Najbardziej prawdopodobnym wariantem postulowanych przez rząd zmian w systemie emerytalnym jest ten zakładający dobrowolność – uważają analitycy. Członkami OFE pozostawaliby w nim tylko ci ubezpieczeni, którzy zadeklarowaliby, że nie chcą przejść do ZUS. Dziś około dwóch trzecich Polaków deklaruje, że bardziej niż OFE ufa ZUS. Przedstawiciele powszechnych towarzystw emerytalnych (zarządzające OFE) liczą, że zostanie z nimi 40–50 proc. członków, ale rządowe, choć nieoficjalne, szacunki mówią tylko o 20–30 proc.

Członkowie i aktywa OFE

Członkowie i aktywa OFE

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Majątek topnieje

Jeśli takie warianty zmian weszłyby w życie, wynoszący teraz 272 mld zł majątek, którym zarządzają PTE, istotnie by stopniał. Ubytek byłby porównywalny z odsetkiem ubezpieczonych odchodzących z funduszy. Gdyby więc ziścił się optymistyczny scenariusz, giganci tacy jak ING czy Aviva dysponowaliby majątkiem rzędu 30 mld zł, a najmniejszym – Pekao i Warcie – pozostałoby po mniej więcej 2 mld zł. W wariancie zakładającym masowy odpływ klientów OFE majątek tuzów skurczyłby się do 12–13 mld zł, a maluchów – spadłby poniżej 1 mld zł.

– W tym biznesie liczy się skala. Na dłuższą metę przy niskim poziomie opłat i braku nowych środków nie warto utrzymywać podmiotów, których aktywa byłyby niższe niż 10–15 mld zł – uważa Jarosław Lis zarządzający funduszami BPH TFI.

Panika wyprzedaży

Skutkiem byłaby zatem fala konsolidacji. – Właściciele niektórych OFE wobec zapowiedzi rządu mogą uznać, że trzeba się szybko pozbyć funduszu, póki jest jeszcze co sprzedawać – mówi Maciej Rapkiewicz, analityk z Instytutu Sobieskiego. W 1999 r. na rynku funkcjonowało 21 funduszy i zarządzających nimi PTE, teraz jest ich 14, a wkrótce, po przejęciu Polsatu przez PKO BP Bankowy, będzie o jeden mniej.

Ile funduszy ostatecznie pozostanie? – W skrajnym przypadku na rynku mogą zostać dwa, trzy OFE – ocenia Jarosław Lis.

Zdaniem Adama Rucińskiego, doradcy inwestycyjnego i prezesa firmy BTFG Audit, nie powinno się jednak dopuścić, by funduszy emerytalnych było mniej niż siedem czy osiem. – Zbyt daleko idąca konsolidacja nie będzie dobra, ponieważ zawsze, gdy w jakiejś branży działa zbyt mało podmiotów, może to powodować wypaczenie reguł rynkowych – wyjaśnia ekspert.

Cięcie kosztów

W jego opinii nawet gdyby po kolejnych przejęciach nie dochodziło do nierynkowych praktyk, i tak może to być dla polityków pretekst do dalszego rozmontowywania systemu emerytalnego. – Można sobie przecież wyobrazić, że zarządzaniem portfelami emerytalnymi mogłyby się zajmować nie PTE, ale towarzystwa funduszy inwestycyjnych – dodaje Ruciński.

Ekonomista Marek Zuber, który przed laty zasiadał w nadzorze Ergo Hestia PTE (obecnie Aegon PTE), uważa jednak, że PTE poradziłyby sobie nawet z dużymi upływami aktywów. Koszty funkcjonowania towarzystw, jak argumentuje, są dziś bardzo niskie. Jeśli 3-procentowa prowizja zostałaby utrzymana, towarzystwa wciąż miałyby się świetnie. – PTE, pobierając przez lata bardzo wysokie prowizje, z nawiązką odebrały już sobie poniesione przed laty koszty rozpoczęcia działalności, akcji marketingowych itp. – uzasadnia Zuber.

W 2012 r. PTE miały łącznie prawie 1,7 mld zł przychodów i ponad 715 mln zł zysku netto.

Jeśli założyć, że OFE wraz z odpływem klientów straciłyby dwie trzecie aktywów, majątek żadnego z nich – jak można wnosić z najnowszych danych – nie powinien spaść poniżej 1 mld zł. – Gdyby podmioty dysponujące takimi aktywami miały kłopot z funkcjonowaniem, świadczyłoby to o daleko idącej patologii całego systemu – uważa Ruciński.

Zdaniem Bohdana Wyżnikiewicza, wiceprezesa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, nawet jeśli branża emerytalna wciąż byłaby dochodowa, czekać nas może kolejna fala konsolidacji. – Wielkie zagraniczne firmy, będące właścicielami OFE, mogą uznać, że skala tego biznesu, choć nadal jest on opłacalny, stała się zbyt mała, aby byli nadal zainteresowani jego prowadzeniem – wyjaśnia ekonomista.