Piotr Bartkiewicz, analityk BRE Banku, nie ma wątpliwości: zapowiedziane przez rząd zredukowanie wydatków o ok. 0,5 proc. PKB musi mieć negatywny wpływ na gospodarkę. Skala tego wpływu zależy jednak od tego, jakie wydatki zostaną obcięte w pierwszej kolejności.

– Największy problem byłby wtedy, gdyby pod nóż poszły przede wszystkim wydatki inwestycyjne – mówi Piotr Bartkiewicz.

– Rząd z pewnością nie powinien ruszać wydatków, które mają wpływ na wzrost w długim terminie, czyli np. inwestycji w badania i rozwój. Ale część nakładów inwestycyjnych będzie musiał zmniejszyć, bo inaczej nie zrealizuje swoich zapowiedzi co do skali cięć – uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Sam nazywa nowelizację „fiskalnym zacieśnieniem”. Zapowiedziane oszczędności jego zdaniem wyhamują dynamikę wzrostu PKB w drugiej połowie roku o 0,1–0,2 pkt proc.

– Efekt skumuluje się w drugim półroczu i to jest poważny argument za tym, żeby nie spieszyć się z rewizjami prognoz wzrostu na kolejne kwartały – mówi ekonomista. Credit Agricole ma jedną z najbardziej pesymistycznych prognoz na rynku. Zdaniem ekspertów banku w III kw. PKB wzrośnie o 0,9 proc. (średnia z oczekiwań ekonomistów, z którymi rozmawialiśmy, to 1,3 proc.), w IV zaś o 1,2 proc. (wobec średniej na poziomie 1,8 proc.).

Obaj zwolennicy tezy o negatywnym wpływie nowelizacji są jednak zgodni, że budżetowe cięcia nie powinny zawrócić polskiej gospodarki ze wzrostowej ścieżki. Dlaczego? Bo ożywienie powodują czynniki niezależne od rządu, jak stopniowe zwiększanie się konsumpcji prywatnej, która przekłada się na lepszy popyt krajowy.

– Finansowana jest ona z wcześniej zgromadzonych oszczędności i realnie wyższych dochodów. Nawet jeśli rząd zmniejszy zamówienia dla wojska czy zrezygnuje z kilku inwestycji, to konsumpcja będzie rosła – mówi Bartkiewicz. Z kolei Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ, zwraca uwagę, że do niektórych cięć już faktycznie doszło.

– Duża część z tych 8 mld zł została już „zaoszczędzona” w pierwszym półroczu. Wiele projektów inwestycyjnych po prostu nie ruszyło, bo nie zorganizowano przetargów. W związku z tym nie powinno to istotnie zmienić scenariusza wzrostu gospodarczego na dalszą część roku – ocenia. Analityk należy do tej grupy ekspertów, która uważa nowelizację budżetu za neutralną dla gospodarki. Jego zdaniem publiczna konsumpcja może nawet przyspieszyć w drugim półroczu i wyjść na plus (w pierwszym spadła o 0,5 proc., w drugim prawdopodobnie też była na niewielkim minusie).

Zdaniem niektórych ekonomistów starania o to, aby nowelizacja była neutralna dla budżetu, widać także w księgowych ruchach Ministerstwa Finansów. Przykład? Świadome ograniczanie wypłaty dotacji do FUS, która jest wydatkiem, i zastąpienie jej pożyczką, która do wydatków nie jest zaliczana. To na papierze poprawiło sytuację budżetu, tymczasem 12 mld zł i tak trafiło do gospodarki.

Analitycy BZ WBK dodają, że ze względu na kalendarz budżetowy w drugiej połowie roku wydatki budżetów często są mniejsze, niż wynika z planu.

– Nowelizacja, jeśli wpłynie na gospodarkę, to raczej pozytywnie, choć nastąpi to zapewne dopiero w 2014 r. – mówi Agnieszka Decewicz z BZ WBK.

Optymistą jest też Rafał Sadoch, analityk Invest-Banku. Jego zdaniem ryzyko spowolnienia dynamiki PKB w wyniku zmian w budżecie nie jest duże. Zwłaszcza biorąc pod uwagę sygnały ożywienia w przemyśle – indeks PMI pokazujący nastroje menedżerów wyraźnie wzrósł w lipcu i przełamał barierę 50 pkt, zaskakując większość ekonomistów. Taki odczyt oznacza, że – po raz pierwszy od wielu miesięcy – przemysł zaczął się rozwijać. Ekonomista uważa, że jeśli nawet zmniejszenie wydatków uderzy w jakiś sposób w spożycie publiczne, to w całości konsumpcji stanowi ono mniejszość, ok. 20 proc. Dużo więcej waży konsumpcja prywatna, która też zaczyna przyspieszać.

– To, co dzieje się z budżetem, nazwałbym raczej jego dostosowaniem do stanu gospodarki. Nowelizacja nie będzie żadnym stymulatorem, ani pozytywnym, ani negatywnym – mówi ekspert.

Zmiany nie będą stymulatorem ani pozytywnym, ani negatywnym