statystyki

Spokój klas: Dlaczego biedni zawsze pozostaną biednymi?

autor: Rafał Woś30.04.2014, 07:15; Aktualizacja: 30.04.2014, 09:25
Przemieszczanie się pomiędzy klasami społecznymi jest zjawiskiem dużo słabszym, niż się powszechnie sądzi.

Przemieszczanie się pomiędzy klasami społecznymi jest zjawiskiem dużo słabszym, niż się powszechnie sądzi.źródło: ShutterStock

Przepływ między warstwami społecznymi się zatrzymał. Wybicie się z nizin jest bardzo trudne. Kto się biednym rodzi, biednym umiera.

reklama


reklama


Pepys to w Anglii nazwisko rzadkie. Choć ważne. Głównie z powodu słynnego Samuela Pepysa (1633–1703). W swoich czasach wysoko postawionego angielskiego urzędnika państwowego, parlamentarzysty i pamiętnikarza. Autora „Dzienników” (przetłumaczonych również na polski) z czasów m.in. plagi dżumy oraz wielkiego pożaru w Londynie, które do dziś należą do absolutnego kanonu literatury angielskiej. Nam jednak tym razem bardziej niż o samego Samuela chodzi o jego... nazwisko. Jest ono tak nietypowe, że bardzo łatwo prześledzić jego historię. Po raz pierwszy pojawia się ono w 1496 r. Potem przez kilka stuleci liczebność żyjących jednocześnie Pepysów nie przekraczała 40. Dopiero w XX wieku spadła do 20. W warunkach pełnej mobilności społecznej (to znaczy, gdyby nie istniało coś takiego, jak dziedziczenie statusu społecznego) zgodnie z prawami statystyki w ciągu tych kilkuset lat powinniśmy mieć nie więcej niż dwóch czy trzech Pepysów wśród studentów najbardziej prestiżowych angielskich uczelni: Oxfordu i Cambridge. W rzeczywistości było ich jednak aż... 58. To nie koniec. Dziś w Anglii żyje ponoć 18 Pepysów. I aż czterech z nich to doktorzy nauk medycznych. Znów dużo więcej niż przeciętnie. A ośmiu Pepysów, którzy zmarli od 2000 r., pozostawiło po sobie majątek, który był średnio o pięć razy wyższy niż przeciętna dla całej Anglii.

Ta wyliczanka jest dziełem Gregory’ego Clarka, ekonomisty z Uniwersytetu Kalifornijskiego i autora opublikowanej niedawno książki „The Son Also Rises. Surnames and the History of Social Mobility”.

Książka jest próbą zgłębienia tajemnicy społecznej mobilności (zwanej też czasem przez socjologów „ruchliwością”). To znaczy próbą odpowiedzi na pytanie, na ile różne klasy społeczne się przenikają. Czyli mówiąc wprost, czy biedni mogą społecznie awansować, a bogaci zostać zdeklasowani. Oczywiście nie chodzi tu o przypadki jednostkowe. Takich wskazać można bardzo wiele w każdych czasach i pod każdą szerokością geograficzną. Lecz raczej o to, jak wyglądają powszechne i długofalowe trendy społecznej ruchliwości. Gregory Clark postanowił pokazać to, śledząc losy różnych nazwisk w ostatnich kilkuset latach. I jego zdaniem standardem jest właśnie historia takich rodzin, jak Pepysi. To znaczy, że niezależnie od kultury, gospodarki czy polityki status społeczny jest w większości przypadków po prostu dziedziczony.


Pozostało jeszcze 90% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

  • pie(2014-04-30 16:11) Odpowiedz 00

    Ten wstęp nie zachęcił mnie do wykupienia dostępu

  • też biedny(2014-04-30 15:58) Odpowiedz 00

    Jest takie powiedzenie - dlaczegoś biedny - boś głupi, dlaczegoś głupi - boś biedny, i tak już to jest amen.

  • Krzyś(2014-04-30 16:39) Odpowiedz 00

    W czasach mafiozów politycznych koniecznością stało się zweryfikowanie płac , które już dawno nie odzwierciedlają wartości pracy do wynagrodzenia . Towarzystwom wzajemnej adoracji MORDO TY MOJA upychają swoich protegowanych na posadach , w których sztucznie zawyżono pensje , zarezerwowane dla " swoich " . W ten sposób doprowadzono do masowego , usankcjonowanego prawem , rabunku zysków państwowych przedsiębiorstw , które są okradane przez protegowanych bandziorów politycznych . Te wszystkie rady , zarządy , specjaliści , celebryci to gangsterzy okradający państwo .Gdyby im płacić tyle , co przeciętnemu zjadaczowi chleba , za ich prace , ich wpływowi mecenasi spowodowaliby wzrost pensji dla każdego , a tak nie muszą o tym myśleć .

  • skromny biedak(2014-04-30 10:10) Odpowiedz 00

    dzięki reglamentacji dostępu do artykułu jestem skazany na niziny społeczne

  • ciekawa(2014-04-30 10:16) Odpowiedz 00

    Podobno biega i bogactwo jest w głowie.
    Tzn.,że jesteśmy biedni lub bogaci w zależności od tego co o sobie i o świecie myślimy. Jeśli myślimy, że nas nie stać na coś lub nie zasługujemy, to raczej nie będziemy przyciągać bogactwa

  • ciekawa(2014-04-30 10:40) Odpowiedz 00

    Pozwolę sobie zacytować ciekawy fragment:
    "Szpitalne służby sprzątające generują 10 razy więcej społecznej wartości, niż wynosi ich realna płaca. Z kolei przeciętny pracownik londyńskiego City zarabia siedem razy więcej, niż wnosi do społeczeństwa swoją pracą. A pracownik reklamy – o 11 razy za dużo."
    Też mam wrażenie, że zarobki nijak się mają do wartości tej pracy z punktu widzenia jej korzyści dla społeczeństwa. A nawet, powiedziałabym, że jest odwotnie proporcjonalna.

  • Kasia(2014-04-30 11:00) Odpowiedz 00

    Coś takiego, jak dyktatura proletariatu chyba już było...

  • aa(2014-05-01 10:00) Odpowiedz 00

    Ano teraz obowiązuje nowa "poprawność", no to... dajmy jej wyraz: Kapitaliści wszystkich krajów łączcie się! Niech żyje i zwycięża kapitalizm! Niech żyje i rozkwita nasza ukochana Ojczyzna - kapitalistyczna Polska! Pokonajmy wrogów postępu i kapitalizmu! Podziwiajmy i stawiajmy za przykład przodowników "pracy kapitalistycznej", tych, którzy "ciężką pracą" doszli do milionów! Niech nieudacznicy (czytaj: pracujący na etacie) siedzą cicho i służą pokornie swoim Panom pracodawcom, pracują za minimalną płacę, albo na czarno, żeby ich Panowie mieli za co stawiać sobie pałace, kupować limuzyny i odrzutowce!

  • nolf(2014-05-01 14:46) Odpowiedz 00

    To właśnie obrazuje głupotę ludzką.
    Przecież taki bogacz, tak na naprawdę dysponuje bogactwem tylko z woli ludzi. Złoto (czy pieniądze) ma jakąkolwiek wartość tylko dlatego, że reszta szarej masy tak pożąda tego kruszcu, przekonana o tym przez tych, którzy nim dysponują. Jeśli nie potrzebują złota, bo mi do niczego, nie ma dla mnie żadnej wartości. Gdyby ludzie nie nadali mu swoja wiarą wartości, to bym się ani po nie nie schylił.
    Albo ziemia.
    Właściciel jakiegoś wielkiego obszaru tylko dlatego może być bogaty, bo za mało płaci tym którzy jego pole obrabiają. Gdyby oni się na to nie zgodzili, to by nic nie zrobił, bo ilość pracy, którą może wykonać sam jest ograniczona.
    Dlatego bogacze płacą osiłkom (np. wojsku), aby resztę (przeważającą liczebnie) przymuszali do pracy. Najgłupsze w tym jest to, że ci których do tej pracy się przymusza, mimo miażdżącej przewagi, uważają, że powinni być posłuszni. Od czasu do czasu jednak ta chwiejna równowaga zostaje zakłócona i wtedy wybucha rewolucja.

    Jeśli kiedyś zostaną zlikwidowane instytucje generujące sztuczną wartość dóbr, to znajdziemy się w miejscu gdzie ekonomia będzie sprawiedliwa.

  • Tallis(2014-05-12 00:00) Odpowiedz 00

    Tak samo było w czasach upadku Rzymu w III - V w. klasy społeczne się nie tylko zabetonowały z powodu przepisów, które uniemożliwiały zmianę przynależności klasowej i zawodu, ale i zmniejszyła ich ilość do 2, 3. Wąskiej klasy bogaczy, dużej klasy biedoty, oraz zanikającej klasy średniej. Upadek gospodarki zwiastują coraz mniejsze przepływy osób miedzy klasami, oraz coraz mniejsza ilość klasy średniej, która biednieje w większości albo drobna jej część staje się czescią tych najbogatszych. Klasa kilku procent najbogatszych wysysa klase średnią i sprawia, że ta najszersza klasa przeciętnie zamożnych i najbardziej innowacyjnych i ruchliwych zmienia się w mniejszość najbiedniejszych zupełnie nie dających nic do wsplnego garnka gdyż nic nie mają - ale wówczas to już nie jest mniejszość. W Rzymie w IV - V w. było tak samo. Mysle jednak, że obecnie planem jest zniszczenie klasy średniej, ponieważ jej innowacyjność, ruchliwość i przedsiebiorczość nie są potrzebne bogatym. Stanowią rywalizację, a bogatym chodzi o to, aby masa biednych pracowała dla nich jako robotnicy i najemnicy i biurokraci i korporacyjne pionki. Mały i sredni biznes jest niezależnym innowacyjny, i nie potrzebuje wiele do rozwoju, duzy biznes potrzebuje dużo kasy na utrzymanie oraz doi dużo wsparcia publicznego, a gdy wsparcie publiczne ma jakies wymogi to duży biznes wystarczy że postraszy że pozwalnia ludzi i sobie przeniesie firme gdzie indziej. Mały i średni nie mogą tak zrobić. Ale są bardziej innowacyjni niż centralnie sterowana wydająca najwiecej na reklamę odczłowieczona korporacja. Ale wlasnie ona daje dość kasy wlascicielom aby zapewnic im wpływy polityczne. Po to są potrzebne koncerny i monopole, aby generowac zbyt duże masy pieniedzy, a ta masa pieniedzy jest po to aby kupić władze. :) Inaczej żaden pojedynczy człowiek nie potrzebowałby zarabiać miliarda dolców rocznie. ani nawet 100 milionów.

  • wiktoria(2014-05-24 08:50) Odpowiedz 00

    Komentatorzy;1,4 i 10.Przyłączę się do Was i dodam za nagrodzonym przedsiębiorcą 25-lecia; "...pieniądze są miernikiem sukcesu..", pod warunkiem, że dożyjesz do sukcesu...

  • ALA(2014-04-30 14:29) Odpowiedz 00

    do 5 ciekawa ,super to jest ujęte , w Polsce aktualnie jest tak , że ustawia się ludzi - POLAKÓW na stanowiskach w centralach firm , których często siedziby są za granicą , oczywiście suto opłacanych np. 20 000 tys. zł, aby mieszali w cenach za POMOCĄ KOMPUTERA (narzucali abstrakcyjne ceny, nijak powiązane z parytetem siły nabywczej złotego) ,a potem narzucili to handlowcom , bo w Polsce jest wolna , cenowa amerykanka , a za wszystko ma zapłacić zwykły konsument.
    Dlatego, tak się to w neokolonialnej Polsce toczy. Wszyscy są rozliczani z zysku przez firmy z siedzibami za granicą i w Polsce z wykorzystaniem oczywiście umiejętności lingwistycznych zdobytych w Polsce
    .Liczy się prezentacja przed pracodawcą.
    PŁACE SĄ WTEDY DLA TYCH LUDZI NIJAK POWIĄZANE Z ICH UMIEJĘTNOŚCIAMI , WIEDZĄ ,PRZECIĘTNĄ W POLSCE PŁACĄ ,LECZ NAGRODĄ ZA PREZENTACJĘ STOPY PROCENTOWEJ ZYSKÓW dla firmy.

  • monisia(2014-04-30 14:30) Odpowiedz 00

    Ale Amerykanie nie udaja,ze na studiach kogos ksztalca;,studia tam to wykupienie sobie miejsca pracy za kredyt panstwowy.to ile umiesz po tych studiach to twoja sprawa.W Polsce nigdy do tego nie dojdzie,gdyz uczelnie wyzsze nie znajda nigdy pracy za takie pieniadze jakie kaza sobie placic,I oczywiscie sami nigdy takiej pracy nie dostana.A to,ze skonczenie studiow magisterskich zagranicznych przerasta ich mozliwosci intelektualne,to juz absolutnie inna sprawa.Kompleksy jednak potrafia zadręczyć kazdego nauczycielucha w Polsce.

  • jaq(2014-04-30 14:39) Odpowiedz 00

    do monisia-skąd u ciebie taki realizm w ocenie polskich nauczycieluchów?

  • Michał(2014-04-30 09:13) Odpowiedz 00

    Najstarsza zasada finansowa świata - pieniądz robi pieniądz.
    Dziękuję za uwagę.

  • Biedny(2014-04-30 09:16) Odpowiedz 00

    Nie stać mnie na wykupienie dostępu do tego artykułu i jestem pewien, że tak pozostanie ...

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

reklama