Kupony na naszą ofertę skończyły się sprzedawać we wrześniu. Zgodnie z regulaminem Grupera pieniądze za nie powinny spłynąć maksymalnie cztery tygodnie po zakończeniu oferty. Za chwilę miną trzy miesiące, a ja nie mogę doprosić się tej opłaty – twierdzi szef sklepu internetowego z odzieżą. – To nie jest ogromna kwota – niecałe 600 zł – i w mojej działalności nie stanowi poważnego problemu, ale i tak im nie daruję. Będę zmuszony wystąpić do e-sądu – zarzeka się mężczyzna. Skarży się więcej firm współpracujących z tym serwisem.

Kolejka przelewów

Paweł Stępień ze sklepu Galerian.pl ma spore doświadczenie we współpracy z serwisami grupowymi. W ubiegłym roku zaczął sprzedawać produkty także za pośrednictwem Grupera. Jak twierdzi, to był błąd. – Niestety w czasie trwania współpracy z nimi płatność nigdy nie została wykonana w terminie. Najkrótszy poślizg płatności to 3 dni, a najdłuższy jest teraz i wynosi już niemal 40 dni – opowiada. – Pierwszy poważniejszy problem z wypłatą był w marcu. Opóźnienie przelewu na dość pokaźną kwotę zakłóciło realizację innych zamówień – zaznacza Stępień i dodaje, że teraz ma jeszcze gorszą sytuację, bo od kilku tygodni jest zwodzony. Nawet jeżeli ktoś z działu rozliczeń Grupera się z nim skontaktuje, to ciągle używa tego samego wytłumaczenia: kolejka przelewów.

Anna, szefowa małego zakładu kosmetycznego z Lubonia, w połowie października dowiedziała się, że ponad tysiąc złotych z ostatniej sprzedaży otrzyma z dwutygodniowym opóźnieniem. Minął miesiąc, a pieniędzy nie ma. Niektórzy przedsiębiorcy słyszą wręcz, że za sprzedaż z października dostaną przelewy pod koniec grudnia.

Sytuacja się poprawi

Piotr Majcherkiewicz, prezes Grupera, wprawdzie zapewnia, że spółka wywiązuje się ze wszystkich zobowiązań wobec swoich partnerów, ale za chwilę przyznaje, że mogły się zdarzyć opóźnienia części płatności. Przekonuje, że sytuacja się poprawia.

Wygląda jednak na to, że te problemy to kolejny objaw coraz większego kryzysu na rynku zakupów grupowych. Po tym jak w 2010 r. zadomowiły się u nas polski oddział amerykańskiego Groupona i wspierany finansowaniem z niemieckiego funduszu inwestycyjnego Gruper, rozpoczął się wysyp „grupówek”, których liczba przekroczyła setkę. Pomysł, by produkty i usługi sprzedawać ze zniżkami sięgającymi 90 proc., wydawał się strzałem w dziesiątkę.

Poszukiwacze promocji

Ale boom nie trwał długo, za co w dużej części odpowiadają same serwisy, ponieważ nie przykładały wagi do jakości i rzetelności reklamowanych ofert. Zaczęły się skargi od klientów. Narzekali też sprzedawcy, którzy czuli się przymuszani do zbyt wysokich rabatów i zaniżania jakości swoich usług. W DGP pisaliśmy także o tym, jak wyzyskiwani są sami pracownicy serwisów grupowych. Efekt: jeszcze trzy lata temu, jak podaje Gemius, strony tych serwisów odwiedzało co miesiąc niemal 6 mln użytkowników. Dziś jest ich ledwie 2,3 mln.

– Dzięki zakupom grupowym rynkiem e-handlu zainteresowali się ci przedsiębiorcy, którzy nigdy wcześniej nie wykorzystywali internetu w swoich strategiach sprzedażowych. Jednakże ten model biznesowy od początku był skazany na porażkę w długim terminie. Jego motorem miało być budowanie lojalności klienta. Tymczasem skończyło się na tym, że głównymi klientami są poszukiwacze promocji, którym daleko do lojalności wobec marki – tłumaczy Mateusz Gordon, ekspert firmy Gemius od e-commerce.

Gdy klienci zaczęli odchodzić, pojawiły się kłopoty. Wprawdzie zostało jeszcze kilkadziesiąt takich portali, ale większość wegetuje. Groupon postanowił uciec przed kryzysem, zmieniając model działania i upodabniając go raczej do klubu zakupowego. Gruper (którego większość udziałów w 2012 r. kupiła grupa Polskapresse) postawił na restrukturyzację. Ze 160 pracowników na początku 2013 r. dziś zostało tylko 79, zmieniono też biuro na tańsze. Prezes Grupera zapewnia, że ten rok spółka zamknie ze sprzedażą na poziomie ok. 30 mln zł.