, tylko właśnie w celu utrzymania spokojnego nastroju. Niemniej, gdyby to Polacy masowo wyciągali pieniądze z depozytów, NBP mógłby ratować polskie banki w nieskończoność w praktyce, a EBC w analogicznej sytuacji banki greckie – tylko w teorii. ©?