statystyki

KGHM szuka stabilności. Długoterminowa inwestycja wyeliminuje spekulantów?

autor: Cezary Pytlos26.06.2014, 07:13; Aktualizacja: 26.06.2014, 08:09
Dywidenda przyciąga międzynarodowy kapitał spekulacyjny

Dywidenda przyciąga międzynarodowy kapitał spekulacyjnyźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jeden z największych na świecie producentów miedzi i srebra namawia finansjerę do długoterminowej inwestycji. Efektem ma być stabilizacja i stały wzrost kursu

reklama


reklama


Szukamy długoterminowych inwestorów finansowych po to, żeby ustabilizować akcjonariat – zapowiedział w rozmowie z DGP prezes KGHM Herbert Wirth. Obecnie – jak podlicza agencja Bloomberg – akcje spółki są w rękach ponad 740 instytucji i funduszy finansowych. Większa część z nich pojawia się tu tylko spekulacyjnie. W KGHM nazywają je 36-sekundowymi inwestorami.

Od spekulantów robi się gwarno w przededniu nabycia prawa do dywidendy z akcji. W tym roku prawo takie nabywa się 7 lipca. Właściciel jednej akcji otrzyma po 5 zł na akcję niezależnie od tego, czy następnego dnia nadal będzie ją miał w portfelu. Dlatego po takim dniu kurs akcji spółki często ulega załamaniu, mimo że nie ma do tego fundamentalnych przyczyn. KGHM wchodzi więc w bardzo gorący okres, ale Wirth przekonuje, że ukrócenie tego procederu jest realne.

Aby tego dowieść, on sam wraz z czterema innymi członkami zarządu na początku kwietnia kupił akcje spółki, gdy kurs firmy ocierał się o historyczne minima, w ciągu miesiąca spadając o ok. 20 proc. Jak tłumaczy Wirth, nie było żadnych racjonalnych podstaw do tak dużej obniżki. Spółka wykazała co prawda kilka tygodni później słabsze wyniki, lecz były one efektem gorszych notowań miedzi i srebra. I mimo wszystko odnotowała zysk, a nie stratę.

Dlatego na corocznym spotkaniu z międzynarodowymi instytucjami finansowymi, do jakiego doszło na początku maja w Londynie, Wirth zaczął szukać inwestorów, którzy zagwarantują stabilność jego spółce. Z jego słów wynika, że zdołał ich znaleźć, choć nie precyzuje, o jakie firmy chodzi. Mówi ogólnie o funduszach branżowych. Równie ogólnie mówi o inwestorach, których obecność najbardziej go niepokoi. Chodzi o fundusze, które kupują akcje tylko pod dywidendę. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o BlackRock, który jest właścicielem kilkudziesięciu rozmaitych instytucji, w które inwestują banki, fundusze emerytalne, rządy i osoby prywatne z blisko 100 krajów.

Dzięki swojej strategii BlackRock jest jedną z niewielu amerykańskich korporacji, która na kryzysie z 2008 r. zarobiła, a nie straciła, i dzięki temu stała się największą firmą inwestycyjną na świecie. Obecnie jej wartość jest szacowana na 56 mld dol., a firma zarządza majątkiem wartym ponad 4 bln dol. Firma jest największym akcjonariuszem takich korporacji, jak Citigroup, Bank of America, JPMorgan Chase, ExxonMobil, Shell, Apple, McDonald’s czy Nestlé. Ma udziały w moskiewskiej giełdzie i w klubie piłkarskim Manchester United.

BlackRock od dawna jest też akcjonariuszem KGHM. Tyle że co jakiś czas ogłasza zwiększenie zaangażowania i wtedy pozostali akcjonariusze zaczynają się czuć niepewnie. Tak jak na początku kwietnia, gdy BlackRock kupił akcje KGHM o wartości ponad 120 mln zł. Po transakcji towarzystwo zwiększyło posiadany udział w kapitale do 2,36 proc. i stało się drugim akcjonariuszem po Skarbie Państwa. Na wieść o tym kurs spółki wzrósł o 4,3 proc. W efekcie wartość ta nawet po wczorajszej przecenie jest o niemal 20 proc. wyższa niż w połowie marca, gdy schodziła poniżej 100 zł.

Mimo to KGHM obawia się, że nie jest to jednak trwałe zaangażowanie i firma znowu zmniejszy swoje zaangażowanie, gdy dzięki akcjom, które kupiła, nabędzie prawo do dywidendy. Co gorsza, tak duży strumień akcji wypuszczony na rynek na pewno zachwieje także kursem spółki, jak też całej polskiej giełdy. KGHM – obok PZU, PKO BP i Banku Pekao – ma blisko 50-proc. wpływ na notowania indeksu WIG20, wyznacznika wartości polskiej giełdy dla zagranicznych inwestorów. Tylko KGHM waży w tym indeksie blisko 9 proc. Każdy, kto inwestuje na warszawskim parkiecie, wie, że przy Książęcej trudno o wzrosty, gdy akcje miedziowego giganta spadają.

Analitycy nie są jednak przekonani co do słuszności strategii prezesa KGHM. Nie brakuje głosów wskazujących na obiektywne przesłanki, które wpływają na kurs akcji niezależnie od tego, kto jest w akcjonariacie. W przypadku KGHM duża zmienność kursu wynika bowiem przede wszystkim z tego, że jego wycena zależy od notowań miedzi, srebra, a nawet niklu. KGHM to przecież światowa czołówka w produkcji tych surowców. Co ciekawe, rola w światowym rankingu producentów wkrótce jeszcze wzrośnie. Na przełomie lipca i sierpnia firma ma przecież uruchomić kopalnie Sierra Gorda w Chile.

Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, rozumie jednak prezesa Wirtha. – Prezes tak dużej spółki zawsze powinien dążyć do stabilnego akcjonariatu dla niej – mówi Dominiak. Jednak zaznacza, że takie działanie jest istotne tylko z punktu widzenia inwestorów finansowych. Przy ograniczonej płynności akcji tylko takie firmy mogą mieć trudności ze sprzedażą dużych pakietów po satysfakcjonującej cenie. Jak twierdzi Dominiak, z punktu widzenia mniejszego akcjonariusza, takiego jak inwestor indywidualny, nie ma to większego znaczenia. Drobny akcjonariusz swój pakiet akcji i tak będzie mógł zawsze sprzedać.

Dzień po wypłacie dywidendy akcje KGHM spadają. Przez spekulantów

OPINIE

Waldemar Markiewicz

prezes Izby Domów Maklerskich

Im większy free float, tym lepiej, ponieważ powoduje to większe zainteresowanie inwestorów spółką na rynku wtórnym. A jeśli spółka cieszy się zainteresowaniem na rynku wtórnym, to później na rynku pierwotnym ma większe szanse pozyskania kapitału po niższym koszcie. Dlatego nie należy unikać zmienności, bo jest ona w pewnym zakresie bardzo pożyteczna dla płynności. Płynność z kolei jest jednym z podstawowych elementów oceny atrakcyjności danej spółki i zainteresowania inwestorów globalnych, o których przecież Polska walczy. Dziś co najmniej połowa obrotów na warszawskiej giełdzie wynika z aktywności inwestorów globalnych.

Mirosław Kachniewski

prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych

Stabilny akcjonariat wydaje korzystny z punktu widzenia spółki giełdowej. Ale są i minusy takiej sytuacji, ponieważ przy stabilnym akcjonariacie obroty spółki są na niskim poziomie, co prowadzi do braku płynności. Wtedy trudno powiedzieć, że cena akcji jest wynikiem wyceny rynkowej. W takiej sytuacji zmienność kursu akcji może być większa, a na kurs mogą silnie oddziaływać przypadkowe transakcje, ponieważ zlecenia o relatywnie mniejszej wartości mogą mieć bardzo silny wpływ na cenę akcji. Paradoksalnie więc zmienność w akcjonariacie może w długim okresie wpływać pozytywnie na stabilizację kursu akcji. Należy wziąć pod uwagę, że są spółki i branże, w których duża zmienność kursu wynika z tego, że ich wyceny zależą od innych czynników niż reszty rynku, np. od notowań cen surowców. I właśnie w tym upatrywałbym niestabilności kursu spółek surowcowych.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

REKLAMA

Polecane

reklama