Produkcja przemysłowa spadła w maju o 1,8 proc. w skali roku, a budowlana – aż o 27,5 proc. Teoretycznie jest trochę lepiej, bo spadek w przemyśle miał być większy i wynieść ponad 2 proc.

Zapaść budowlanki psuje nastroje analitykom. – Dane dotyczące tego sektora wyglądają naprawdę słabo, nie widać żadnej poprawy. Rzeczywiście można się było spodziewać spadku ze względu na efekt wysokiej bazy: maj ubiegłego roku był czasem, gdy prace budowlane szły pełną parą przed Euro 2012. Ale nie spodziewaliśmy się, że ten spadek będzie aż tak głęboki – tłumaczy Agnieszka Decewicz, ekonomistka BZ WBK.

O efekcie statystycznym, który ciąży budownictwu, mówi też Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Polbanku. – Powoli wychodzimy z tej wysokiej bazy, od czerwca skala spadków powinna być coraz mniejsza, dno już osiągnęliśmy. Ale do końca roku raczej będziemy na minusie – twierdzi.

Ekonomistka uważa, że wyhamowanie tempa spadku w przemyśle można było przewidzieć – wskazywały na to dane o PMI, pokazujące oceny koniunktury wśród menedżerów. Ale trudno jej zdaniem mówić o optymizmie, pierwsze wzrosty produkcji zobaczymy dopiero po wakacjach. I to też głównie ze względów statystycznych, bo baza odniesienia z poprzedniego roku będzie coraz niższa.

– Raczej nie będzie to wynikało z trwałej poprawy koniunktury – mówi Petka-Zagajewska.

Agnieszka Decewicz dodaje, że to przyspieszenie w drugiej połowie roku będzie wyraźne na tle słabego pierwszego półrocza. O ile przez pierwsze sześć miesięcy dynamika produkcji była poniżej zera, o tyle druga połowa ma dać ok. 4-proc. wzrost. Według Mateusza Sutowicza, ekonomisty Banku Millennium to możliwe, choć tempo tego wzrostu będzie zależało od kondycji strefy euro. Produkcję powinien wspierać rosnący eksport – choć na razie w wynikach przemysłu nie widać śladu zaskakująco wysokiego wzrostu eksportu w kwietniu (o 12 proc.) i rekordowo wysokiej nadwyżki na rachunku bieżącym (468 mln euro).

– Dane o eksporcie w kwietniu można by traktować jako jaskółkę ożywienia, ale informacje o produkcji pokazują utrwalenie trendu z poprzednich miesięcy, czyli szorowanie po dnie. Eksport i produkcja nie zawsze są ze sobą zbieżne – ocenia Sutowicz.

Po takich danych nasi rozmówcy nie zmienili zdania co do prognoz lipcowej decyzji RPP. Nadal oczekują, że obniży ona stopy o 25 pkt baz., po czym zapowie koniec cyklu obniżek. – Informacje o produkcji dają miejsce na jeszcze jedną obniżkę, podobnie jak dane o słabym wzroście płac czy niskiej inflacji. RPP będzie w lipcu miała dodatkowo nową projekcję inflacji, która prawdopodobnie pokaże niską dynamikę wzrostu cen i wzrostu gospodarczego, co będzie dodatkowym argumentem za redukowanie stóp – mówi Agnieszka Decewicz.