Branża mięsna i rolnicy obawiają się o swoją przyszłość na rynku. – Może powtórzyć się sytuacja, która miała miejsce z trzodą chlewną. Na skutek spadku opłacalności produkcji rolnicy wycofali się z jej chowu – zauważa Witold Choiński, prezes zarządu Związku Polskie Mięso.

Pogłowie trzody chlewnej od 2006 r. spadło o 6 mln sztuk do 11 mln sztuk w 2011 r. Do dziś utrzymuje się na podobnym poziomie.

– Zakaz uboju rytualnego spowoduje spadek cen na rynku wołowiny. To już ma miejsce. W ciągu 3–4 lat Polska z eksportera zmieni się w importera tego mięsa. Obecnie z nieco ponad 400 tys. ton 300 tys. szło na zagraniczne rynki – podkreśla Witold Choiński.

A mniej surowca na rynku to mniej pracy dla ubojni. W efekcie może dojść do likwidacji wielu z nich, a co za tym idzie, do likwidacji wielu miejsc pracy. Ich rentowność już nie jest wysoka, bo oscyluje wokół 1,5 proc.

– Opracowaliśmy wyjścia awaryjne. Liczyliśmy jednak, że nie będziemy musieli z nich korzystać. Tymczasem rzeczywistość stała się inna – mówi Tomasz Kubik, prezes ZPM Biernacki. Zapowiada, że firma już w tym roku będzie musiała przeprowadzić redukcję zatrudnienia.

Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki, spodziewa się, że firmy z branży mięsnej, które stracą na zakazie uboju rytualnego, będą występować z roszczeniami wobec Skarbu Państwa. Stanisław Kalemba ocenia z kolei, że sprawa może trafić do Trybunału Konstytucyjnego.

Przeciwnicy uboju rytualnego przekonują, że znalezienie przez producentów nowych rynków zbytu pozwoli im wyrównać straty. A że jest to możliwe, świadczą dane eksportowe za pierwsze cztery miesiące tego roku. Według Głównego Urzędu Statystycznego od stycznia do kwietnia za granicą polscy producenci sprzedali 66 tys. ton wołowiny o wartości 224,1 mln euro. W tym samym okresie ubiegłego roku, kiedy jeszcze ubój rytualny był możliwy, eksport mięsa wołowego wyniósł 68,6 tys. ton, a jego wartość sięgnęła 217 mln euro.

Ubój rytualny w Polsce został zakazany z początkiem bieżącego roku.