Umowy o zachowaniu poufności (tzw. NDA z ang. non-disclosure agreement) to już powszechne zjawisko w polskim świecie biznesów internetowych. Nawet zbyt powszechne. – Może to kwestia lobby prawniczego, może taka moda, aby podkreślić wagę swoich kontraktów i mieć lepsze samopoczucie. Nie wiem, skąd się to wzięło, ale opanowało rynek internetowy. Chcą, by je podpisywać, wszyscy, od ogromnych kontraktów po malutkie zlecenia – mówi Paweł Tkaczyk z firmy konsultingowej Midea.

Pod koniec września jedna z agencji PR, obsługująca wchodzący na polski rynek tajemniczy amerykański serwis, zorganizowała dla dziennikarzy i blogerów spotkania z jego szefem. Zanim jednak ujawniła, o jaki serwis chodzi, zażądała od redaktorów podpisania umowy o treści „w zamian za zapewnienie mi przez XXX PR możliwości udziału w ekskluzywnych i zamkniętych wywiadach oraz publikacji informacji prasowych nt. Platformy (...) świadomy/a odpowiedzialności karnej i cywilnoprawnej z tytułu przestępstwa prasowego (...) zobowiązuję się do zachowania w poufności wszelkich informacji dotyczących lub związanych z Platformą (...) do dnia 3 października do godziny 24.00”. Kara za złamanie umowy wynosiła 10 tys. zł. A tajemniczą platformą okazał się serwis Yelp.com.

– To jeszcze nic – śmieje się Paweł Tkaczyk. – Moja firma niedawno dostała NDA, zgodnie z którą groziło mi 200 tys. zł kary, podczas gdy zlecenie miało wartość 300 zł. Takich zobowiązań pojawia się ostatnio coraz więcej, głównie przy zleceniach dotyczących szeroko pojętej branży internetowo-mediowej – dodaje.

Dotychczas NDA były zarezerwowane dla dużych, międzynarodowych albo dotyczących unikalnej wiedzy kontraktów. – Od kilku lat funkcjonują już nawet przy biznesach start-upowych – przyznaje Sebastian Kwiecień z Epic Ventures, firmy pomagającej start-upom internetowym w pozyskiwaniu finansowania.

– Problem w tym, że coraz częściej ta forma zabezpieczenia jest nadużywana. Bierze się to stąd, że wielu startujących w biznesie jest przekonanych, że ich pomysł na serwis czy usługę jest tak rewolucyjny, że zanim pokażą go potencjalnemu inwestorowi, żądają od niego podpisania NDA – ocenia Kwiecień. Przytakuje mu Tkaczyk: – Takie przekonanie świadczy o tym, że twórca start-upu wykonał po prostu słaby research. Na pewno podobnych pomysłów już było kilka, ale biznes to więcej niż pomysł. To głównie ludzie i ich know-how. I to dopiero warto chronić NDA, byle z rozsądkiem – dodaje ekspert.

– Od kilku miesięcy rozważam podpisanie umowy, do której wpisana została kara w wysokości 2 mln zł. To już prawdziwe ekstremum, ale rzeczywiście wiedza, jaką operuje firma, jest bardzo specjalistyczna. Często zaś pojawiają się umowy z karami rzędu kilkuset tysięcy złotych, gdzie nie bardzo jest podstawa do takiej ochrony – opowiada Kwiecień.

Nie do końca jasne jest również usankcjonowanie prawne umów NDA. Nawet gdyby ktoś złamał jej zapisy, to nie jest pewne, czy udałoby się wyegzekwować od niego karę. Bo wszystko zależy od tego, jak ważność takiej umowy oceniłby sąd.

– Dużo więcej warta jest dobra opinia firmy czy osoby. Nikt na naszym rynku nie może sobie pozwolić na zepsucie renomy. Warto więc po prostu okazywać trochę więcej zaufania do biznesowych partnerów – ocenia Tkaczyk.

2 mln zł wynoszą kary umowne, jakie pojawiają się w NDA na polskim rynku biznesów internetowych

50 tys. zł średnio wynosi kara w umowach o poufności

10 tys. zł od dziennikarzy chciała agencja PR za wcześniejsze upublicznienie informacji o wejściu na polski rynek Yelp.com