26 czerwca odbędzie się walne zgromadzenie akcjonariuszy warszawskiej giełdy, które ma m.in. wyłonić nową radę nadzorczą oraz prezesa spółki na kolejną kadencję. O fotel szefa GPW ubiegać się będzie Paweł Tamborski, który jeszcze do niedawna był wiceministrem skarbu państwa odpowiedzialnym za instytucje rynku kapitałowego. Aby zostać szefem GPW, będzie musiał uzyskać pozwolenie komisji rozpatrującej wnioski o wyrażenie zgody na zatrudnianie osób, które pełniły funkcje publiczne, a także, nie mniej ważną, zgodę Komisji Nadzoru Finansowego. Na tę drugą czeka się zwykle kilka tygodni. Do czasu uzyskania aprobaty KNF Tamborski może być najwyżej pełniącym obowiązki prezesa giełdy. Problem polega na tym, że zgodnie ze statutem GPW pozostałych członków zarządu powołuje rada giełdy na wniosek prezesa.

– P.o. prezesa to oczywiście nie to samo co prezes. Z definicji jest to funkcja tymczasowa, dlatego p.o. prezesa takiego wniosku do rady giełdy złożyć nie może. To leży wyłącznie w gestii prezesa GPW – tłumaczy nam mec. Marcin Mamiński z warszawskiej kancelarii Mamiński & Wspólnicy.

Ponieważ zgodnie z prawem wraz z odbyciem WZA kończy się kadencja zarządu warszawskiej giełdy (wygasają nawet umowy o pracę jego członków), po 26 czerwca GPW może nie mieć zarządu, ten bowiem musi się składać z co najmniej trzech osób. – W tej sytuacji na giełdzie zapanowałby okres bezkrólewia – potwierdza mec. Mamiński.

Awaryjnym wyjściem z tej sytuacji może być ogłoszenie przerwy w WZA. Wtedy po 26 czerwca giełdą kierowałby wciąż zarząd kończącej się kadencji. Jeśli przerwa w WZA trwałaby odpowiednio długo, p.o. prezesa mógłby w tym czasie uzyskać wymaganą zgodę KNF i zawnioskować do rady giełdy o powołanie pozostałych członków zarządu na nową kadencję.

Jednak i to wyjście może być kłopotliwe. Kodeks spółek handlowych w art. 395 mówi wyraźnie, że zwyczajne walne zgromadzenie powinno się odbyć w terminie sześciu miesięcy po upływie każdego roku obrotowego. Ten termin w przypadku warszawskiej giełdy mija 30 czerwca. Wśród prawników nie ma zgody co do tego, czy ewentualne przerwanie WZA i dokończenie go w drugiej połowie roku, w praktyce w lipcu, spełniałoby wymóg ustawowy, czy nie. Jedni twierdzą, że intencją ustawodawcy było to, aby WZA rozpocząć w terminie sześciu miesięcy po zakończeniu roku obrotowego. Według innych WZA musi się nie tylko rozpocząć, lecz także zakończyć w tym czasie.

Gdyby WZA giełdy zostało zwołane na koniec maja lub nawet na początek czerwca, nawet trzytygodniowa przerwa w obradach pozwalałaby zakończyć je w I połowie roku. W obecnej sytuacji jest to jednak niemożliwe.

Zdaniem prof. Leszka Pawłowicza, członka rady giełdy, statutowe zapisy dotyczące trybu powoływania władz GPW są niefortunne.

– Jeszcze jako przewodniczący rady rozmawiałem na temat ewentualnej zmiany tych zapisów z ówczesnym ministrem skarbu Mikołajem Budzanowskim – mówi nam Pawłowicz.

MSP jest największym akcjonariuszem GPW (ma ponad 51,7 proc. głosów na jej WZA).

– Minister zgodził się ze mną, potem jednak odwołano go ze stanowiska – dodaje profesor.

Według naszych informacji pomysł dokonania zmian w statucie GPW pojawił się ponownie na początku tego roku, jednak i tym razem skończyło się na niczym.

Zbyt krótki rozbieg prezesa

Doroczne walne zgromadzenie akcjonariuszy Giełdy Papierów Wartościowych zostało zwołane za późno, a nie było żadnych racjonalnych powodów do takiego opóźnienia. Ze zbyt dużym opóźnieniem zgłoszono również kandydaturę Pawła Tamborskiego na nowego prezesa. Z tego właśnie powodu uzyskiwanie przez niego wymaganych zgód będzie się odbywać pod presją czasu. Znacznie wcześniej należało też wyjaśnić to, czy Skarb Państwa będzie miał swojego kandydata, zwłaszcza że członkowie rady giełdy głośno wyrażali swoje przekonanie, że prezesem na trudne czasy powinien być Adam Maciejewski. To dzięki niemu właśnie giełda wprowadziła płynnie i w terminie nowy system transakcyjny. Maciejewski został jednak wybrany na dokończenie kadencji i dlatego należało się dużo wcześniej zastanowić nad tym, jak miałyby wyglądać władze giełdy w kolejnej kadencji. Tamborski, ze swoim ogromnym doświadczeniem na rynku kapitałowym, może być dobrym kandydatem. Problem w tym, że zaniedbania powodują, iż ma za krótki rozbieg. Nie ze swojej winy zarówno Paweł Tamborski, jak i Adam Maciejewski ucierpią z powodu obecnej sytuacji. Żal mi ich, bo to dobrzy menedżerowie.