O tym, że RPP powinna ciąć stopy, jest przekonana większość z analityków, z którymi rozmawialiśmy. Powody? Inflacja – choć dziś jest wysoka – będzie spadać do celu NBP. W dopuszczalnym paśmie odchyleń – czyli w przedziale 1,5 – 3,5 proc. – znajdzie się zapewne już w przyszłym roku. Na spadek inflacji wskazuje nie tylko opublikowana w tym tygodniu projekcja NBP, lecz także wyniki ankiet, jakie bank centralny przeprowadził wśród ekonomistów.

A wzrost gospodarczy zaczyna hamować. W tych samych ankietach średnia z prognoz ekonomistów to wzrost PKB o 2,8 proc. w przyszłym roku, w projekcji mowa jest o wzroście o 2,1-proc. Teoretycznie można więc myśleć o obniżce stóp, by pobudzić popyt.

– Obniżka w tym roku byłaby uzasadniona także dlatego, że nie ma zagrożenia gwałtownym osłabieniem złotego, które byłoby jej substytutem. Nasz rynek długu oferuje zagranicznym inwestorom duży zysk, co będzie wsparciem dla złotego – mówi Jakub Borowski, ekonomista Kredyt Banku.

Według analityków jest miejsce na cięcie, tym bardziej że w powszechnej opinii rynku rada zbyt pochopnie zdecydowała się na podwyżkę stóp w maju, bagatelizując ryzyko hamowania gospodarki. I to ta decyzja jest jednym z powodów, dla których ekonomiści nie wierzą, że do potrzebnej wszak podwyżki dojdzie. RPP stała się bowiem zakładniczką własnego jastrzębiego wizerunku. – Majowej podwyżki nie powinno być, 4,5-proc. stopa referencyjna to dobry poziom, by przeczekać ten rok i następny. Skoro jednak zdecydowano się go podnieść do 4,75 proc., to teraz zbyt pospieszne wycofywanie się z tej decyzji nadszarpnęłoby i tak wątłą wiarygodność rady – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Według Piotra Kalisza, ekonomisty banku Citi Handlowy, obniżki nie będzie również dlatego, że rada większą wagę przywiązuje do bieżącej inflacji niż do przyszłej. A inflacja dziś jest wysoka, w czerwcu zapewne znów wzrosła powyżej 4 proc. Czyli grubo ponad górną granicę dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego NBP. Ta granica to 3,5 proc. Niektórzy ekonomiści sądzą, że w jutrzejszej publikacji GUS zobaczymy inflację 4,4 proc. To byłby duży skok, bo w maju wskaźnik wzrostu cen wynosił 3,6 proc.

RPP, zanim zdecyduje się na zmniejszanie stóp, chce prawdopodobnie mieć podkładkę w postaci złych danych z realnej gospodarki, zwłaszcza tych dotyczących wzrostu PKB. Według Marty Petki-Zagajewskiej z Raiffeisen Banku rada może zacząć ciąć stopy, gdy tempo wzrostu PKB wyraźnie zwolni, poniżej 2,5 proc., co może stać się w drugim kwartale 2013 r.

– Wtedy mielibyśmy pierwszą obniżkę. Ale to też raczej nie byłby początek dłuższego cyklu, łączna skala tych obniżek wynosiłaby około 50 pkt – mówi Marta Petka-Zagajewska.

Dwóch – trzech obniżek spodziewa się też Piotr Kalisz, ekonomista banku Citi Handlowy. Podobnie Mateusz Szczurek z ING BSK, który spodziewa się spadku stopy referencyjnej NBP do 4,25 proc. na koniec przyszłego roku (dziś wynosi ona 4,75 proc.). Marcin Mrowiec z Pekao jest zdania, że pierwsza obniżka może nastąpić już na przełomie tego i przyszłego roku. I będzie to początek krótkiego cyklu dwóch – trzech tego typu ruchów.

Jakub Borowski uważa, że zwlekanie z obniżkami do przyszłego roku to błąd.

– Wtedy te decyzje będą spóźnione. Może to nieznacznie odbić się na tempie wzrostu gospodarczego – mówi ekonomista Kredyt Banku.

RPP większą wagę przywiązuje do obecnej inflacji niż do przyszłej