statystyki

Afera Banku Śląskiego: miliarderzy w kilka sekund

22.11.2013, 07:47; Aktualizacja: 22.11.2013, 10:34
Krach giełdowy

Trudno się dziwić, że giełdowy debiut wzbudził takie emocje. źródło: ShutterStock

Sprzedaż Banku Śląskiego to sztandarowy przykład tego, że prywatyzacje są prawdziwym polem minowym dla rządzących

reklama


reklama


Sprawa Śląskiego zaczęła się, gdy w styczniu 1994 r. podczas debiutu na warszawskiej giełdzie cena akcji (6,75 mln starych zł) przebiła o 13,5 razy cenę emisyjną (500 tys. zł). – To wielka wpadka tych, którzy przygotowywali prospekt i wycenę akcji – oceniał ówczesny minister prywatyzacji Wiesław Kaczmarek z SLD, krytykując kolegów nie tylko z własnego rządu, ale i z własnej partii.

Odpowiedzialność za wycenę spadała na Ministerstwo Finansów kierowane przez Marka Borowskiego z SLD i jego zastępcę Stefana Kawalca, który pozostał w rządzie w spadku po solidarnościowych ekipach.Krytyka pod adresem Borowskiego była w pewnym sensie nietrafiona, bo jedną z pierwszych decyzji, jakie podjął po objęciu stanowiska ministra, było unieważnienie ogłoszonego przez poprzednika przetargu dla dużych inwestorów na Bank Śląski – z powodu niesatysfakcjonujących ofert.

Jednak gorączka otaczająca sprzedaż Śląskiego była ogromna. Bank uważano za jedną z najlepszych firm w Polsce: miał świetne wyniki i najbardziej rozbudowaną sieć biur maklerskich. Na inwestora strategicznego wybrano holenderski ING, a Polacy brali pożyczki, zbierali pełnomocnictwa i stali w wielogodzinnych kolejkach, by stać się współwłaścicielami Śląskiego. Złożono wówczas najwięcej zapisów w historii giełdy – ponad 820 tys. – więc drobni inwestorzy dostali tylko po trzy akcje na głowę. Znacznie większe pakiety trafiły w ręce zarządu i pracowników samego banku, dla których przeznaczono do wykupu specjalną pulę aż 10 proc. akcji, częściowo po preferencyjnych cenach.

Trudno się dziwić, że giełdowy debiut wzbudził takie emocje. – To afera na miarę FOZZ! Ministerstwo oddało bank za bezcen, a straty idą w biliony złotych – grzmiał szef sejmowej komisji przekształceń własnościowych Bogdan Pęk z PSL, za którego sprawą powołano specjalną podkomisję do zbadania tej sprawy. Na dodatek szybko okazało się, że na pierwszych rekordowych sesjach akcje zbyć mogli niemal wyłącznie pracownicy Śląskiego. Niektórzy członkowie zarządu, który gremialnie pośpieszył z wyprzedażą walorów, z dnia na dzień stali się wówczas miliarderami. Prokuratura rozpoczęła dochodzenie, czy władze Banku zawarły porozumienie w celu sztucznego zawyżenia kursu akcji, a Komisja Papierów Wartościowych odebrała Śląskiemu licencję na prowadzenie biura maklerskiego. – Świadectw jest ponad 800 tys., a ich potwierdzaniem zajmowało się tylko pięć osób – wyjaśniał przewodniczący Komisji Lesław Paga, który twierdził, że w biurze panował bałagan, nie przestrzegano procedur i w tej sytuacji zarząd powinien był poprosić o opóźnienie debiutu. Oskarżenia te bardzo oburzyły hołubionych do tej pory kierowników banku. – Żaden z członków zarządu nie sprzedał dużego pakietu akcji na pierwszej sesji – oświadczył prezes Śląskiego, który faktycznie nie zbył swojego pakietu, ale – jak się okazało – tylko dlatego, że chciał za jedną akcję prawie 10 mln zł i nie znalazły one nabywcy. Wkrótce podał się do dymisji, a rada banku zdymisjonowała dwoje członków zarządu.

Najbardziej wrzało jednak nie na salonach finansowych, lecz politycznych. Premier Waldemar Pawlak z PSL nie mogąc uprosić Borowskiego, by zwolnił Kawalca, wykazał się zaskakującą stanowczością i sam go zdymisjonował. Na to drzwiami trzasnął Borowski, który utrzymywał, że bank sprywatyzowano prawidłowo. – Poseł Pęk jako zootechnik powinien pojąć, że gdy na straganach wyłożymy tylko kilka jabłek, to sprzedamy je nawet po milionie. Z pewnością na miano głupca zasłużyłby ten, kto domagałby się, by po tej cenie sprzedawać cały zbiór – atakował adwersarza z PSL. Ten obstawał, że bank można było sprzedać drożej, gdyby nie uparto się przy inwestorze strategicznym, a do udziału w podejmowaniu decyzji nie dopuszczono osób materialnie zainteresowanych minimalizacją ceny emisyjnej, czyli zarząd banku. Pęk zaprzeczał jednak krążącym po Sejmie plotkom, że widział analizowaną przez prokuraturę listę 2100 osób, które nabyły więcej niż trzy akcje, i że znajdują się na niej nazwiska wielu prominentów. Istnieniu tzw. listy Pęka zaprzeczał także NIK kierowany przez Lecha Kaczyńskiego, który skontrolował prywatyzację Śląskiego. NIK uznał natomiast, że operację przeprowadzono źle, a porażka ta ma wielu ojców: zarząd banku, Komisję Papierów Wartościowych, zarząd giełdy, ministrów finansów i urzędników z tego resortu. Wisienką na torcie było to, że doradzający w prywatyzacji francuski bank Paribas otrzymał premię za sukces – 1,7 mln dol.

W związku z tym sukcesem trzem osobom – w tym Kawalcowi – prokuratura postawiła zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków. Po kilku latach procesu sąd umorzył postępowanie. W procesach cywilnych odszkodowania zaczęli jednak wygrywać nabywcy akcji banku za niestaranność przy prywatyzacji. Na powrót do rekordowej ceny akcji z debiutu trzeba było bowiem poczekać 10 lat.

Do sprawy po latach wróciła też śledcza komisja bankowa, która po raz kolejny wypunktowała błędy przy prywatyzacji, ale wiele nowego do sprawy nie wniosła. Czyli wychodzi na to, że chceli dobrze, a wyszło tak jak zwykle.

Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach

Małgorzata Werner, we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery w III RP, pisze również doktorat na ten temat

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

  • Ryszard/1945 Olsztyn(2013-12-09 11:27) Odpowiedz 20

    Wróci przedwojenne powiedzenie Wasze ulice nasze kamienice.

  • Pamietam te czasy(2013-11-22 09:06) Odpowiedz 00

    Maklerem w owych czasach zostawało się po króciutkim kursie i stosunkowo łatwym egzaminie (wystarczy obejrzeć test z 1995r by pośmiać sie ówczesnego poziomu wymagań).

    Maklerem mógł być każdy po Podstawówce czy Zawodówce - nie było kryterium wykształcenia.

    Wiele Biur Maklerskich zatrudniało tych co maja uprawnienia maklerskie - a Ci co mają uprawnienia zostawali dyrektorami - w tym tymi od pisania Prospektów Emisyjnych i wycen Spółek.

    takie śmieszne to czasy były - osobnik po Zawodówce wyceniał Koncern!!!

  • Fin(2013-11-22 13:00) Odpowiedz 00

    Sądzicie że to był przypadek czy błąd???
    Tam było zbyt wielu sprytnych finansistów którzy na 100% na błąd by nie pozwolili, wszystko było przewidziane.

  • Styropian(2013-11-23 23:33) Odpowiedz 00

    @UBU: "miałby łagodniej"? Czyba gorzej, bo śledczy Berman to jednak familia, i dużej krzywdy nie dałby zrobić.

  • Styropian(2013-11-23 23:27) Odpowiedz 00

    Oj-tan, oj-tam! I co z tego że maklerzy po podstawówce, czy po liceum zawodowym! Grunt, że mieli dobrych doradców zagranicznych, którzy im mówili komu i za ile spr...ywatyzować. A wy zaraz ze to grabieżcza i niekompetentna działalność elyt. Więcej szacunku dla tych, co za was spali na gdańskim styropianie.

  • Ryszard/1945 Olsztyn(2013-12-09 11:24) Odpowiedz 00

    Nie martwicie się Polacy, to jest celowe działanie ludzi poststyropianowych, którzy działają na szkodę państwa polskiego od ponad 20 lat, jeszcze kilka latek i w naszym kraju przybędzie naród który żyje na nie swojej ziemi t/z naród niby wybrany z długimi zwisającymi kłaczkami i o to chodzi tu im będzie dobrze, teren już jest przygotowywany.

  • ubu(2013-11-22 20:45) Odpowiedz 00

    Sprawa prywatyzacji Banu Śląskiego i pozostałych 16 Oddziałów NBP musi wrócić na wokandę ponieważ ta prywatyzacja została dokonana wbrew prawu. Wszyscy malwersanci powinni być ukarani a majątek powinien wrócić do Skarbu Państwa. Borowski zamiast siedzieć w Senacie powinien siedzieć w pierdlu i tak miałby łagodniej bo nie ma tam już śledczego Bermana.

  • goj(2013-11-22 20:38) Odpowiedz 00

    koszerni potrafią

  • żart(2013-11-23 12:18) Odpowiedz 00

    Wzbogaciła się "nomenklatura partyjna" SLD.
    Pozdrowienia dla p.Kuczyńskiego, prekursora "przemian" w Polsce.
    "Ministerstwo Przekształceń Własnościowych".
    Proste jak "łuk".

  • Teraz Nas to nieco śmieszy...(2013-11-22 13:05) Odpowiedz 00

    Ale wyobrażam sobie ówczesny uśmiech Politowania na Zachodzie nad tymi pożal się Boże prospektami Emisyjnymi. Naszymi Ofertami Publicznymi i Nasza Dziecięca PRYWATYZACJĄ... (była taka scena w słynnym filmie)

    Ale powiedzmy Sobie SZCZERZE ...tacy byliśmy. Taka tez była nasza wiedza. Nas WSZYSTKICH !!!

    Bo jakoś NIKT ...
    Ani jedna osoba wówczas nie uważała tych działań za złe...

  • exa(2013-11-22 12:19) Odpowiedz 00

    Nie wku...cie ludzi, to co wiedział zwykły człowiek od niemal pierwszego dnia, tym skorumpowanym ekspertom na dojście do tego wniosku potrzebne było prawie 20 lat. To samo jest obecnie, afery i rozkradanie państwa trwa w najlepsze, tylko jakie poniosą konsekwencje, czy państwo odzyska choć część zagrabionego majątku?, może tym byście się zajeli

  • qwerty(2013-11-22 09:14) Odpowiedz 00

    Chodzi o to, że przez kilka pierwszych sesji tylko pracownicy mogli hadlować akcjami, pozostałym nie zweryfikowano zapisów zakupionych akcji na rachunkach.

  • Hm, hmm(2013-11-22 12:19) Odpowiedz 00

    Jest takie powiedzenie ni z gruszki, ni z pietruszki. No właśnie i tak właściwie ten tekścik czemu ma niby służyć? Retrospekcji? Czy też jest w tym jakiś głębszy wymiarowo sens, bo jakoś nie łapie. Czyżby plucie sobie w twarz jednych, że wtedy się nie załapali jest na tyle aktualne by epatować resztę?

  • qwerty(2013-11-22 12:15) Odpowiedz 00

    Miliarderzy - w starych złotówkach 10000:1... A wiec nie podniecajcie się niezdrowo tytułami

  • rere(2013-11-22 12:18) Odpowiedz 00

    Ojcem Mateusza Szczurka jest Stan Szczurek - dyrektor oddziału ING w Warszawie, obecnie związany z Citibankeim... Nie ma dymu bez ognia...

  • str(2013-11-22 12:17) Odpowiedz 00

    Dzięki "hakologii stosowanej" VIPy są dyspozycyjne...
    Kto ma "haki" ten ma władzę.

  • noster(2013-11-22 11:44) Odpowiedz 00

    I właśnie za ten okres mam największy szacun dla kiepeły Marka Borowskiego.Sam zebrałem od kolegów z pracy kilka dowodow osobistych i byłem wlascicielem 45 akcji BŚ !! Co z tego jak nie mogłem ich długo sprzedać a nawet zarejestrować!Sprzedałem je dopiero po małym odbiciu po kilku latach od najmniejszego dołka(ok 90 zl) Licząc olbrzymia inflacje byla to olbrzymia strata!!Marek Borowski dobrze wycenił akcje BŚ (ok 50 zl) Po wywaleniu go uzasadniał że bezsensowne pierwsze notowania akcji BŚ,że akce te osiagną tą wartość,przy systematycznych zyskach dopiero gdzies za 14 lat !! I tak było !!!

  • Takie były czasy.....(2013-11-22 11:12) Odpowiedz 00

    20 lat temu popełniano błędy obecnie jest czyste wyrachowanie.

    Ale w tamtych czasach Dyrektorami Biur Maklerskich były 20letnie dzieciaki którym zdawało się że zjadły wszystkie rozumy zaś ilość Firm do sprywatyzowania którym pisało się Prospekty Emisyjne było nie do przerobienia.

    Poczytaj sobie te stare prospekty emisyne sprzed 20lat w części Wycena i metody wyceny... w obecnych czasach budzi to uśmiech politowania.

    20 lat temu każdy to czytał z wypiekami na twarzy

  • ss(2013-11-22 09:55) Odpowiedz 00

    Nieważne, że po zawodówce, można mieć stopień naukowy dr hab. a być skończonym idiotą. Popatrz na nasz rząd, tyle profesorów, wykształciuchów i co? Gołym okiem widać jak jest w kraju, dno.

  • slaski(2013-11-22 08:48) Odpowiedz 00

    wyjaśniło się skąd mamy nowego ministra finansów

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

reklama