Dla Stanów Zjednoczonych obecność ISDS w TTIP jest warunkiem podstawowym negocjacji. Gdy na początku stycznia 2015 roku, KE opublikowała wyniki konsultacji społecznych w sprawie klauzuli rozstrzygania sporów państwo-inwestor (ISDS), unijna komisarz ds. handlu Cecilia Malmström przyznała, że kwestia ochrony inwestycji w umowie TTIP od początku była "toksycznym tematem" i zapowiedziała "szczerą i otwartą dyskusję na temat ochrony inwestycji (...)Musimy działać z rozwagą" - zapewniała.

Tymczasem 5 maja komisarz przedstawiła szereg propozycji służących "dalszej poprawie" standardów mechanizmu ISDS w umowie TTIP ( (Transatlantic Trade i Partnerstwa Inwestycyjnego, TTIP). „Seattle to Brussels Network”  nie zostawia na nich suchej nitki, twierdząc, że tak naprawdę jedynym ich celem jest budowanie pozorów przejrzystości.

Portal twierdzi, że propozycje Komisji nie przyczyniają się do jakiejkolwiek znaczącej reformy systemu ISDS. Przede wszystkim ignorują wynik konsultacji społecznych zorganizowanych przez samą Komisję w tej sprawie. Nie rozwiązują podstawowych problemów systemu ISDS i de facto zamiast ograniczać jego wpływy, znacznie je rozszerzają. Zapowiadane zmiany nie zmieniają niczego w kwestii traktowania inwestorów krajowych i zagranicznych, nadal faworyzując tych drugich, bo do arbitrażu mogą się zgłaszać tylko oni.  „To dyskryminuje zarówno inwestora krajowego jak i zwykłych obywateli i społeczności lokalne, które dotykają negatywne działania inwestorów. Ale oni są one bezbronni” - piszą autorzy komentarza.

- Zmiany w arbitrażu inwestycyjnym zaproponowane przez komisarz Malmström są krokiem do przodu, lecz faktycznie nie rozwiązują znanych problemów związanych z trybunałami arbitrażowymi – potwierdza ocenę portalu Marcin Wojtalik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. - Spośród 150 tysięcy osób uczestniczących w konsultacjach nt. ISDS przytłaczająca większość powiedziała, że nie życzy sobie tego systemu w umowie UE-USA – przypomina Wojtalik. - Wbrew opinii tysięcy Europejczyków zainteresowanych sprawą, komisarz Malmström proponuje jednak kosmetyczne reformy, które nie rozwiązują takich problemów jak: motywacja finansowa arbitrów do uznawania pozwów inwestorów przeciw państwom za zasadne, czy przyznanie zagranicznym inwestorom przywilejów, których nie mają firmy krajowe.

Komisarz Malmström przypomina, że zasady arbitrażu inwestycyjnego zostały wymyślone w Europie. - Przemilcza jednak fakt, że powstały one w warunkach dekolonizacji, kiedy do państwa europejskie chciały mieć możliwość dyscyplinowania swoich byłych kolonii – uzupełnia Wojtalik. - Arbitraż inwestycyjny powstał jako narzędzie służące potężnym inwestorom z krajów bogatych w relacjach z państwami słabszymi. Mocny sprzeciw wobec ISDS w krajach takich jak Niemcy, a także Austria Francja czy Holandia (przeciw ISDS wypowiedziały się parlamenty tych trzech krajów) świadczy o tym, że Europejczycy nie chcą w umowie z USA zasad, które obowiązywały (i niestety dalej obowiązują) w stosunkach między kolonizatorami a byłymi koloniami.

Wojtalik zwraca uwagę, że znamienne jest w tej sytuacji położenie Polski. Nasz kraj podpisał w latach 90. szereg umów zawierających ISDS z krajami silniejszymi od siebie (zarówno z USA jak i z krajami Europy zachodniej). 25 lat temu Polska dramatycznie zabiegała o inwestycje i zgodziła się na umowy, które z krajami rozwiniętymi wcześniej podpisywały głównie kraje rozwijające się. Obecnie jednak sytuacja gospodarcza Polski jest nieporównywalnie lepsza i nasz rząd powinien podążyć śladem tych krajów, które sprzeciwiają się zawarciu w TTIP mechanizmu pochodzącego z czasów dekolonizacji.

Portal S2B zwraca uwagę na fakt, że ISDS obejmuje dotychczas tylko niewielką część handlu między UE a USA. Gdyby ISDS pozostał w TTIP, mielibyśmy do czynienia z dramatyczną zmianą. - Podczas niedawnej debaty zorganizowanej w Warszawie przez ECFR, S. Dullien  zwrócił uwagę, że osiem krajów UE, które mają umowy inwestycyjne z USA (w tym Polska) mogłyby wypowiedzieć te umowy, aby cała UE była wolna od ISDS. W przeciwnym razie TTIP może drastycznie zwiększyć zakres obowiązywania ISDS na całą UE. Nie powinniśmy oddawać Europie niedźwiedziej przysługi, popierając ISDS w TTIP.

Spośród propozycji komisarz Malmström, S2B punktuje też zapowiedź wymogu, by wszyscy arbitrzy byli wybierani z listy wstępnie ustalonej przez strony umowy i by spełniali określone kwalifikacje arbitrów. Marcin Wojtalik zbija tę propozycję. - Nie zapewnia ona pełnej niezawisłości i bezstronności arbitrów w ISDS. Proponowane usprawnienia mogą wpłynąć pozytywnie na postrzeganie ISDS, ale nie łudźmy się: arbitraż inwestycyjny zostanie w dalszym ciągu tajnym, prywatnym systemem służącym przede wszystkim inwestorom i prawnikom z kancelarii prawniczych. Nawet po wdrożeniu propozycji komisarz Malmström wymogi wobec arbitrów w ISDS będą nieporównywalnie mniejsze niż standardy dotyczące sędziów. W prawdziwym wymiarze sprawiedliwości inwestor nie ma wpływu na wybór składu sądu (w ISDS ma), a sędzia nie może równocześnie pracować jako prawnik na rzecz inwestora (komisarz Malmstrom nie wykluczyła jednoznacznie takiej możliwości w swojej propozycji reform ISDS).

Odwoływanie się przez KE do zapisów CETA  (umowa handlowa UE-Kanada) z sugestią, że system ISDS znacząco zreformowano już w tej umowie jest też wg S2B nadużyciem. Wynegocjowane w całkowitej dyskrecji i tajności, porozumienie gospodarcze i handlowe CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement) niesie praktycznie te same zagrożenia co umowa TTIP, zwłaszcza że w umowie tej definicja „inwestycji” oraz „inwestora” została ujęta bardzo szeroko, co rozszerza pole do sporów między rządami a korporacjami i zwiększa szanse tych ostatnich na wysokie odszkodowania.

Żadna z "reformatorskich" propozycji przedstawionych przez Komisję Europejską dotyczących umieszczenia ISDS w TTIP nie ma uzasadnienia - podsumowuje "S2B".