Choć w swoim życiu mieszkał już m.in. w Nowym Jorku i Londynie, Cezary Stypułkowski wciąż uważa się za chłopaka z Mazur. Urodził się w 1956 r. w Mrągowie, a całe dzieciństwo spędził w miejscowości Mikołajki, gdzie jest zameldowany do dnia dzisiejszego. Następnie uczęszczał do III Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Olsztynie, które ukończył z bardzo dobrymi wynikami. Od najmłodszych lat wielką pasją Stypułkowskiego był sport – przede wszystkim siatkówka.

– Olsztyn słynął wówczas z dwóch rzeczy – tańca i siatkówki. Ja wybrałem to drugie i muszę przyznać, że było to jedno z doświadczeń, które ukształtowały mój charakter. Sport nauczył mnie tego, czym jest gra zespołowa. Przede wszystkim jednak nauczył mnie przegrywać. Umiejętność znoszenia porażek to cecha, bez której nie da się przejść przez życie – czy to zawodowe, czy prywatne – podkreślił gość Akademii Sukcesu.

Po ukończeniu nauki w liceum Stypułkowski stanął przed decyzją dotyczącą wyboru kierunku studiów. Początkowo chciał studiować ekonomikę rolnictwa na Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie (dzisiejszy Uniwersytet Warmińsko-Mazurski), ale zrezygnował z tego pomysłu. Duży wpływ na tę decyzję miał ojciec – dyrektor PGR-u – który stwierdził, że jego syn rolnikiem nie zostanie, bo „poważny mężczyzna nie może przecież zależeć od pogody”.

Ostatecznie Stypułkowski zdecydował się studiować prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, choć już wtedy bardziej od paragrafów i kodeksów pasjonował go świat finansów. Na swoje szczęście w Warszawie spotkał wybitnego prawnika prof. Ludwika Bara, który doskonale rozumiał ekonomiczne zacięcie młodego studenta. Pod jego kierunkiem Stypułkowski obronił pracę magisterską, a po ukończeniu studiów promotor zaprosił go do prac w jednym z zespołów Komisji ds. Reformy Gospodarczej, która funkcjonowała przy Urzędzie Rady Ministrów. Gość Akademii Sukcesu podkreślał, że zdobył wówczas ogromne doświadczenie, które zaprocentowało w jego dalszej karierze zawodowej.

Ten, kto nie czytał „Zbrodni i kary”, nigdy się nie dowie, czym jest kłamstwo

Bez miejsca na przypadek

W 1985 r. Stypułkowski stanął przed kolejną trudną decyzją, która miała zadecydować o jego przyszłości. Otrzymał ofertę pracy w Narodowym Banku Polskim. Ofertę, z której ostatecznie zrezygnował. Dlaczego?

– Odrzuciłem ją z dwóch powodów. Po pierwsze, marzył mi się wyjazd na zagraniczne stypendium, który kolidowałby z pracą w NBP. Po drugie, chciałem ukończyć studia doktoranckie. Dokonałem więc w pełni świadomego i – jak się później okazało – słusznego wyboru – podkreślił Stypułkowski.

Ostatecznie zrealizował obydwa cele, które przed sobą postawił. Pod koniec lat 80., korzystając ze stypendium Fulbrighta, Stypułkowski trafił na prestiżowy Columbia University of Bussiness w Nowym Jorku, gdzie pogłębiał swoją wiedzę ekonomiczną. W międzyczasie uzyskał również tytuł doktora nauk prawnych. Oczywiście pod kierunkiem prof. Ludwika Bara.

– Początkowo chciałem studiować na University of California w Berkeley, ale obliczyłem sobie, że nie starczy mi pieniędzy na bilet lotniczy z Nowego Jorku do San Francisco. Wybór padł więc na Columbia University. Była to zdecydowanie najlepsza decyzja, jaką podjąłem w swoim życiu – mówił gość Akademii Sukcesu.

Jako przybysz z kraju, który znajdował się wówczas na ustach całego świata, Stypułkowski spotykał się z ogromnym zainteresowaniem ze strony innych studentów oraz wykładowców. Studia w Nowym Jorku miały jeszcze jedną ogromną zaletę – Wall Street. W czasie pobytu w finansowym centrum świata Stypułkowski praktykował m.in. w Chemical Bank i nowojorskim oddziale Citibanku. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się jego dalsze losy, gdyby nie pewna zaskakująca propozycja.

W 1990 r. ówczesny minister finansów Leszek Balcerowicz upomniał się o Stypułkowskiego i zaproponował mu funkcję prezesa Banku Handlowego – najstarszego banku w Polsce.

– Profesor Balcerowicz poprosił każdego z kandydatów o napisanie dziesięciu stron na temat tego, jak zamierzają kierować tą instytucją. Oczywiście przygotowałem taki dokument. Muszę przyznać, że nawet dziś, gdy zaglądam do niego po latach, mogę z dumą powiedzieć, że wstydu nie ma – żartował Stypułkowski.

Bankiem Handlowym kierował przez 12 lat i w tym czasie uczynił go liderem bankowości korporacyjnej w Polsce, a także wprowadził na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Trochę gorzej Stypułkowski wspomina zaś swoją prezesurę w PZU, a przede wszystkim jej finał, który kosztował go sporo zdrowia oraz kilka spraw sądowych. Ostatecznie wygrał wszystkie z nich – w tym tę związaną ze słynną aferą billboardową. Dziś Stypułkowski podkreśla, że na drogę sądową nigdy nie występuje po to, aby uzyskać określone zadośćuczynienie, ale po to, aby realizować pewną misję. Misję związaną z odpowiedzialnością za słowo.

– Uważam, że ludzie – przede wszystkim dziennikarze – muszą nauczyć się brać odpowiedzialność za swoje słowa i formułowane osądy. W mediach nie powinno być miejsca dla zmanipulowanych i fałszywych ocen, które niszczą ludzi – zaznaczył gość Akademii Sukcesu.

Zmęczony politycznymi i medialnymi atakami Stypułkowski postanowił zdystansować się od polityczno-gospodarczej sytuacji w Polsce i wyjechał od Londynu, gdzie pełnił funkcję szefa bankowości inwestycyjnej banku J.P. Morgan w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Do Polski wrócił po czterech latach. W 2010 r. został prezesem BRE Banku. Funkcję tę pełni aż do dnia dzisiejszego. Jednym z jego ostatnich dokonań był całościowy rebranding, który doprowadził do spięcia BRE Banku, MultiBanku oraz mBanku pod wspólną marką mBank.

– Dziś z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem silnym. Zarówno dzięki dobrym, jak i złym doświadczeniom, które były moim udziałem – podkreślał.

Zbrodnia i kara

Podczas spotkania ze studentami gość Akademii Sukcesu zmierzył się również z serią pytań – niekiedy dość zaskakujących. Stypułkowski musiał się tłumaczyć m.in. z przerw technicznych mBanku, które – dziwnym trafem – odbywają się zawsze w trakcie trwania studenckich imprez. Oczywiście nie zabrakło bardziej branżowych pytań dotyczących przyszłości systemu bankowego w Polsce i na świecie, jak również najbliższych planów mBanku.

– Warto wspierać wszystkie inicjatywy związane z rozwojem polskiego rynku finansowego. Polska jeszcze przez wiele lat będzie atrakcyjnym miejscem dla inwestorów jako tzw. advanced emerging market. Jesteśmy krajem z dużymi aspiracjami. Przy tym wszystkim musimy jednak zachować pewną pokorę – zaznaczył Stypułkowski, odnosząc się do pomysłu przekształcenia GPW w centralny rynek Europy Środkowo-Wschodniej.

Gość Akademii Sukcesu został również zapytany o to, dlaczego – mimo możliwości i konkretnych propozycji – nigdy nie zdecydował się na karierę polityczną.

– Lubię uczestniczyć w zdarzeniach, które dają mi choćby niewielką możliwość kontroli. Z kolei nigdy nie chciałbym być zależny od okoliczności, na które nie mam wpływu – podkreślił Stypułkowski.

Zapytany o najważniejsze wartości i zasady, którymi kieruje się w życiu, Stypułkowski wskazał na prawdomówność.

– Nie potrafię, nie potrafiłem i nigdy nie nauczę się kłamać – podkreślił.

Jednocześnie zwrócił uwagę na „Zbrodnię i karę” Fiodora Dostojewskiego, która jego zdaniem powinna być obowiązkową lekturą dla każdego dorastającego człowieka.

– Ten, kto nie czytał „Zbrodni i kary”, nigdy nie dowie się, czym jest kłamstwo i przez co przechodzi osoba, która sprzeniewierzy się prawdzie – mówił Stypułkowski.

Gość Akademii Sukcesu został również zapytany o to, czy prawdomówność i uczciwość nie stoją w sprzeczności z zawodem bankowca, którego głównym celem jest przecież zarabianie pieniędzy. Czy w takim zawodzie rzeczywiście jest miejsce na skrupuły i zasady?

– Czasami zastanawiam się, czy coś jest ze mną nie tak? Czy czegoś mi brakuje? Dlaczego nie rzucam we współpracowników obelgami? Dlaczego łatwo nie zniechęcam się do innych ludzi? Dlaczego jestem powściągliwy, spokojny i nie szukam konfliktów? Jednak chyba taki już po prostu jestem i wcale nie chcę się zmienić. Co więcej, nie uważam tego wcale za swoją słabość. Ja po prostu lubię ludzi – stwierdził Stypułkowski.

Akademia Sukcesu

To wspólna inicjatywa redakcji DGP oraz Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie kolejnych spotkań z wybitnymi przedstawicielami świata mediów, polityki i biznesu studenci mogą poznać szerokie spektrum perspektyw związanych z ich zawodową przyszłością.