„Przeciętny użytkownik bitcoinu to mężczyzna (96 proc.) w wieku 32,7 lat, libertarianin/anarchokapitalista (cokolwiek to znaczy – red.), niereligijny (61 proc.) zatrudniony na pełny etat (43 proc.) i będący w związku (56 proc.) – portretuje Zerohedge. – Najpoważniejsza motywacja dla nowych użytkowników to ciekawość, zysk i polityka. 39 proc. użytkowników nie pije, nie pali, nie uprawia hazardu ani nie bierze narkotyków”.

Czy tacy modelowi użytkownicy bitcoinu różnią się od przeciętnych członków zachodnioeuropejskich społeczeństw? Zapewne nie, chyba że w przypadku politycznych etykietek, jakimi sami się opatrują. Ale to pewnie będzie się szybko zmieniało – w miarę wzrostu popularności bitcoinu.

Waluta bitcoin została wymyślona cztery lata temu przez programistę z Japonii. System opiera się na protokole „peer-to-peer” – tym samym, który jest wykorzystywany najczęściej do transferu filmów czy muzyki. Jest zupełnie niezależny od tego, co z prawdziwymi walutami robią rządy czy banki centralne. Liczba bitcoinów w obiegu stopniowo rośnie, w miarę odkrywania kolejnych pakietów wirtualnej waluty przez komputer użytkowników (tempo zależy od tego, ile mocy obliczeniowej poświęcą oni na „kopanie” bitcoinów).

Tyle że popyt na wirtualny pieniądz rośnie szybciej. Pomaga mu szczególnie to, że jest honorowany w coraz większej liczbie miejsc popularnych wśród komputerowych geeków – zauważa serwis telewizji CNN. Niedawno na przyjmowanie bitcoinów zdecydowały się platforma blogowa Wordpress, a także społeczność Reddit. „Wirtualne monety są także obecnie dużo łatwiejsze do zdobycia” – pisze CNN. Do niedawna nabywca bitcoinów musiał wysłać międzynarodowy przelew i czekać kilka dni na rozliczenie transakcji. Teraz nie brakuje serwisów, w których bitcoiny kupuje się niemal natychmiast.

Przeciętny użytkownik bitcoinu to 32-letni mężczyzna zatrudniony na pełny etat

Skoro jest to takie łatwe, nie dziwi fakt, że chętnych jest coraz więcej. A kurs wirtualnej waluty idzie w górę. Ostatnio zbliżył się do 50 dolarów za sztukę. W efekcie pojawiło się sporo komentarzy, że i tu mamy do czynienia ze spekulacyjną bańką.

Ale spekulacja to niejedyny problem handlujących wirtualnym pieniądzem. Wrogiem może się okazać technologia. W poniedziałek na rynku bitcoinów miał miejsce minikrach, gdy się okazało, że nowo tworzone monety nie są akceptowane przez komputery wszystkich użytkowników (a jest to podstawowa zasada całej zabawy). Kurs w jednej chwili spadł o 20 proc., choć później odrobił większość strat.

Jak widać, jeśli wartości monety nie można sprawdzić zębami, zaufanie jest kluczowe.