Jednak na wprowadzenie tych znaków na setki tysięcy nagrań Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji dała serwisom zaledwie dwa tygodnie.

– To termin całkowicie nierealny. Nikt wprawdzie nie przyzna się, że będzie łamał prawo, ale nie oszukujmy się, żaden duży serwis filmowy nie zdążył tak szybko dostosować się do nowych zasad – mówi DGP Ewa Lipińska, prezes serwisu Cineman.pl.

Rzeczywiście rozporządzenie weszło w życie w ekspresowym tempie. KRRiT napisała je w styczniu, do konsultacji społecznych udostępniła 13 stycznia i zakończyła je 5 lutego. Mimo że podczas konsultacji zgłoszono sporo uwag, to żadna z nich nie została uwzględniona i już 13 lutego rozporządzenie opublikowano w Dzienniku Ustaw z datą wykonania 28 lutego.

– Z głównym założeniem rozporządzenia, czyli wprowadzeniem ostrzeżeń dla dzieci, nikt nie dyskutuje. Sami jesteśmy rodzicami i też chcemy, by były one chronione w internecie. Jednak Krajowa Rada zupełnie nie wzięła pod uwagę tego, że nie wystarczy samo rozporządzenie. By zadziałało, przedsiębiorcy muszą przeselekcjonować swoje materiały i je oznaczyć – alarmuje Włodzimierz Schmidt, prezes Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB. – Jak oszacowaliśmy, jest ich dziś w legalnych serwisach ponad sto tysięcy godzin. Wymagać to więc będzie sporo pracy i czasu – dodaje Schmidt. – Wprowadzanie tych oznaczeń to dla serwisów też spore koszty. Trzeba pamiętać, że muszą być dostosowane do nagrań pokazywanych w różnych platformach nie tylko na PC, ale także na systemy Android czy iOS i za każdym razem wymaga to osobnej pracy – tłumaczy szef IAB.

I dlatego IAB wnioskował o sześciomiesięczny okres przejściowy, krótszego – 3-miesięcznego – chciała Orange Polska. W obu wnioskach pojawiła się też sugestia, by z obowiązku oznaczania programów wyłączyć audycje informacyjne, sportowe i telesprzedaż. – Nic z tych uwag nie uwzględniono jednak w prawie – gorzko podsumowuje Schmidt.

Wszystkie przepytane przez nas największe serwisy VOD (czyli wideo na żądanie) jednym głosem przyznają: oznaczeń nie zdążyły umieścić i liczą na to, że KRRiT będzie przynajmniej przez jakiś czas wysyłać tylko monity bez karania za wykonanie nieżyciowego prawa. A kary, jakie może nakładać KRRiT, są niemałe. Zgodnie z ubiegłoroczną nowelizacją ustawy dla usług audiowizualnych kara pieniężna może wynosić do dwudziestokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, czyli obecnie ponad 73 tys. zł.

– Z drugiej strony ten obowiązek zupełnie nie obejmuje ani YouTube, który jest zarejestrowany poza Polską, ani dziesiątek serwisów z linkami do filmów i seriali, które są nadawane nielegalnie – dodaje Ewa Lipińska.

KRRiT nie odpowiedziała na nasze pytania o to, czym kierowała się przy ustaleniu takiego tempa wprowadzenia nowego obowiązku i w jaki sposób ma zamiar go egzekwować.