statystyki

Grexit już nie taki straszny. Grecy podnoszą się z kolan

autor: Jakub Kapiszewski14.01.2015, 07:20; Aktualizacja: 14.01.2015, 08:12
Za półtora tygodnia Grecy w przyśpieszonych wyborach wyłonią nowy parlament.

Za półtora tygodnia Grecy w przyśpieszonych wyborach wyłonią nowy parlament.źródło: ShutterStock

Cztery lata temu Angela Merkel uznała, że dla strefy euro jest tylko jeden scenariusz: Grecja zostaje w unii walutowej. Dzisiaj w Berlinie nie ma już takiej pewności

Za półtora tygodnia Grecy w przyśpieszonych wyborach wyłonią nowy parlament. Kilkuprocentowa przewaga nad ugrupowaniem rządzącym, jaką w sondażach ma skrajnie lewicowa partia Syriza, prawdopodobnie zapewni tekę premiera jej przewodniczącemu Aleksisowi Ciprasowi. Wczoraj minister finansów Gikas Harduwelis w wywiadzie dla Bloomberga przyznał, że „perspektywa wyjścia Grecji z unii walutowej nie jest blefem”. Ni mniej, nie więcej, lider Syrizy nie blefuje. Zaproponował m.in. gigantyczny program socjalny wart 10 mld euro, w tym prąd za darmo dla 300 tys. Greków. Mimo to w Europie nie ma paniki porównywalnej do tej sprzed niemal pięciu lat, gdy uruchomiono wart ponad 100 mld. euro program ratowania Aten przed bankructwem.

Po pierwsze, perspektywy gospodarcze kraju nie są aż tak fatalne jak cztery lata temu. PKB wzrósł w ub.r. o 0,9 proc., zaś prognozy na 2015 mówią o nawet 3-procentowym wzroście. Głównym jego motorem będzie turystyka. W ub.r. kraj odwiedziło 17,5 mln turystów, najwięcej od 2004 r., a lokalne organizacje turystyczne liczą, że bieżący rok będzie jeszcze lepszy i do kraju przyjedzie 20 mln osób.

Chociaż zadłużenie kraju wciąż jest astronomicznie wysokie i wynosi 175 proc. PKB, co przekłada się na 321 mld euro, to zmienili się wierzyciele. Większość europejskich instytucji finansowych pozbyła się już greckich papierów dłużnych, w związku z czym znacznie mniejsza jest obawa, że niewypłacalność rządu w Atenach pociągnie w dół sektor bankowy na Starym Kontynencie, a wraz z nim europejską gospodarkę. W rękach prywatnych inwestorów znajduje się jedna piąta greckiego długu; głównym wierzycielem jest Europejski Mechanizm Stabilności Finansowej.

Ważne jest również to, że nastroje polityków i finansistów uspokajają instrumenty stworzone po kryzysie zadłużeniowym celem zapobiegnięcia podobnej katastrofie w przyszłości. Mowa oczywiście o Europejskim Mechanizmie Stabilizacyjnym (ESM), czyli „bazooce” gotowej zasilić w przypadku niewypłacalności państwową kasę pożyczkami o wartości aż pół biliona euro. Gdyby grecki rząd nie dogadał się ze swoimi wierzycielami przed następną spłatą długów przypadającą na koniec lutego, to właśnie ESM pod wodzą weterana strefy euro Klausa Reglinga ratowałby Ateny przed bankructwem. Zanim to jednak nastąpi, oddech krajowi może przynieść szykowany przez Europejski Bank Centralny program luzowania ilościowego. Jeśli do niego dojdzie, EBC dokona zakupu rządowych papierów dłużnych różnych krajów strefy euro, może więc sięgnąć także po te emitowane w Atenach.


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze FB:

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane