Po raz pierwszy szef polskiego rządu przyznał także, że cięcia w stosunku do propozycji Komisji Europejskiej będą niezbędne. Jednak Polska i Niemcy mają wciąż rozbieżną ocenę ich skali.

– Europie potrzebny jest szybki i mądry kompromis budżetowy. To uzgodniliśmy jako cel bezdyskusyjny – oświadczył na konferencji w kancelarii federalnej szef polskiego rządu.

Merkel zależy na szybkim porozumieniu, bo chce pokazać przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, że zdołała wyprowadzić Unię na prostą. Dla Polski układ, w którym od 2014 r. obowiązuje wznawiane co miesiąc prowizorium, oznaczałby wstrzymanie największych inwestycji infrastrukturalnych. To z kolei osłabi szanse na zwycięstwo PO w wyborach rok później.

Wczoraj oboje politycy wykonali znaczące gesty, aby taki kompromis był możliwy. – Uzgodniliśmy, że w trakcie szczytu w Brukseli pozostaniemy w ścisłym kontakcie – zapowiedziała kanclerz.

Zdaniem dyrektora warszawskiego centrum DemosEuropa Pawła Świebody to ważna deklaracja, bo Niemcy, jako największy płatnik netto w UE, odegrają kluczową rolę na ostatniej prostej negocjacji.

Tusk ze swej strony po raz pierwszy jasno oświadczył, że Polska pogodzi się z cięciami. Dał do zrozumienia, że wyjściowa propozycja Komisji Europejskiej, w której Polska mogła liczyć na 80 mld euro pomocy strukturalnej, jest nie do utrzymania. Jeszcze w zeszłym tygodniu Polska odrzucała propozycję łagodnych (50 mld euro) cięć wysuniętą przez prezydencję cypryjską.

– Uważamy, że cięcia powinny być zrównoważone i trzeba chronić politykę spójności jako główne europejskie narzędzie na rzecz wzrostu i zatrudnienia – oświadczył Tusk.

Zdaniem Świebody w tym punkcie Niemcy będą dopominały się, aby cięcia objęły po równo wszystkie pozycje budżetu UE. – Merkel ma wystarczające wpływy, aby zmusić Francję do ustępstw w polityce rolnej – zaznacza ekspert w rozmowie z DGP.

Ale czy w kluczowym momencie rozmów kanclerz nie wyjdzie naprzeciw Davidowi Cameronowi i nie zdecyduje się na daleko idące (150–200 mld euro) cięcia, byleby uniknąć weta brytyjskiego premiera?

Merkel bardzo zależy na utrzymaniu Wielkiej Brytanii w Unii. Dlatego zrobi wiele, aby dojść z Cameronem do kompromisu. Jednak utrzymanie dobrych stosunków z Polską, podobnie jak z Francją, też jest istotne. – Jeśli Cameron postawi żądania tak skrajne, że ich spełnienie byłoby dla Tuska niemożliwe, Merkel stanie po stronie Polski – mówi DGP Ulrike Guerot, ekspertka berlińskiego oddziału European Council on Foreign Relations. Podobnie sprawy widzi Paweł Świeboda. – Merkel nie dopuści, aby w Brukseli Tuska spotkała upokarzająca porażka i dramatyczne osłabienie pozycji w kraju – mówi ekspert.

Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO, przypomina, że już w przeszłości Niemcy starały się do pewnego stopnia wyjść naprzeciw postulatom Polski w tak kluczowych kwestiach, jak unia bankowa i unia fiskalna. – Wśród krajów, które zamierzają odpowiedzieć na kryzys pogłębieniem integracji, Niemcy były najbliższe polskiej racji stanu. Ale też trzeba pamiętać, że pozostawały w tej grupie państw, które wyraźnie przedkładały rozwiązania ozdrowieńcze nad niekreśleniem podziałów w Unii – zaznacza Saryusz-Wolski.

W którym punkcie Berlin i Warszawa mogą się zatem spotkać? Wczoraj premier Tusk uznał, że propozycja przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya obcięcia budżetu o 75 mld euro „nie jest dramatycznie zła”. Niemcy chcieliby znacznie większych cięć (130 mld euro), choć nie aż takich jak David Cameron (200 mld euro). Finał gdzieś między tymi dwiema ostatnimi liczbami wydaje się dziś najbardziej prawdopodobny.