To ma być ostatnia tak korzystna perspektywa finansowa, która pozwoli na dokończenie modernizacji infrastruktury w naszym kraju. – Pieniądze, które płatnicy netto przeznaczą dla funduszu w strefie euro będą chcieli odpisać od budżetu UE i polskie nadzieje legną w gruzach – ostrzega DGP Paweł Świeboda, prezes warszawskiego Instytutu DemosEuropa.

Takie niebezpieczeństwo potwierdza były minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz. – To jest pomysł, który w dłuższym okresie może przesunąć unijne dopłaty z biedniejszych krajów Europy Środkowej do relatywnie bogatszych państw strefy euro – mówi DGP.

Taka wizja nie jest już tylko hipotezą, skoro w ośmiostronicowym dokumencie rozesłanym w tym tygodniu do unijnych stolic Van Rompuy napisał: „Aby strefa euro prowadziła zdrową politykę finansową poza już podjętymi działaniami na rzecz wzmocnienia zarządu gospodarczego, konieczne jest zmierzanie ku zintegrowanemu budżetowi”.

Za takim przyspieszeniem kryje się presja Berlina, który ma nadzieję, że pomysł odrębnego budżetu ostatecznie uciszy zwolenników innej formy pomocy dla najbardziej zadłużonych państw unii walutowej: euroobligacji. Zgodnie z niemiecką koncepcją osobny fundusz miałby wspierać te kraje unii walutowej, które zobowiążą się do przeprowadzenia reform strukturalnych – jak liberalizacja rynku pracy czy przebudowa systemu emerytalnego.

Powstrzymanie inicjatywy Van Rompuya na najbliższym szczycie Unii Europejskiej będzie jednak dla Donalda Tuska trudne. Stosując weto, Polska wpadnie w tę samą pułapkę, w którą wpadła Wielka Brytania, gdy decydowały się losy paktu fiskalnego: zostanie zepchnięta na margines bez wpływu na ostateczny los projektu.

– Jeżeli debata nad budżetem strefy euro będzie prowadzona w ramach Rady Europejskiej, finalna decyzja musi być podjęta jednomyślnie przez wszystkie kraje UE, co daje Polsce możliwości blokowania – przyznaje DGP europoseł PO Jacek Saryusz-Wolski. Ale zaraz dodaje, że podobnie jak to było z paktem fiskalnym, możliwe jest przyjęcie nowych rozwiązań w ramach umowy międzyrządowej tylko państw strefy euro. – To rozwiązanie nas wyklucza – podsumowuje Saryusz-Wolski.

Stosując weto, możemy znaleźć się na unijnym marginesie