W dyskusji o uboju rytualnym wielki lament podnieśli i ci, którzy są za, i ci, którzy są przeciw. Argumenty wielu mijają się z prawdą. A patrząc na ekonomiczne skutki nowych regulacji, można odnieść wrażenie, że to burza w szklance wody.

„Z danych Związku Polskie Mięso wynika, że ubojem rytualnym w Polsce zajmuje się ok. 40 firm drobiarskich i ok. 40 w branży tzw. mięsa czerwonego (wołowina, wieprzowina), które zatrudniają łącznie ok. 4 tys. osób. Rocznie na eksporcie 200 tys. ton mięsa z uboju rytualnego firmy zarabiały blisko 1,5 mld zł, co stanowiło 10 proc. wartości całego eksportu drobiu oraz 30 proc. wartości całego eksportu wołowiny. Mięso sprzedawane było głównie do krajów arabskich, a także do Francji i Wielkiej Brytanii”. Taką informację podała stacja TVN. Z kolei PAP cytowała ministra rolnictwa Stanisława Kalembę, który twierdził, że po wprowadzeniu zakazu uboju rytualnego pracę straci nawet 5 tys. osób.

Nie są to jednak zbyt precyzyjne informacje. Ale o dość miałkim poziomie, na którym toczy się ta gorąca w ostatnich tygodniach dyskusja, najlepiej świadczy to, że TVN uznała, iż ubój rytualny mięsa czerwonego dotyczy także wieprzowiny. Muzułmanie ani żydzi mięsa świń nie jadają.

Rytualne mity

Witold Choiński, szef Związku Polskie Mięso, twierdzi, że w Polsce ubój rytualny prowadzi ok. 80 ubojni, z czego połowa zajmuje się drobiem. Skąd ma informację? Z Krajowej Rady Drobiarskiej. Sprawdziłem. – Takich firm jest 15–17 – mówi nam szef KRD Rajmund Paczkowski. A skąd wzięło się 40 firm zajmujących się ubojem rytualnym wołów? – To szacunki własne. A całkowita liczba 80 pochodzi z listy, którą w 2011 r. przygotował główny inspektor weterynarii – wyjaśnia Choiński. Poprosiłem go, by mi przysłał dokument. Mimo obietnicy, że to zrobi, do redakcji kopia nie dotarła. Tymczasem zastępca GIW Jarosław Naze mówi jasno. – W ostatnich latach ubój rytualny, czyli bez ogłuszania, wykonywało 22 podmiotów. Wiemy to stąd, że każda taka rzeźnia musiała to zgłaszać powiatowemu lekarzowi weterynarii.

„Rocznie na eksporcie 200 tys. ton mięsa z uboju rytualnego firmy te zarabiały blisko 1,5 mld zł, co stanowiło 10 proc. wartości całego eksportu drobiu oraz 30 proc. wartości całego eksportu wołowiny”. Te szacunki to kolejna nieprawda. – W branży firmy ledwo przędą, zazwyczaj rentowność oscyluje wokół 2 proc., najlepsi mają ok. 6–8 proc. Dlatego ubój rytualny to łakomy kąsek, bo w tym wypadku rentowność często przekracza 10 proc. – wyjaśnia Rajmund Paczkowski z Krajowej Rady Drobiarskiej. Czyli tak naprawdę mówimy o ok. 100 mln zł utraconych zysków. Oczywiście przy założeniu, że w to miejsce ubojnie nie zdobędą innych kontraktów.

Kolejny problem dotyczy tego, jak dużą część eksportu stanowi mięso zwierząt ubitych na cele rytualne. Główny Urząd Statystyczny takich danych nie prowadzi, a informacje przekazywane przez Związek Polskie Mięso nie budzą zaufania. Dodatkowo sprawę komplikuje to, że część uboju rytualnego jest jednak poprzedzana ogłuszaniem zwierząt (o tym, że są ubijane na potrzeby wyznawców konkretnej religii, świadczy to, iż w tym czasie odprawiane są odpowiednie rytuały). Jak duża część takiego uboju odbywa się po ogłuszeniu, nie wiadomo. Twardych danych nie ma. Paczkowski szacuje, że jest to 10–20 proc.

Nieprawdziwa jest także informacja, że eksport odbywał się głównie do krajów arabskich. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że jeśli chodzi o eksport mięsa wołowego świeżego lub schłodzonego, na pierwszym miejscu jest Turcja. Później są Włochy, Niemcy, Holandia, Hiszpania, Francja i Włochy. Na liście GUS nie ma żadnego kraju arabskiego.

Kolejny mit dotyczy liczby miejsc pracy, które mogą zostać zlikwidowane. Minister rolnictwa Stanisław Kalemba (PSL) mówi o 4–5 tys. Ale jak podaje GIW, w ok. 30 ubojniach z możliwością uboju rytualnego pracuje nieco ponad 4 tys. osób. Ale to, że regulacje się zmieniły, nie znaczy, że faktycznie stracą one pracę. Żadna z polskich ubojni nie prowadziła uboju wyłącznie rytualnego. Na pewno dla tych 20–30 ubojni jest to duża strata i zwolnienia są nieuniknione. – Ale 5 tys. osób to liczba przesadzona. Moim zdaniem będzie to ok. 3 tys. straconych miejsc pracy – mówi nam Janusz Rodziewicz, prezes zarządu głównego Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.

Rytualne fakty

Przypomnijmy, dlaczego de facto od początku roku ubój zwierząt bez ogłuszania stał się w Polsce nielegalny. Prokurator generalny Andrzej Seremet wystąpił z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, bo jego zdaniem rozporządzenie ministra rolnictwa w sprawie kwalifikacji osób uprawnionych do zawodowego uboju oraz warunków oraz metod uboju i uśmiercania zwierząt z 2004 r. naruszało podstawową zasadę humanitarnego traktowania zwierząt. Rozprawa przed TK odbyła się w listopadzie ubiegłego roku. Sędziowie orzekli, że Seremet ma rację. Sporny paragraf rozporządzenia utracił ważność z końcem roku.

Do lipca tego roku ubojnie wstrzymały się z ubojem rytualnym, czekając na to, że przygotowywana przez rząd nowa ustawa kwestię ureguluje w sposób zgodny z konstytucją oraz prawem europejskim (dopuszcza ono ubój rytualny). Posłowie jednak projekt odrzucili i dziś w Polsce ubój rytualny bez ogłuszania jest nielegalny. Taka decyzja polskiego Sejmu wywołała oburzenie Izraela. Oburzeni są także przedsiębiorcy, którzy zapowiadają pozew zbiorowy o odszkodowanie z tytułu strat ponoszonych w związku z nową interpretacją przepisów. Jeśli wygrają, to za tą decyzję zapłacimy wszyscy, ponieważ pozwane ma być państwo polskie.

A jak wygląda przełożenie paragrafów na biznes? Waldemar Podniesiński prowadzi ubojnię Mokobody. Pracuje w niej ok. 60 osób – zakład wyspecjalizował się w uboju rytualnym, który przynosi mu zdecydowaną większość zysków. – Produkcja spadła nam z 900 na 200 sztuk tygodniowo – opowiada przedsiębiorca. – W pierwszym półroczu 2011 r. ubiliśmy ponad 13 tys. sztuk, w tym roku mniej niż 4 tys. Pierwszych kilka osób już przestało u mnie pracować – dodaje.

Problem w branży mięsnej polega na tym, że o wykwalifikowaną załogę nie jest łatwo. Ktoś, kto przychodzi po szkole masarskiej, ma jeszcze przed sobą kilka lat żmudnej praktyki, zanim zacznie być dobrym rzeźnikiem. A błędy kosztują: jeśli źle rozbierze tuszę, mięsa nie sprzeda się za 14 zł za kg, tylko za 7 zł. Dlatego firmy z tej branży ociągają się ze zwolnieniami. – Zaczynamy od nowa. Będzie wniosek poselski, by ubój rytualny przywrócić. Proszę pamiętać, że linia do produkcji koszernej to wydatek 3 mln zł. To są chłodnie, zbiorniki, cała infrastruktura. A nagle komuś coś się zmieniło i zostaliśmy na lodzie – stwierdza Podniesiński.

Z nieco innej perspektywy patrzy na zagadnienie Rajmund Paczkowski z Krajowej Rady Drobiarskiej. – Szkoda, że tak się stało, bo w ostatnim czasie naprawdę mocno promowaliśmy mięso z uboju rytualnego. Pod koniec 2012 r. na targach w Paryżu, a w marcu 2013 r. w Londynie prezentowaliśmy naszą ofertę. Takie działanie przynosiło dobre efekty, bo wzrost sprzedaży wyniósł w 2012 r. 20 proc. – stwierdza. – Co poszkodowane zakłady mogą teraz zrobić? Szukanie nowych rynków zbytu nie jest łatwą rzeczą. A jeśli chodzi o drób, rynek unijny jest po prosty zapchany, a na wojny cenowe nikt nie może sobie pozwolić choćby z racji tego, że pasze są teraz bardzo drogie – wyjaśnia.

Epilog

Teraz nasuwa się jedno pytanie: jak to się stało, że skłóceni przecież politycy akurat w tej sprawie tak zgodnie zagłosowali przeciwko rządowemu projektowi? Za odrzuceniem propozycji było 38 posłów PO, 128 z PiS, 33 z Ruchu Palikota, 18 z SLD i 2 z Solidarnej Polski, a także 3 posłów niezrzeszonych. Zgodnie wyłamali się politycy PSL, ale akurat w tym wypadku trudno się dziwić – poparcie takiego rozwiązania byłoby ciosem w elektorat. A na to ludowcy pozwolić sobie nie mogą.

Nagle wszyscy zapałali miłością do zwierząt? Takie wytłumaczenie jest możliwe, choć naiwne oraz oderwane od pozbawionej skrupułów rzeczywistości przy Wiejskiej. Wiadomo, że na wniosek szefa resortu rolnictwa Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zajęła się rozpoznaniem działań przeciwko uchwaleniu ustawy o uboju rytualnym w ramach konkurencji pomiędzy poszczególnymi państwami. Na antenie radiowej Trójki polityk z PSL nawiązał do podobnych działań, jakie kilka lat temu toczyły się wokół wprowadzenia zakazu hodowli stłuszczonych wątrób gęsi i kaczek. W momencie gdy u nas tego rodzaju hodowli zakazywano, w innych państwach UE korzystano ze wsparcia publicznego.

Nieoficjalnie niektórzy nasi rozmówcy przyznają, że przed głosowaniem za zakazem uboju rytualnego lobbing, szczególnie firm francuskich, był nad Wisłą wyjątkowo silny. 5 lipca w siedzibie ABW na prośbę ministra Stanisława Kalemby odbyło się spotkanie z szefem ABW płk. Dariuszem Łuczakiem. Tematem rozmowy były możliwości wpływów lobbingowych na projekt ustawy dotyczącej zakazu uboju rytualnego. Co ustaliła agencja? – Wykonane czynności służbowe nie potwierdziły tezy o nielegalnym lobbingu w kontekście prac nad rządowym projektem ustawy o ochronie zwierząt ponownie dopuszczającym ubój rytualny w Polsce – dowiedzieliśmy się w biurze prasowym ABW.

Ale to, że nie było lobbingu nielegalnego, nie przeszkadzało temu, by uprawiać go zupełnie legalnie. W końcu gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi przecież o pieniądze. W tym wypadku o euro, które wpadną do kieszeni np. francuskich rzeźników, a nie do portfeli krajowych przedsiębiorców.

O dość miałkim poziomie, na którym toczy się gorąca w ostatnich tygodniach dyskusja, najlepiej świadczy to, że TVN uznała, iż ubój rytualny mięsa czerwonego dotyczy także wieprzowiny