Kiedy prezes ECB decydował się na bezprecedensową obniżkę stóp procentowych na wzór amerykański, zapowiedział, że w obliczu braku pozytywnej reakcji europejskiej gospodarki  w II kwartale, podejmie kolejne kroki zmierzające ku pobudzeniu Eurostrefy. Nie sprecyzował dokładnie jakich środków użyje, aby osiągnąć swój ambitny cel, jednak wielu komentatorów spodziewało się kolejnych obniżek stóp procentowych, aż do poziomów negatywnych – czas pokaże, czy słusznie. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że unijna gospodarka ma się źle, szczególnie na tle coraz lepiej prosperujących finansów USA  pod wodzą Bena Bernanke.

Ostatnie mizerne dane kwartalne odnośnie PKB Unii Europejskiej, spadająca sprzedaż detaliczna oraz PMI wciąż poniżej kluczowego poziomu 50 pkt, dobitnie pokazują, że Super Mario systematycznie spychany jest w przepaść, gdzie na miękkie lądowanie raczej  nie ma szans. Jedynym rozwiązaniem może okazać się kolejna już grabież prywatnego kapitału. Tym razem pod sztandarem wspomnianych wcześniej ujemnych depozytowych stóp procentowych. Pierwszym bankiem centralnym decydującym się na takie posunięcie był szwedzki Riksbank, który w 2009 roku ustanowił je na poziomie – 0.25%. W zasadzie przeszło to bez echa na arenie międzynarodowej, jednak skutki takiego posunięcia były dość istotne  dla szwedzkiego systemu bankowego.

Generalnym założeniem ujemnych stóp procentowych jest zmuszenie banków komercyjnych do wzmożenia akcji kredytowej, mającej z kolei pobudzić gospodarkę poprzez zwiększone inwestycje. „Motywacja” banków do przezwyciężenia ich wstrzemięźliwości w kontekście przyznawania pożyczek, wynika z konieczności płacenia za przechowywanie pieniędzy  na rachunku banku centralnego, co przy ujemnych wartościach stóp staje się nieuniknione.

Mario Draghi rozważając taką możliwość musi wziąć pod uwagę fakt, że przy tak agresywnej polityce monetarnej, w zasadzie traci się nad nią kontrolę. Oprocentowanie depozytów poniżej zera w przypadku gwałtownego spadku cen może wpędzić Eurostrefę w deflację,  z którą Japonia zmaga się do dziś.

Szef ECB tworząc szum medialny wokół swojej polityki wprowadza swoisty nieporządek mogący w rezultacie przerodzić się w chaos komunikacyjny. Cóż, być może w tym szaleństwie jest metoda. Jak mawiał jeden z czołowych hiszpańskich filozofów, Ortega y Gasset: „Ludzie decydują się pozostawić w swym życiu miejsce na nieporządek, traktując  to jako cenę wolności”… Od niewygodnych pytań.

dr Marcin Jędrzejak