Orlen Asfalt i Lotos Asfalt posiadają ponad 80 proc. udziałów w polskim rynku asfaltu (na niespełna 20 proc. importu składają się firmy Nynas i Total). Polskie rafinerie nie podają zysków, jakie osiągnęły dzięki sprzedaży materiału. Według naszych informatorów z branży marża w tym biznesie wynosi ok. 10 proc. Zarobek dwóch spółek w ciągu czterech lat można więc szacować na ponad 1 mld zł. Dla porównania: całkowite zyski netto koncernów w tym czasie sięgnęły niecałych 5,1 mld zł.

Wielcy wygrani

– Producenci asfaltu to jedna z niewielu branż, która zarobiła na programie autostradowym w Polsce – przyznaje Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Rynek należał w praktyce do dwóch graczy, którzy sprzedawali w warunkach ogromnego zapotrzebowania i po rynkowych cenach. To pozwoliło osiągnąć rentowność, w przeciwieństwie do większości spółek wykonawczych – podkreśla.

W związku z przygotowaniami do Euro 2012 Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad dostała w 2008 r. zadanie wybudowania w ciągu czterech lat 2 tys. km dróg i uzyskanie 40 mld zł refundacji z UE. Liczba firm, z którymi GDDKiA zawierała umowy wykonawcze, wzrosła z 15 na początku lat 90. do 150 w 2011 r. A wszyscy kupowali asfalt w tym samym czasie.

Nic dziwnego, że Lotos Asfalt z sentymentem wspomina lata 2009–2011. Spółka dostarczyła wtedy łącznie 2,6 mln ton asfaltu. – W roku 2009 r. osiągnęliśmy sprzedaż asfaltów na poziomie blisko 800 tys. ton. Każdy kolejny rok był lepszy. Rok 2011 był rekordowy, sprzedaż sięgnęła miliona ton – podkreśla Krzysztof Kopeć z Lotosu.

Dobra wymówka

– W czasie boomu budowlanego ceny asfaltu w Polsce były jednymi z najwyższych w Europie. Orlen Asfalt i Lotos Asfalt przed Euro 2012 sprzedawały materiał po cenach wyższych niż np. w Hiszpanii, we Włoszech i Francji – twierdzi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. Na zlecenie Izby kancelaria Arcata Partners opracowała raport wykazujący wpływ podwyżek asfaltu na kondycję finansową spółek budowlanych. W strukturze kosztów operacyjnych koncernów drogowych materiały – głównie asfalt – to ok. 40 proc. Budowlańcy próbują udowodnić, że wzrost cen to zjawisko nadzwyczajne i nieprzewidziane. Na podstawie tego opracowania składają pozwy do sądów o aneksowanie kontraktów. Łączna wartość pozwów – w tym asfaltowych – to ponad 5,2 mld, z czego GDDKiA uznała jednak tylko nieco ponad 100 mln zł.

– Startując w przetargach, wykonawcy kompletnie nie oszacowali ryzyka wzrostu cen. Nie wyobrażam sobie, jak można było brać udział w przetargu i nie oszacować ryzyka wzrostu cen, kiedy mamy w jednym czasie wybudować 2 tys. km dróg – mówi DGP dyrektor GDDKiA Lech Witecki.

Ale eldorado producentów asfaltu się kończy. Zdaniem analityków produkcja skurczy się w tym roku o ok. 18 proc., do poziomu 1,4 mln ton (dla porównania w rekordowym 2011 roku było to prawie 1,7 mln t), a w 2013 roku o kolejne 14 proc. – do 1,2 mln t. Dla przykładu: sprzedaż Lotos Asfalt spadła w tym roku do 560 tys. ton, czyli poziomu sprzed 2009 r. Rodzime rafinerie nie ukrywają, że spadek jest odczuwalny, i szukają nowych rynków zbytu za granicą.

Koncerny twierdzą, że zmiana struktury sprzedaży spowoduje, że spowolnienie nie przełoży się negatywnie na wyniki rafinerii. – W kraju i za granicą w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2012 r. sprzedaliśmy 590 tys. ton. To ilość porównywalna do tej sprzed roku – podkreśla Beata Karpińska z Orlenu.

Miliard złotych zarobili polscy producenci asfaltu w ciągu czterech lat