Wszyscy skupiamy uwagę na jego cenie i – z oczywistych względów – cenach paliw. Te na co dzień interesują nas najbardziej. Ale spektakularna przecena dotknęła też innych rynków towarowych, np. miedzi. Wykresy kursów obu surowców (kontraktów) wyglądają w ostatnich miesiącach dość podobnie.

Miedź, jak zwykło się mawiać, ma doktorat z ekonomii. To oznacza, że notowania i kierunek, w którym one podążają, wskazują, z jaką koniunkturą gospodarczą na świecie będziemy mieli do czynienia. I że zazwyczaj te wskazania okazują się bardzo trafne.

Ropa nie ma doktoratu z ekonomii, choć ma wyjątkową zdolność dokonywania spustoszenia w gospodarce (w zależności od trendu, w jakim znajdują się ceny, chodzi o kryzysy w niektórych państwach z powodu np. wystrzału inflacji albo, w odmiennej sytuacji, ze względu na niedobór pieniędzy ze sprzedaży surowca). Ma, być może, doktorat z politologii. Jej kurs to nie tylko pochodna rynkowej gry podaży i popytu, a podaż i popyt zależą nie tylko od komercyjnych uczestników obrotu. Popyt rośnie, np. jeśli państwa zwiększają rezerwy strategiczne, a podaż może zależeć od decyzji Kremla czy króla Arabii Saudyjskiej. Nie mówiąc o sankcjach, wojnach i innych instrumentach wykorzystywanych na tym rynku.

Co zaś oznacza równoległy, gwałtowny spadek notowań ropy i miedzi?

W przypadku ropy nie jesteśmy pewni jego przyczyn – czy odpowiada za to głównie wzrost podaży (z jakichkolwiek przyczyn: „łupkowych” czy politycznych), czy też w znacznej mierze również kurczenie się popytu (z przyczyn gospodarczych). Nawet jeśli o wiele bardziej prawdopodobny wydaje się pierwszy scenariusz, nie zmienia to faktu, że popyt nie nadążył za rosnącą produkcją i nie zwiększa się tak, jakby oczekiwali tego naftowi potentaci. Wspomniane wcześniej podobieństwo wykresów ropy i miedzi także daje do myślenia.

Bardzo tania ropa to zabójstwo dla gospodarek kilku-, kilkunastu państw i jednak ograniczone wsparcie dla rozwiniętych krajów, które importują ją w dużych ilościach. Innymi słowy, nie jest to czynnik, który byłby w stanie silnie pobudzić globalną gospodarkę i odmienić losy koniunktury, choć w wielu miejscach mniej lub bardziej złagodzi napięcia.

Miks taniej ropy i taniej miedzi nie tworzy stabilnego otoczenia politycznego i ekonomicznego dla gospodarki. Do tego mamy rozchwianie rynków walutowych

Notowania miedzi wyrażone w dolarze spadają, bo dolar się wzmocnił, m.in. ze względu na rysujący się rozdźwięk w polityce monetarnej Stanów Zjednoczonych oraz innych wielkich gospodarek, zwłaszcza Europy i Japonii (w USA zakończono, przynajmniej na jakiś czas, druk pieniądza, w Japonii trwa on w najlepsze, a strefa euro szykuje się do radykalnego jego zwiększenia). To dlatego, licząc w złotych, nasz producent miedzi (KGHM) nie zauważa na razie wielkiej różnicy w cenie. Czy to znaczy, że tym razem doktorat z ekonomii na nic się nie przyda, bo za wszystkim stoją polityka pieniężna i ruchy kursów walut? Niekoniecznie. Zmiany na rynku walutowym nie tłumaczą w całości przeceny surowca. Słabość popytu w światowej gospodarce jest faktem. Chiny zwalniają, przybywa głosów, że strukturalne problemy tej gospodarki mogą być przyczyną perturbacji, a nawet potężnego kryzysu. Rosja wchodzi w recesję lub już w niej jest. Japonia jest w trakcie ekonomicznego eksperymentu, który nie przyniósł na razie wyraźnych efektów, a wyniki Europy i prognozy dla niej są złe (tym bardziej że wisi nad nią widmo ewentualnego Grexitu oraz dalszych kłopotów z nadmiernym zadłużeniem niektórych państw). Silniejszy dolar w dłuższym terminie nie będzie wsparciem dla gospodarki USA, która jako jedyna prezentuje się względnie dobrze.

Cieszmy się więc z taniej ropy (akurat my nie mamy powodów, by się martwić jej przeceną), ale mając świadomość, że razem z taniejącą miedzią jest ona złym sygnałem. Można by rzec, że nałożenie się tych dwóch czynników jest też podwójnie niepokojące: jeśli przyjmiemy, że ropa ma doktorat z politologii, to należy uznać, że czekają nas duże zawirowania polityczne i poprzedzające je wstrząsy ekonomiczne (Rosja, Bliski Wschód itd.). Jeśli brać pod uwagę doktorat miedzi z ekonomii, to trzeba się liczyć z wyraźnym osłabieniem koniunktury na świecie i wszystkimi tego konsekwencjami, choć tańsze paliwa, mimo że wzmacniają tendencje deflacyjne, są oczywiście dla niektórych korzystne. Nasza gospodarka wydaje się względnie bezpieczna, ale można być chyba pewnym, że miks taniej ropy i taniej miedzi nie tworzy dla niej stabilnego otoczenia politycznego i ekonomicznego. Dodatkowym źródłem niepewności są wspomniane już rozbieżności w polityce pieniężnej potęg gospodarczych oraz płynące stąd rozchwianie rynków walutowych (czego spektakularnym przykładem jest ostatnie zamieszanie ze szwajcarskim frankiem). Wygląda na to, że po dłuższej przerwie świat wkracza w kolejną niespokojną fazę kryzysu.