Ubezpieczeniowy gigant postanowił, że w połowie listopada wypłaci 1,72 miliarda złotych, czyli 20 złotych na akcję. To zaliczka na dywidendę za zysk, który firma osiągnie w 2013 roku. Dla rządu oznacza to, że do budżetu trafi około 600 milionów złotych, ponieważ jego udział w spółce to obecnie 35 procent.

Czym właściwie jest dywidenda zaliczkowa? Spółki, jeśli wypłacają dywidendę, to z zysku za poprzedni rok. Tyczy się to też firm Skarbu Państwa. Deficyt kraju rośnie w zastraszającym tempie, więc rząd nie może sobie pozwolić, żeby czekać tak długo. Potrzebuje tych pieniędzy już teraz i wypłaca sobie pewną część sumy, czyli właśnie dywidendę zaliczkową. Przyszłoroczna wypłata będzie jednak pomniejszona o wartość wypłaconej zaliczki. Resort przyznał, że brakująca kwota może trafić do budżetu właśnie w ten sposób.

Źródło: Ministerstwo Skarbu Państwa

Źródło: Ministerstwo Skarbu Państwa

źródło: Materiały Prasowe

Eksperci pytani przez Money.pl sugerują, że w najbliższym czasie inwestorzy będą mieli powtórkę z rozrywki. Kwota 600 milionów złotych od PZU to wciąż za mało jak na apetyt Jacka Rostowskiego. Nowela zakłada bowiem, że wpływy z dywidend na ten rok wyniosą 6,925 miliarda złotych, czyli niemal o 1,1 miliarda złotych więcej od wcześniejszych założeń. Innymi słowy, po wpłacie od PZU, wciąż brakuje pół miliarda złotych.

Skąd rząd weźmie brakujące miliony? Nie udało się utrzymać komentarza od resortu, jednak zdaniem analityków Wood&Company, "faworytów obecnie jest dwóch. Uważamy, że jeśli Skarb Państwa będzie mocno potrzebować pieniędzy w czwartym kwartale, to PZU, PKO BP i PGNiG mogą wypłacić zaliczkowe dywidendy" - czytamy w najnowszym raporcie instytucji.

Wymogi dotyczące wypłaty zaliczki na poczet dywidendy w PKO BP są spełnione. Po pierwsze, bank ma środki wystarczające na jej wypłatę. Po drugie, sprawozdanie finansowe za poprzedni rok wykazało zysk na poziomie 3,748 miliarda złotych. Potrzebna jest tylko zgoda rady nadzorczej, ale patrząc na ponad 30-procentowy udział Skarbu Państwa w akcjonariacie, nie powinno być z tym problemu.

Jak duża może być wypłata z PKO BP? Zgodnie z prawem, firma może wypłacić najwyżej połowę zysku osiągniętego od końca poprzedniego roku obrotowego. Ważna byłaby tu pierwsza połowa roku. Wyników za ten okres można spodziewać się dopiero jutro, ale analitycy przepytani przez PAP szacują, że bank wypracuje ponad 1,5 miliarda złotych. Jeśli ten scenariusz się sprawdzi, maksymalnie na poczet dywidendy mogłaby więc trafić połowa tej kwoty, czyli 750 milionów złotych.

- "Teoretycznie dywidenda mogłaby pokryć całość brakującej kwoty. Jeśli wypłacać zaliczkę, to możliwie jak największą. Skarb Państwa raczej nie będzie zainteresowany mniejszymi pieniędzmi" - uważa Marcin Materna, dyrektor działu analiz Domu Maklerskiego Banku Millennium.

Eksperci sugerują jednak, że bank raczej nie powinien wypłacać dywidendy tej wielkości. W ostatnich latach skala podziału zysku była całkiem spora, przez co możliwości są obecnie niewielkie. Oprócz tego, bank jest w trakcie przejęcia Nordei, więc pozbywanie się gotówki byłoby w tej sytuacji nierozsądne.

- "Współczynnik wypłacalności PKO jest bliski 12 procent. Tymczasem Komisja Nadzoru Finansowego odradza wypłatę dywidendy, jeśli wskaźnik osiąga niższe wartości. Wydaje się więc, że poziom kapitału w banku jest na optymalnym poziomie" - komentuje Michał Sobolewski, analityk IDM SA. I dodaje, że o ile jakakolwiek zaliczka by w ogóle była, to będzie ona niewielka. Na razie, PKO BP odmawia komentarza w tej sprawie.

W świetle sytuacji PKO BP, na pierwszy rzut oka bardziej prawdopodobna wydaje się więc wypłata od PGNiG. Przede wszystkim, gazowy gigant nie ma nad sobą bata w postaci KNF-u. Tymczasem zysk za ubiegły rok wyniósł ponad 2,2 miliarda złotych, a w pierwszym półroczu tego roku grupa zarobiła 1,428 miliarda złotych, czyli na zaliczkę mogłoby teoretycznie trafić ponad 700 milionów złotych.

- "Jeśli miałbym typować, która spółka wypłaci zaliczkę, to w pierwszej kolejności będzie to raczej PGNiG, a PKO dopiero na drugim miejscu. Sytuacja banku w ostatnim kwartale nie poprawiła się w takim stopniu, co gazowej spółki. Ta dostała prezent w postaci niższych cen gazu z Rosji i wpłynęło to pozytywnie na wycenę spółki" - uważa Paweł Cymcyk z ING TFI.

Ekonomista dodaje, że drenowanie banku byłoby też niezgodne z wcześniejszymi założeniami. PKO miał być bankiem aktywnym, szukającym nowych okazji biznesowych, a nie dojną krową na potrzeby rządu. Uszczuplanie jego kapitałów, zwłaszcza w świetle wciąż sporych kłopotów instytucji finansowych, byłoby źle odebrane przez cały rynek.

Analitycy nie są w tej kwestii jednak jednomyślni. Z ich wypowiedzi wynika, że drenaż odbije się równie niekorzystnie na PGNiG, co na PKO BP. - "Przecież oni obecnie finansują ogromne inwestycje. Chodzi tu przede wszystkim o poszukiwanie gazu łupkowego, które pochłania wielkie koszty. Grupa już raz musiała zmniejszyć zaplanowane wcześniej nakłady na inwestycje" - twierdzi Tomasz Kasowicz, analityk DM BZ WBK. Niedawno spółka podała, że zatrzymuje między innymi realizowany razem z Tauronem projekt budowy elektrowni gazowej w Łagiszy.

Osobną kwestią jest też zadłużenie. Suma zobowiązań gazowego giganta na koniec półrocza wyniosła niemal 19 miliardów przy kapitale własnym na poziomie 28 miliardów złotych. To dużo. - "Wypłata zaliczki jest możliwa, aczkolwiek Skarb Państwa ma w portfelu spółki, które są mniej zadłużone niż PGNiG" - komentuje Tomasz Krukowski z Deutsche Banku. Pozbywanie się środków w tej sytuacji nie byłoby korzystne.

- "Obraz PGNiG co prawda uległ znaczącej poprawie, jednak wciąż plany inwestycji są bardzo duże. Dlatego uważam, że rząd nie zdecyduje się na wypłatę zaliczki akurat z tej spółki. Wybierze inną" - kończy Kasowicz. Sama spółka nie skomentowała tych planów.

Maciej Rynkiewicz, Money.pl